Terespol i Łęknica nad Nysą oczami reportera BusinessWeeka w 100 dni po wejściu Polski do Unii.
W sto dni po akcesji sprawdziliśmy, jak wejście do Unii zmieniło życie na krańcach Polski
Miejscowości te dzieli prawie 800 kilometrów i przepaść ekonomiczna. Terespol jest znacznie bliżej Białorusi niż Europy. Leżącą nad Nysą Łęknicę można pomylić z małym niemieckim miasteczkiem. Pierwsze miasto zamiera, drugie rozwija się coraz intensywniej.
Wychodzących z dworca w Terespolu zaczepiają babiny ze złotymi zębami, oferujące pół litra wódki za 10 zł i papierosy po 2,5 zł za paczkę. Na drugim krańcu Polski w nadgranicznej Łęknicy kierowcy wjeżdżający na stację benzynową przecierają oczy ze zdumienia, ceny paliw podane są w euro (litr 95 Pb 0,91 euro). Za skorzystanie z bazarowej toalety (całkiem przyzwoita, a babcia klozetowa mówi lepiej po niemiecku niż po polsku) trzeba zapłacić 40 eurocentów. To cena dla gościa zachodniej granicy, nieliczni Polacy płacą 80 groszy. Na stoliku leży spora górka brązowego eurobilonu, srebrnych polskich groszy prawie nie widać.
Dwa Światy
`Są dwa światy i jedno słońce, które u nas słabiej coś grzeje. Ty masz pewnie duże pieniądze, ja nadzieję...` - śpiewała niegdyś Maryla Rodowicz. Jej słowa mogą powtórzyć dziś mieszkańcy miast graniczących z Białorusią, Rosją i Ukrainą. Na wschodzie kraju nie tylko jest chłodniej. - Nie ma co ukrywać. Na razie na wejściu do Unii Europejskiej straciliśmy - przyznaje burmistrz Terespola Zbigniew Banach. Bezrobocie w mieście sięga 20 proc. Aleksander Łukaszenko wprowadził liczne restrykcje i ograniczył handel walizkowy. Od 1 lipca mieszkańcy Białorusi nie mogą przywieźć na własne potrzeby więcej niż 5 kg mięsa granicy. Ograniczono także możliwość sprowadzania owoców i warzyw. - Znaczna część mieszkańców żyła z granicy i różnicy cen po obu jej stronach. Teraz wszystko upada. Hurtownicy i sprzedawcy skarżą się, że obroty spadły im nawet o połowę - opowiada burmistrz Banach.
To, że pada handel przygraniczny, widać od razu po wyjściu z pociągu. Niegdyś przed stacją PKP stały tłumy Białorusinów. W tej chwili można ich policzyć na palcach obu rąk.
W pobliżu dworca częściej jednak słychać język rosyjski niż polski. O tym, że Polska jest już w Unii, świadczy tablica ogłaszającą rozpoczęcie przebudowy terminalu odpraw celnych na stacji PKP Terespol z pieniędzy przyznanych przez Komisję Europejską. Jednak na tej inwestycji nie zarobią firmy budowlane z Terespola. Wykonawcą jest Mostostal Warszawa. - Być może zatrudnią podwykonawców i mieszkańców naszego miasta? - zastanawia się burmistrz.
Drugi znak, że jesteśmy w Unii, to powiewająca nad budynkiem agencji ubezpieczeniowej niebieska flaga z gwiazdami.
Zmierzch Przyszłości
Leżące w pobliżu dworca osiedle Przyszłość swoje dobre lata ma już dawno za sobą. Wygląda raczej jak pamiątka z dalekiej przeszłości. Na ławeczce przed jednym z bloków siedzi kilku zmęczonych (nie tylko życiem) mieszkańców.
