Dzięki internetowi małe firmy i niszowe produkty mogą podjąć na nowo zwycięską konkurencję z tanim produktem masowym
Zbliżający się szybko termin przystąpienia do Unii Europejskiej każe zadać jedno z najważniejszych pytań. Gdzie szukać przewag konkurencyjnych i jakie mogą być strategie rozwoju polskich firm? Z jednej strony mamy doświadczenia z minionych kilkunastu lat, kiedy postęp odbywał się głównie poprzez eliminację odziedziczonej po czasach komunizmu nieefektywności, w połączeniu z intensywnym inwestowaniem i poprawą jakości majątku produkcyjnego. Z drugiej strony, mamy wzorce - niestety głównie zagraniczne - rozwoju firm oparte na innowacyjności, na szukaniu nowych pomysłów, nisz rynkowych, sposobów jak najefektywniejszego wykorzystania tych zasobów, które akurat są w zasięgu ręki.
Czy można sobie wyobrazić, aby w najbliższych latach pojawił się w Polsce, w masowej skali, ten drugi wzorzec rozwoju? Innymi słowy, aby raptem pojawili się polscy hidden champions, agresywnie wchodzący w nisze rynkowe i eksploatujący w jak największym stopniu relatywną taniość polskiej pracy wykwalifikowanej? Polskie firmy podbijające rynki usług informatycznych, prawnych, medycznych, naukowych czy artystycznych, tworzące drogie produkty niszowe, dostarczające pracochłonne wyroby i usługi dostosowane do indywidualnych gustów konsumenta?
Przede wszystkim należy powiedzieć, że potencjał dla takiego typu rozwoju z pewnością istnieje. Tworzy go kilka czynników. Po pierwsze, członkostwo Polski w Unii Europejskiej oznacza absolutną swobodę dostępu do całego europejskiego rynku (jedynie w wypadku części usług nastąpi to nie od razu, lecz w ciągu kilku lat). Jest to rynek blisko pół miliarda zamożnych w większości konsumentów, poszukujących coraz częściej produktów droższych, ale lepiej dostosowanych do ich gustów i potrzeb. Ponadto, z punktu widzenia polskiej niewielkiej firmy, nawet niewielki rynek niszowy w zachodniej Europie oznacza kolosalny, niemal nieskończonej wielkości popyt.
Po drugie, są podstawy ekonomiczne rozwijania takiej działalności. Koszt pracy w Polsce stanowi nadal ułamek kosztu pracy w Europie Zachodniej i niezależnie od dynamiki wzrostu płace pozostaną relatywnie niskie jeszcze przez kilka dziesięcioleci. Z niewiadomych powodów - mówiąc to - myślimy zazwyczaj o koszcie pracy niewykwalifikowanego robotnika. Tymczasem największa różnica w koszcie pracy nie występuje wcale tam, ale w wypadku polskiego inżyniera, naukowca, artysty-rzemieślnika czy lekarza. To jest kolosalny potencjał konkurencyjny, który tylko czeka na uruchomienie przez ludzi z pomysłami.
Po trzecie, istnieje technologia tworząca znacznie lepsze warunki dla takiego rozwoju niż kiedykolwiek w przeszłości. Internet dramatycznie obniżył koszty dotarcia do dalekiego geograficznie konsumenta poszukującego niszowego produktu. Dzięki tej technologii rozwijać się mogą rynki produktów i usług zindywidualizowanych, wykonywanych w bardzo krótkich seriach na indywidualne zamówienia. Po raz pierwszy od czasu rewolucji przemysłowej z XVIII i XIX wieku małe firmy i niszowe produkty mogą podjąć na nowo zwycięską konkurencję z tanim, wystandaryzowanym produktem masowym.
Rzecz jasna, z każdej szansy trzeba umieć skorzystać. Jak dotąd mamy w Polsce bardzo mało przykładów firm naprawdę innowacyjnych, opartych przede wszystkim na dobrym pomyśle, aktywnie wykorzystujących szanse tworzone przez nowe technologie. Można o to oczywiście oskarżać wieloletni monopol w telekomunikacji i wysoki koszt dostępu do internetu, nie najlepszy system edukacyjny, odziedziczony z przeszłości brak odwagi i inicjatywy w działaniu. Nawet jeśli jest w tym nieco prawdy, czynniki utrudniające rozwój polskich hidden champions będą zanikać. Rozwój oparty na pomysłowości, elastyczności i innowacjach nie zastąpi oczywiście w Polsce tradycyjnego rozwoju przemysłowo-usługowego bazującego na inwestycjach, wzroście wydajności pracy i masowej produkcji. Jest jednak szansa na znaczne przyspieszenie rozwoju i jak najlepsze wykorzystanie największych przewag komparatywnych, jakie mamy.
