Ostatni będą pierwszymi?

Ostatni będą pierwszymi?

Dodano:   /  Zmieniono: 
Informacje na temat gwałtownego rozwoju biznesu w Indiach lub Chinach wzbudzają zazwyczaj u przeciętnego Europejczyka (a u przeciętnego Polaka pewnie jeszcze bardziej) odruch zdziwienia. W naszym uporządkowanym świecie wydaje się, że role gospodarcze zostały już dawno i nieodwołalnie przydzielone. Chiny i Indie od wieków są obszarami biedy, Europa i Ameryka Północna obszarem bogactwa.
Chiny i Indie od wieków są obszarami taniej i nisko wydajnej pracy, Europa i Ameryka Północna obszarami wysokiej produktywności. Polacy znajdują się gdzieś między tymi skrajnościami. Stąd już tylko krok od stwierdzenia, że zawsze tak było - i pozostanie.
Z wyciąganiem daleko idących wniosków na temat przyszłej roli krajów Dalekiego Wschodu na podstawie ich obecnej sytuacji gospodarczej należy jednak być ostrożnym co najmniej z dwóch powodów.
Po pierwsze, przekonanie o tym, że Daleki Wschód zawsze był biedny i nieistotny na gospodarczej mapie świata w porównaniu z Europą czy Ameryką, jest nieporozumieniem. Dwieście lat temu PKB na głowę mieszkańca Indii i Chin był prawdopodobnie o połowę niższy niż w Europie i Ameryce Północnej (wszelkie obliczenia dla okresu sprzed połowy XX wieku mają charakter szacunkowy). Ludność Indii w ówczesnych granicach tego kraju była jednak o 100 proc. większa, a ludność Chin nawet o 150 proc. Łączny PKB Indii był tylko nieznacznie niższy od europejsko-amerykańskiego, a PKB Chin o jedną trzecią wyższy. Przewaga gospodarcza obu dalekowschodnich potęg nie ograniczała się tylko do tego: w roku 1800 Indie i Chiny wytwarzały razem 60 proc. całości światowej produkcji przemysłowej, wobec niecałych 30 proc. wytwarzanych w Europie i Ameryce Północnej łącznie. Oczywiście, że europejski przemysł był już wówczas nowocześniejszy, nie zmienia to jednak faktu, że dla ówczesnych Europejczyków Indie i Chiny wcale nie były synonimem nędzy, ale wręcz odwrotnie - niebywałego bogactwa i wysokiej technologii.
Po drugie, miejsca na gospodarczej mapie świata, które dziś wydają się niewzruszone, mogą ulegać ogromnym zmianom nawet w ciągu jednego stulecia. W XIX wieku potęga gospodarcza Indii i Chin legła w gruzach, ich łączny udział w światowej produkcji przemysłowej spadł do 8 proc., a w światowym PKB do 14 proc. Udział Europy, w granicach obecnej, poszerzonej do 25 krajów Unii Europejskiej, w światowym PKB wzrósł w tym czasie do blisko 40 proc., a udział Ameryki Północnej (USA i Kanady) do 25 proc. Hindus i Chińczyk stali się rzeczywiście dramatycznie ubodzy - ich przeciętny dochód spadł do 15 proc. europejskiego i zaledwie do 6 proc. amerykańskiego. W XX wieku niski udział Indii i Chin w światowym PKB utrzymał się, a przeciętny dochód jeszcze obniżył. Proces ten uległ jednak odwróceniu w ostatnich kilkunastu latach ubiegłego wieku. Wzrost zaczyna się jednak z niskiego poziomu, musi więc minąć wiele dziesięcioleci, zanim poziom życia zbliży się do europejskiego.
Dlaczego można sądzić, że trend szybkiego rozwoju Indii i Chin utrzyma się? Ekonomiści lubią wskazywać na istnienie zjawiska tzw. realnej konwergencji gospodarczej. W obu tych krajach cena pracy jest bardzo niska, a stopa zwrotu na kapitale bardzo wysoka. Jeśli więc tylko zdołają one zapewnić przedsiębiorcom - i krajowym, i zagranicznym - rozsądne warunki do prowadzenia działalności oraz w miarę wykształconych pracowników, mogą liczyć na uzyskanie ogromnej konkurencyjności produkcji i stać się prawdziwym magnesem dla inwestycji. Stało się to już na części obszaru Chin, obecnie szanse mają Indie. Poza niskimi kosztami i pracowitością swoich pracowników Indie mają jeszcze jeden atut
- miliony ludzi mówiących dobrą angielszczyzną, a więc naturalne zaplecze do rozwoju eksportowych usług.
Co jest potrzebne do tego, by powyższy scenariusz się zrealizował? Trzy rzeczy. Kontynuacja postępu technologicznego, pozwalającego dostarczać coraz większą ilość towarów i usług na odległość. Kontynuacja procesów globalizacji, pozwalających kapitałowi na szukanie zysków za oceanami. I wreszcie kontynuacja rozsądnej polityki gospodarczej Indii i Chin, zachęcającej prywatne firmy - krajowe i zagraniczne - do inwestowania, zamiast utrudniania konkurencji lub poszukiwania utopijnych, alternatywnych dróg rozwoju. Tych trzech czynników zabrakło - z różnych powodów - w ciągu ostatnich 200 lat. Ale obecnie tworzą sprzyjający klimat gospodarczy.