- Unia Europejska? - głośno zastanawiają się, gdy pada pytanie, czy coś się w mieście zmieniło przez ostatnie 100 dni. - Pan pójdzie za mną - jeden z nich wstaje. Idzie w kierunku pobliskiej ulicy Topolowej. - Proszę popatrzeć - wskazuje ręką dużą tablicę. Cyrylicą wypisana reklama zaprasza do pobliskiego sklepu mięsnego. - To mamy przez Unię Europejską - przewodnik macha w kierunku pobliskiego budynku i wraca do kolegów. Budynek jest pusty, w środku ani żywego ducha, żadnych chłodni czy lady. W mieście jest jeszcze kilka takich sklepów.
Od maja w wydziale gospodarki wyrejestrowano sześć podmiotów prowadzących działalność gospodarczą. Wszystkie były związane ze sprzedażą artykułów spożywczych oraz chemii gospodarczej.
Bezrobocie w mieście rośnie. W styczniu 2004 r. w powiatowym urzędzie pracy zarejestrowanych było 1304 bezrobotnych. W chwili wejścia Polski do Unii Europejskiej 1311 osób nie miało pracy, a 100 dni po wejściu do Unii Europejskiej na liście są 1342 nazwiska. - Być może wynika to z tego, że skończył się rok szkolny i zarejestrowali się kolejni absolwenci - uprzedzają pytanie pracownicy PUP. Przyznają jednak, że od dwóch miesięcy nie było żadnej oferty pracy na terenie miasta. We wrześniu może się pojawić jedna - dla kobiety do pomocy w kwiaciarni. - Miasto i mieszkańcy ubożeją, bo ludzie nie mają tak dużych możliwości jak kiedyś, aby dorobić sobie, korzystając z pobliskiej granicy i leżącego 5 km dalej 300-tysięcznego Brześcia - mówi burmistrz.
Unia dla kantorów
- Kim jestem po tych 100 dniach? Euroentuzjastą, eurosceptykiem czy eurorealistą? - zastanawia się burmistrz Banach. - Chyba wszystkim po trochu. Euroentuzjastą, bo mamy już realizowane inwestycje z programu SAPARD. Teraz kończymy budowę kanalizacji. Była ona finansowana w dużym stopniu ze środków unijnych. Eurosceptykiem, bo widzę, że przynajmniej w tej chwili miasto nieco straciło na integracji. Eurorealistą, bo wiem, że i tak nie było innej możliwości, trzeba trochę poczekać, żeby na tym skorzystać - wylicza.
- Unia Europejska? Nie, tu chyba nic się nie zmieniło. Nic nie zauważyłam - zastanawia się pani Ewa, barmanka w barze niedaleko dworca. Dwóch klientów zamawia po piwie. Dzień mija bardzo powoli. Za dwudaniowy obiad z piwem barmanka wypisuje rachunek opiewający na 15 zł.
Za kilka godzin przyjedzie pociąg jadący do innego świata, na zachód Polski. Po zniszczonym peronie przechadza się kilkunastu Białorusinów (nazywanych przez miejscowych "ruskimi"). Czekają na odprawę celną i odjazd pociągu do Brześcia. Jeszcze niedawno do wagonów nie dałoby się wetknąć szpilki, teraz sporo miejsc siedzących zostaje wolnych.
Na granicy zarabiają głównie właściciele kantorów - na terenie miasta i gminy jest ich prawie 50. Tuż przed odjazdem najpopularniejszego porannego pociągu na wschód euro kosztowało 4,6 zł, po południu cena spadła aż o 15 groszy.
Na zachodzie zmiany
Ponad 12 godzin później i prawie 800 km dalej na zachód jest zupełnie inny świat. Gości przyjeżdżających do maleńkiej Łęknicy witają napisy po niemiecku. Na stacji benzynowej przed największym po tej stronie granicy bazarem i tuż obok przejścia granicznego litr paliwa bezołowiowego kosztuje 0,91 eurocentów. Na stacji paliw stoją tylko samochody z niemieckimi tablicami rejestracyjnymi. W niespełna trzytysięcznym mieście są cztery stacje benzynowe i dwie LPG. - One są głównie nastawione na niemieckich klientów. Mieszkańcy miasta jeżdżą zatankować trochę dalej, bo za miastem paliwo jest tańsze - opowiada burmistrz Jan Bieniasz. Głównym źródłem dochodu miasta są Niemcy.
