MBA? A FE...

Dodano:   /  Zmieniono: 
Dyplomem MBA coraz trudniej przekonać do siebie pracodawców.
Pracodawcy stracili szacunek dla dyplomu MBA
W firmie Xerox Polska, zatrudniającej kilkuset pracowników, tylko jedna osoba obecnie studiuje na kursie MBA. Chyba niewiele to jednak kogo obchodzi, bo szefowa działu personalnego tej firmy Agnieszka Perkowska nie potrafiła nam powiedzieć, na jakiej uczelni. Dopiero po drugim telefonie oznajmiła, że jest to SGH w Warszawie. Ale na kolejne pytania o program (SGH prowadzi dwa: WEMBA i CEMBA) zdenerwowana odpowiedziała, że zadajemy zbyt dociekliwe pytania, przyznając, że nie wie.
Sytuacja, którą zaobserwowaliśmy w firmie Xerox, stała się typowa. Jeszcze kilka lat temu spółki wręcz szczyciły się każdym pracownikiem z MBA. Teraz odwracają się plecami do kursów i do absolwentów tak prestiżowych kiedyś studiów.
Do ubiegłego roku Netia SA dofinansowywała studia MBA swoim pracownikom. - Obecnie nie prowadzimy takiej polityki i nie finansujemy ich nawet częściowo - dowiedzieliśmy się od Jolanty Ciesielskiej, rzecznik firmy. Dlaczego zaniechali pomocy? - Wśród absolwentów nie zauważyliśmy istotnego wzrostu "wartości dodanej" - padła odpowiedź.
Cięcia w finansowaniu studiów wyraźnie odbijają się na liczbie menedżerów, nawet wielkich firm, którzy podejmują takie studia. W TUiR Warta SA na 45 dyrektorskich stanowisk jedynie trzy osoby legitymują się dyplomem MBA, a obecnie kurs taki kończy tylko jeden z pracowników - wiceprezes towarzystwa.
Nie lepiej jest w banku BGŻ SA, gdzie studiuje dwóch pracowników. Czesław Szmidt odpowiedzialny w banku za szkolenia, a jednocześnie wykładowca zarządzania zasobami ludzkimi, przyznaje, że dopiero po rocznej "okresowej" ocenie każdego stanowiska pracy i po zakończeniu zmian struktur banku podejmą decyzje, kogo i na jakie szkolenia wysłać.
Szmidt wymienia trzy zasadnicze powody, dla których do studiów MBA nie należy podchodzić bezkrytycznie. Po pierwsze, trzeba znać wartość merytoryczną poszczególnych programów. W cenie są jedynie dyplomy kursów krajowej czołówki. Po drugie, studia MBA nie dają wiedzy na całe życie, bo w zarządzaniu reguły i metody zmieniają się co 5-10 lat. - Ta wiedza moralnie się starzeje - uważa Szmidt. Po trzecie, dyplom nie może być podstawowym argumentem przemawiającym za awansem menedżerskim. - Specjalista, referent czy inspektor na drugi dzień po skończeniu kursu nie zostaną menedżerami, muszą mieć za sobą jeszcze dość długą ścieżkę kariery.
Ostrożnie do szkoleń MBA podchodzi nie tylko konserwatywny BGŻ, ale i uważany za nowoczesny BRE Bank. W tej firmie odmówiono nam nawet komentarza dotyczącego polityki firmy wobec pracowników studiujących MBA.
Z ankiety przeprowadzonej przez BusinessWeek wśród organizatorów kursów, którzy śledzą losy swoich studentów, wynika, że ponad połowa z nich po zdobyciu dyplomu liczy na awans. Na ziemię sprowadzi ich opinia sformułowana w Netii.
Zdaniem przedstawicielki firmy, tylko na niektórych stanowiskach MBA może być dodatkowym atutem przy rekrutacji, np. specjalistów ds. strategii czy M&A.
- Z naszych obserwacji wynika, że MBA nie jest konieczne, aby odnieść sukces w biznesie i nie decyduje o awansie - stwierdziła nasza rozmówczyni.
Takie opinie to z pewnością kubeł zimnej wody wylany na menedżerów planujących podjęcie studiów i organizatorów kursów, którzy bardzo liczą na hojność firm w finansowaniu edukacji pracowników.