Sędzia rynek

Dodano:   /  Zmieniono: 
Herbert George Wells już na początku ubiegłego stulecia powiadał: "Ekonomia zależy w takim samym stopniu od ekonomistów jak pogoda od przewidywań meteorologów". Co prawda w ciągu ostatnich stu lat narzędzia, którymi dysponują ekonomiści, znacznie się zmieniły, ale doskonałość ich prognoz pozostawia wiele do życzenia
Kiedy to np. zacni i uczeni mężowie z polskiego banku centralnego trafili w "cel inflacyjny NBP"? Kto przewidywał, jeszcze w 2000 roku, że czołowe gospodarki europejskie dotknie stagnacja? A Amerykanie? Wielokrotnie mylili się w swych prognozach. Na przykład przewidywali, że w latach 80. utrzyma się ponad dziesięcioprocentowa inflacja z lat 70. Tymczasem już na początku lat 80. inflacja spadła do 5 proc.
Czy to znaczy, że wszelkie wskazówki, w co inwestować w przyszłym roku, są nic niewarte?
Nie. Ale też nie wierz nikomu, kto twierdzi, że wie, co się zdarzy w przyszłości. Gdyby tak było, już dawno byłby bogaczem i nie musiałby utrzymywać się z drukowania swoich prognoz, książek czy artykułów.
Rynek rządzi się swoimi prawami. Zawsze ma dwie strony - kupującą i sprzedającą, a jego istotą jest różnorodność opinii. Sprzedający jest przekonany o nadchodzącej zniżce cen, kupujący uważa, że ceny pójdą w górę. Tak więc poza momentami, kiedy ceny pozostają przez jakiś czas na niezmienionym poziomie, zawsze któraś ze stron musi mieć rację. Stąd nasza wiara w rynkowego guru, którym jest zwycięska w danej chwili strona. Czyż nie pędzimy najchętniej np. po zakup jednostek funduszu inwestycyjnego, który miał najlepsze wyniki w ostatnim roku czy miesiącu? Co się jednak często okazuje? Że później ten sam fundusz ma wyniki przeciętne lub jeszcze gorsze.
Niestety, nasza wiara w rynkowych czarnoksiężników często wynika jeśli nie z lenistwa, to z naturalnej niechęci do ponoszenia ryzyka i skłonności do zdejmowania z siebie odpowiedzialności za własne błędy. Brutalna prawda jest jednak taka, że to ty ponosisz pełną odpowiedzialność za swoje inwestycje, nawet jeśli zdeponowałeś pieniądze u wybitnego doradcy. To przecież twoje pieniądze. I w razie niepowodzenia ubędzie ich tobie, a nie ekonomistom, analitykom czy doradcom. Inwestycje to gra w prawdopodobieństwo, a częścią tej gry jest łut szczęścia. Strzeż się iluzji pewniaków w tej grze
i absolutnego porządku. W świecie inwestycji go nie ma. Nie znaczy to, że nie musisz studiować inwestycyjnych systemów, danych statystycznych i metod spekulacji. Studiowanie i doświadczenie podniesie prawdopodobieństwo twojego sukcesu.
Większość z nas ma naturalną skłonność do podejmowania decyzji o inwestowaniu pieniędzy wtedy, kiedy ceny przedmiotu naszego pożądania rosną, czyli znajdują się w trendzie wzrostowym. I nie ma w tym nic zdrożnego. Ba, jest to ze wszech miar słuszne.
Jedna z podstawowych reguł inwestowania mówi bowiem "podążaj z trendem", trend jest twoim przyjacielem. Problem jednak polega na tym, że kiedy rozpoczyna się nowy rynkowy trend - czekamy. Chcemy nabrać absolutnej pewności, że to jest właśnie to. Kiedy już jej nabierzemy i decydujemy się na zakup, ceny sięgają szczytów. W krótkim czasie rozpoczyna się odwrót.
Ostatnio mimowolnie byłem świadkiem rozmowy pracowników telewizji z tzw. obsługi planu studyjnego, w trakcie której padła rada, by właśnie teraz przystąpić do zakupów euro. Inny wykształcony osobnik, przekonany do swoich racji, próbował wręcz na mnie wymóc, bym doradził mu wynajęcie hali z czynszem liczonym właśnie w europejskiej walucie. Co to znaczy? Najprawdopodobniej, że najlepsze czasy dla euro właśnie się kończą. Mogą zatem zacząć się na nowo dobre czasy dla kredytobiorców przywiązanych do euro.
Osobiście stawiam na złotego. Co w praktyce sprowadza się do hipotezy o kontynuacji w nowym roku zniżki dolara w stosunku do polskiej waluty, a także wyraźnego osłabienia euro.
Rynek akcji jeszcze trochę powinien rosnąć, ale już nie tak dynamicznie. Raczej rachitycznie. Po czym wejdzie ponownie w korektę, tym razem całej fali wzrostowej, trwającej od marca 2003 roku. A obligacje? Po złym roku powinno być wyraźnie lepiej.
Nadal moim faworytem pozostają nieruchomości. Jest jeszcze tanio. Z biegiem czasu powinno być wyraźnie drożej.
Czy jednak tak będzie, wcale nie zależy od przewidywań waszego autora, a od tego, co zrobi rynek, który jest tu najsprawiedliwszym sędzią.