Na bazarze sprzedawcy zaczepiają klientów po niemiecku. Oferują przede wszystkim papierosy (ok. 15 groszy taniej niż w kiosku) oraz mięso i wędliny. Sporo jest tandetnej elektroniki (np. zestawy słuchawkowe do Nokii po 12 zł), krzykliwych T-shirtów oraz krasnali ogrodowych i wyrobów z wikliny.
- Miasto żyje przede wszystkim z bazaru. Wpływy z opłat i podatków stanowią ok. 35 proc. budżetu miasta - mówi Bieniasz. Bazar to przeszło 1,5 tys. punktów handlowych i około 2 tys. miejsc pracy.
- Tak naprawdę mieliśmy tu od dawna "małą unię". Bazar działa już od kilku lat i dzięki niemu znajdujemy się w pierwszej dziesiątce najbogatszych gmin w Polsce. Miasto zamierza skorzystać jeszcze bardziej na integracji. W tej chwili na swój koszt zaczęło remontować drogę krajową prowadzącą do przejścia. Tam gdzie jeszcze niedawno było piaszczyste pobocze, są już chodniki z kostki Bauma, przestały straszyć dziury w jezdni. - Teoretycznie ta droga nie należy do nas, ale skoro są środki, warto ją wyremontować. Niemcy lubią porządek, a miasto żyje z nich - uśmiecha się burmistrz.
Oficjalnie w mieście bezrobocie wynosi nieco ponad 15 proc., jednak tylko według statystyk. - W Polsce są zbyt wysokie koszty pracy. Ludzie przychodzą do urzędu pracy podpisać się na liście o 7 rano i strasznie denerwują się, że wszystko tak się przeciąga. Potem od razu lecą pracować na bazar. Rejestrują się, bo szef daje im wybór - albo zarobisz o 400 zł więcej i będziesz sam kombinował z ubezpieczeniem, albo wszystko legalnie, tyle że pensja będzie mniejsza - ocenia jeden z urzędników miejskich. Burmistrz przyznaje, że czasem brakuje chętnych do robót publicznych, a ludzie, jeśli szukają pracy, to maksymalnie na rok - tylko żeby nabyć prawo do zasiłku.
Z bazaru do starej Unii
Godzina 10 rano, na bazarze jeszcze mały ruch. Być może dlatego, że pada deszcz. Pan Zbyszek chowa do kieszeni 10 zł. - To był pierwszy klient, może przyniesie szczęście - wskazuje na odchodzącą osobę, która przyczepia zestaw słuchawkowy do swojego telefonu.
- Biznes ciągle się kręci, ale czy Unia coś zmieniła? Chyba nie, kokosy to były kiedyś - twierdzi po zastanowieniu się. Wśród skórzanych pokrowców na telefony komórkowe leży kaseta z kursem języka angielskiego. - Nauczę się języka i brykam stąd do Irlandii. To jest potęga i tygrys Europy. Dam sobie radę. Pracowałem jeszcze z Wałęsą w Stoczni Gdańskiej jako spawacz. Jeśli poznam język, to nie będzie problemu, a będzie mi łatwiej - przekonuje. Twierdzi, że prowadząc wspólnie z kolegą duży punkt na bazarze, miesięcznie zarabia od 800 zł do 1000 zł na czysto.
Inni mieszkańcy miasta są jednak większymi optymistami. - Po wejściu do Unii pojawia się coraz więcej Niemców. Kiedyś zostawiali samochody przed przejściem granicznym, a teraz po uproszczeniu wszystkich formalności wjeżdżają do Polski. Handel się rozwija. U mnie obroty przez te 100 dni wzrosły mniej więcej o 20 proc. - cieszy się Stefan Iwuć, właściciel hurtowni z wyrobami z wikliny. Do Łęknicy wrócił 15 lat temu, przewidując, że na granicy da się zarobić. Wejście Polski do Unii tylko zwiększa jego zyski.