Czy można sobie wyobrazić, aby w najbliższych latach pojawił się w Polsce, w masowej skali, ten drugi wzorzec rozwoju? Innymi słowy, aby raptem pojawili się polscy hidden champions, agresywnie wchodzący w nisze rynkowe i eksploatujący w jak największym stopniu relatywną taniość polskiej pracy wykwalifikowanej? Polskie firmy podbijające rynki usług informatycznych, prawnych, medycznych, naukowych czy artystycznych, tworzące drogie produkty niszowe, dostarczające pracochłonne wyroby i usługi dostosowane do indywidualnych gustów konsumenta?
Przede wszystkim należy powiedzieć, że potencjał dla takiego typu rozwoju z pewnością istnieje. Tworzy go kilka czynników. Po pierwsze, członkostwo Polski w Unii Europejskiej oznacza absolutną swobodę dostępu do całego europejskiego rynku (jedynie w wypadku części usług nastąpi to nie od razu, lecz w ciągu kilku lat). Jest to rynek blisko pół miliarda zamożnych w większości konsumentów, poszukujących coraz częściej produktów droższych, ale lepiej dostosowanych do ich gustów i potrzeb. Ponadto, z punktu widzenia polskiej niewielkiej firmy, nawet niewielki rynek niszowy w zachodniej Europie oznacza kolosalny, niemal nieskończonej wielkości popyt.
Po drugie, są podstawy ekonomiczne rozwijania takiej działalności. Koszt pracy w Polsce stanowi nadal ułamek kosztu pracy w Europie Zachodniej i niezależnie od dynamiki wzrostu płace pozostaną relatywnie niskie jeszcze przez kilka dziesięcioleci. Z niewiadomych powodów - mówiąc to - myślimy zazwyczaj o koszcie pracy niewykwalifikowanego robotnika. Tymczasem największa różnica w koszcie pracy nie występuje wcale tam, ale w wypadku polskiego inżyniera, naukowca, artysty-rzemieślnika czy lekarza. To jest kolosalny potencjał konkurencyjny, który tylko czeka na uruchomienie przez ludzi z pomysłami.
Po trzecie, istnieje technologia tworząca znacznie lepsze warunki dla takiego rozwoju niż kiedykolwiek w przeszłości. Internet dramatycznie obniżył koszty dotarcia do dalekiego geograficznie konsumenta poszukującego niszowego produktu. Dzięki tej technologii rozwijać się mogą rynki produktów i usług zindywidualizowanych, wykonywanych w bardzo krótkich seriach na indywidualne zamówienia. Po raz pierwszy od czasu rewolucji przemysłowej z XVIII i XIX wieku małe firmy i niszowe produkty mogą podjąć na nowo zwycięską konkurencję z tanim, wystandaryzowanym produktem masowym.
Rzecz jasna, z każdej szansy trzeba umieć skorzystać. Jak dotąd mamy w Polsce bardzo mało przykładów firm naprawdę innowacyjnych, opartych przede wszystkim na dobrym pomyśle, aktywnie wykorzystujących szanse tworzone przez nowe technologie. Można o to oczywiście oskarżać wieloletni monopol w telekomunikacji i wysoki koszt dostępu do internetu, nie najlepszy system edukacyjny, odziedziczony z przeszłości brak odwagi i inicjatywy w działaniu. Nawet jeśli jest w tym nieco prawdy, czynniki utrudniające rozwój polskich hidden champions będą zanikać. Rozwój oparty na pomysłowości, elastyczności i innowacjach nie zastąpi oczywiście w Polsce tradycyjnego rozwoju przemysłowo-usługowego bazującego na inwestycjach, wzroście wydajności pracy i masowej produkcji. Jest jednak szansa na znaczne przyspieszenie rozwoju i jak najlepsze wykorzystanie największych przewag komparatywnych, jakie mamy.