- Za 100 dni pewnie znowu będę miał 20-procentowy wzrost obrotów - zaciera ręce i patrzy na kolejny samochód z niemieckimi tablicami, który właśnie zatrzymuje się na podwórku przed hurtownią.
- Łęknica się wciąż rozwija. Rośnie zapotrzebowanie na papier do kas fiskalnych. Ostatnio powstały dwa kolejne sklepy - opowiada Tomasz Sokołowski, sprzedawca w sklepie Multi Comp (w ofercie głównie artykuły biurowe i papier do kas fiskalnych).
- Zapewne już wkrótce zacznie rozwijać się sektor usług - przewiduje burmistrz. Zarówno w zakładach fryzjerskich na bazarze, jak i na ulicy Dworcowej klienci mówią po niemiecku. Obsługa jest tak zajęta, że nie ma nawet chwili, żeby porozmawiać. Na integracji zyskał także seksbiznes. W niespełna trzytysięcznym mieście działa ponad pięć "agencji towarzyskich".
Miasta na zachodzie i wschodzie Polski łączy tylko jedna rzecz. Niespodziewanie zaczęły znikać tablice z ofertami sprzedaży ziemi. Rolnicy zrozumieli, że na dopłatach z Unii mogą zyskać i już nie chcą pozbywać się gruntów.
Liczba zarejestrowanych działalności gospodarczych
Lipiec 2003 r.: Łęknica 223; Terespol 200
Lipiec 2004 r.: Łęknica 252; Terespol 210
Podatek od nieruchomości od firm
Łęknica - lipiec 2003 r.: 32 147 zł
Łęknica - lipiec 2004 r.: 31 313 zł
Terespol - czerwiec 2003 r. 65 512 zł
Terespol - czerwiec 2004 r. 57 547 zł
jak wyjaśniono nam w wydziale finansowym w Łęknicy spadek związany jest ze zmianami w sposobie prowadzenia działalności gospodarczej z osób fizycznych na osoby prawne i odwrotnie. W Terespolu przyznają, że coraz więcej firm zalega z podatkami.
Miejscowości te dzieli prawie 800 kilometrów i przepaść ekonomiczna. Terespol jest znacznie bliżej Białorusi niż Europy. Leżącą nad Nysą Łęknicę można pomylić z małym niemieckim miasteczkiem. Pierwsze miasto zamiera, drugie rozwija się coraz intensywniej.
Wychodzących z dworca w Terespolu zaczepiają babiny ze złotymi zębami, oferujące pół litra wódki za 10 zł i papierosy po 2,5 zł za paczkę. Na drugim krańcu Polski w nadgranicznej Łęknicy kierowcy wjeżdżający na stację benzynową przecierają oczy ze zdumienia, ceny paliw podane są w euro (litr 95 Pb 0,91 euro). Za skorzystanie z bazarowej toalety (całkiem przyzwoita, a babcia klozetowa mówi lepiej po niemiecku niż po polsku) trzeba zapłacić 40 eurocentów. To cena dla gościa zachodniej granicy, nieliczni Polacy płacą 80 groszy. Na stoliku leży spora górka brązowego eurobilonu, srebrnych polskich groszy prawie nie widać.
Dwa Światy
`Są dwa światy i jedno słońce, które u nas słabiej coś grzeje. Ty masz pewnie duże pieniądze, ja nadzieję...` - śpiewała niegdyś Maryla Rodowicz. Jej słowa mogą powtórzyć dziś mieszkańcy miast graniczących z Białorusią, Rosją i Ukrainą. Na wschodzie kraju nie tylko jest chłodniej. - Nie ma co ukrywać. Na razie na wejściu do Unii Europejskiej straciliśmy - przyznaje burmistrz Terespola Zbigniew Banach. Bezrobocie w mieście sięga 20 proc. Aleksander Łukaszenko wprowadził liczne restrykcje i ograniczył handel walizkowy. Od 1 lipca mieszkańcy Białorusi nie mogą przywieźć na własne potrzeby więcej niż 5 kg mięsa granicy. Ograniczono także możliwość sprowadzania owoców i warzyw. - Znaczna część mieszkańców żyła z granicy i różnicy cen po obu jej stronach. Teraz wszystko upada. Hurtownicy i sprzedawcy skarżą się, że obroty spadły im nawet o połowę - opowiada burmistrz Banach.
To, że pada handel przygraniczny, widać od razu po wyjściu z pociągu. Niegdyś przed stacją PKP stały tłumy Białorusinów. W tej chwili można ich policzyć na palcach obu rąk.
W pobliżu dworca częściej jednak słychać język rosyjski niż polski. O tym, że Polska jest już w Unii, świadczy tablica ogłaszającą rozpoczęcie przebudowy terminalu odpraw celnych na stacji PKP Terespol z pieniędzy przyznanych przez Komisję Europejską. Jednak na tej inwestycji nie zarobią firmy budowlane z Terespola. Wykonawcą jest Mostostal Warszawa. - Być może zatrudnią podwykonawców i mieszkańców naszego miasta? - zastanawia się burmistrz.
Drugi znak, że jesteśmy w Unii, to powiewająca nad budynkiem agencji ubezpieczeniowej niebieska flaga z gwiazdami.
Zmierzch Przyszłości
Leżące w pobliżu dworca osiedle Przyszłość swoje dobre lata ma już dawno za sobą. Wygląda raczej jak pamiątka z dalekiej przeszłości. Na ławeczce przed jednym z bloków siedzi kilku zmęczonych (nie tylko życiem) mieszkańców.
- Unia Europejska? - głośno zastanawiają się, gdy pada pytanie, czy coś się w mieście zmieniło przez ostatnie 100 dni. - Pan pójdzie za mną - jeden z nich wstaje. Idzie w kierunku pobliskiej ulicy Topolowej. - Proszę popatrzeć - wskazuje ręką dużą tablicę. Cyrylicą wypisana reklama zaprasza do pobliskiego sklepu mięsnego. - To mamy przez Unię Europejską - przewodnik macha w kierunku pobliskiego budynku i wraca do kolegów. Budynek jest pusty, w środku ani żywego ducha, żadnych chłodni czy lady. W mieście jest jeszcze kilka takich sklepów.
Od maja w wydziale gospodarki wyrejestrowano sześć podmiotów prowadzących działalność gospodarczą. Wszystkie były związane ze sprzedażą artykułów spożywczych oraz chemii gospodarczej.
Bezrobocie w mieście rośnie. W styczniu 2004 r. w powiatowym urzędzie pracy zarejestrowanych było 1304 bezrobotnych. W chwili wejścia Polski do Unii Europejskiej 1311 osób nie miało pracy, a 100 dni po wejściu do Unii Europejskiej na liście są 1342 nazwiska. - Być może wynika to z tego, że skończył się rok szkolny i zarejestrowali się kolejni absolwenci - uprzedzają pytanie pracownicy PUP. Przyznają jednak, że od dwóch miesięcy nie było żadnej oferty pracy na terenie miasta. We wrześniu może się pojawić jedna - dla kobiety do pomocy w kwiaciarni. - Miasto i mieszkańcy ubożeją, bo ludzie nie mają tak dużych możliwości jak kiedyś, aby dorobić sobie, korzystając z pobliskiej granicy i leżącego 5 km dalej 300-tysięcznego Brześcia - mówi burmistrz.
Unia dla kantorów
- Kim jestem po tych 100 dniach? Euroentuzjastą, eurosceptykiem czy eurorealistą? - zastanawia się burmistrz Banach. - Chyba wszystkim po trochu. Euroentuzjastą, bo mamy już realizowane inwestycje z programu SAPARD. Teraz kończymy budowę kanalizacji. Była ona finansowana w dużym stopniu ze środków unijnych. Eurosceptykiem, bo widzę, że przynajmniej w tej chwili miasto nieco straciło na integracji. Eurorealistą, bo wiem, że i tak nie było innej możliwości, trzeba trochę poczekać, żeby na tym skorzystać - wylicza.
- Unia Europejska? Nie, tu chyba nic się nie zmieniło. Nic nie zauważyłam - zastanawia się pani Ewa, barmanka w barze niedaleko dworca. Dwóch klientów zamawia po piwie. Dzień mija bardzo powoli. Za dwudaniowy obiad z piwem barmanka wypisuje rachunek opiewający na 15 zł.
Za kilka godzin przyjedzie pociąg jadący do innego świata, na zachód Polski. Po zniszczonym peronie przechadza się kilkunastu Białorusinów (nazywanych przez miejscowych "ruskimi"). Czekają na odprawę celną i odjazd pociągu do Brześcia. Jeszcze niedawno do wagonów nie dałoby się wetknąć szpilki, teraz sporo miejsc siedzących zostaje wolnych.
Na granicy zarabiają głównie właściciele kantorów - na terenie miasta i gminy jest ich prawie 50. Tuż przed odjazdem najpopularniejszego porannego pociągu na wschód euro kosztowało 4,6 zł, po południu cena spadła aż o 15 groszy.
Na zachodzie zmiany
Ponad 12 godzin później i prawie 800 km dalej na zachód jest zupełnie inny świat. Gości przyjeżdżających do maleńkiej Łęknicy witają napisy po niemiecku. Na stacji benzynowej przed największym po tej stronie granicy bazarem i tuż obok przejścia granicznego litr paliwa bezołowiowego kosztuje 0,91 eurocentów. Na stacji paliw stoją tylko samochody z niemieckimi tablicami rejestracyjnymi. W niespełna trzytysięcznym mieście są cztery stacje benzynowe i dwie LPG. - One są głównie nastawione na niemieckich klientów. Mieszkańcy miasta jeżdżą zatankować trochę dalej, bo za miastem paliwo jest tańsze - opowiada burmistrz Jan Bieniasz. Głównym źródłem dochodu miasta są Niemcy.
Na bazarze sprzedawcy zaczepiają klientów po niemiecku. Oferują przede wszystkim papierosy (ok. 15 groszy taniej niż w kiosku) oraz mięso i wędliny. Sporo jest tandetnej elektroniki (np. zestawy słuchawkowe do Nokii po 12 zł), krzykliwych T-shirtów oraz krasnali ogrodowych i wyrobów z wikliny.
- Miasto żyje przede wszystkim z bazaru. Wpływy z opłat i podatków stanowią ok. 35 proc. budżetu miasta - mówi Bieniasz. Bazar to przeszło 1,5 tys. punktów handlowych i około 2 tys. miejsc pracy.
- Tak naprawdę mieliśmy tu od dawna "małą unię". Bazar działa już od kilku lat i dzięki niemu znajdujemy się w pierwszej dziesiątce najbogatszych gmin w Polsce. Miasto zamierza skorzystać jeszcze bardziej na integracji. W tej chwili na swój koszt zaczęło remontować drogę krajową prowadzącą do przejścia. Tam gdzie jeszcze niedawno było piaszczyste pobocze, są już chodniki z kostki Bauma, przestały straszyć dziury w jezdni. - Teoretycznie ta droga nie należy do nas, ale skoro są środki, warto ją wyremontować. Niemcy lubią porządek, a miasto żyje z nich - uśmiecha się burmistrz.
Oficjalnie w mieście bezrobocie wynosi nieco ponad 15 proc., jednak tylko według statystyk. - W Polsce są zbyt wysokie koszty pracy. Ludzie przychodzą do urzędu pracy podpisać się na liście o 7 rano i strasznie denerwują się, że wszystko tak się przeciąga. Potem od razu lecą pracować na bazar. Rejestrują się, bo szef daje im wybór - albo zarobisz o 400 zł więcej i będziesz sam kombinował z ubezpieczeniem, albo wszystko legalnie, tyle że pensja będzie mniejsza - ocenia jeden z urzędników miejskich. Burmistrz przyznaje, że czasem brakuje chętnych do robót publicznych, a ludzie, jeśli szukają pracy, to maksymalnie na rok - tylko żeby nabyć prawo do zasiłku.
Z bazaru do starej Unii
Godzina 10 rano, na bazarze jeszcze mały ruch. Być może dlatego, że pada deszcz. Pan Zbyszek chowa do kieszeni 10 zł. - To był pierwszy klient, może przyniesie szczęście - wskazuje na odchodzącą osobę, która przyczepia zestaw słuchawkowy do swojego telefonu.
- Biznes ciągle się kręci, ale czy Unia coś zmieniła? Chyba nie, kokosy to były kiedyś - twierdzi po zastanowieniu się. Wśród skórzanych pokrowców na telefony komórkowe leży kaseta z kursem języka angielskiego. - Nauczę się języka i brykam stąd do Irlandii. To jest potęga i tygrys Europy. Dam sobie radę. Pracowałem jeszcze z Wałęsą w Stoczni Gdańskiej jako spawacz. Jeśli poznam język, to nie będzie problemu, a będzie mi łatwiej - przekonuje. Twierdzi, że prowadząc wspólnie z kolegą duży punkt na bazarze, miesięcznie zarabia od 800 zł do 1000 zł na czysto.
Inni mieszkańcy miasta są jednak większymi optymistami. - Po wejściu do Unii pojawia się coraz więcej Niemców. Kiedyś zostawiali samochody przed przejściem granicznym, a teraz po uproszczeniu wszystkich formalności wjeżdżają do Polski. Handel się rozwija. U mnie obroty przez te 100 dni wzrosły mniej więcej o 20 proc. - cieszy się Stefan Iwuć, właściciel hurtowni z wyrobami z wikliny. Do Łęknicy wrócił 15 lat temu, przewidując, że na granicy da się zarobić. Wejście Polski do Unii tylko zwiększa jego zyski.
- Za 100 dni pewnie znowu będę miał 20-procentowy wzrost obrotów - zaciera ręce i patrzy na kolejny samochód z niemieckimi tablicami, który właśnie zatrzymuje się na podwórku przed hurtownią.
- Łęknica się wciąż rozwija. Rośnie zapotrzebowanie na papier do kas fiskalnych. Ostatnio powstały dwa kolejne sklepy - opowiada Tomasz Sokołowski, sprzedawca w sklepie Multi Comp (w ofercie głównie artykuły biurowe i papier do kas fiskalnych).
- Zapewne już wkrótce zacznie rozwijać się sektor usług - przewiduje burmistrz. Zarówno w zakładach fryzjerskich na bazarze, jak i na ulicy Dworcowej klienci mówią po niemiecku. Obsługa jest tak zajęta, że nie ma nawet chwili, żeby porozmawiać. Na integracji zyskał także seksbiznes. W niespełna trzytysięcznym mieście działa ponad pięć "agencji towarzyskich".
Miasta na zachodzie i wschodzie Polski łączy tylko jedna rzecz. Niespodziewanie zaczęły znikać tablice z ofertami sprzedaży ziemi. Rolnicy zrozumieli, że na dopłatach z Unii mogą zyskać i już nie chcą pozbywać się gruntów.
Liczba zarejestrowanych działalności gospodarczych
Lipiec 2003 r.: Łęknica 223; Terespol 200
Lipiec 2004 r.: Łęknica 252; Terespol 210
Podatek od nieruchomości od firm
Łęknica - lipiec 2003 r.: 32 147 zł
Łęknica - lipiec 2004 r.: 31 313 zł
Terespol - czerwiec 2003 r. 65 512 zł
Terespol - czerwiec 2004 r. 57 547 zł
jak wyjaśniono nam w wydziale finansowym w Łęknicy spadek związany jest ze zmianami w sposobie prowadzenia działalności gospodarczej z osób fizycznych na osoby prawne i odwrotnie. W Terespolu przyznają, że coraz więcej firm zalega z podatkami.