Familia schodzi pod ziemię

Familia schodzi pod ziemię

Dodano:   /  Zmieniono: 
KGHM Polska Miedź rządzi familia: pracownicy, związkowcy, menedżment, lokalni przedsiębiorcy i miejscowe władze.
Kierowany przez prezesa Wiktora Błądka KGHM śmiało wchodzi w głębokie złoża. Gigantyczne pieniądze - kilka miliardów złotych - zostaną zainwestowane w budowę kopalni na głębokości przekraczającej 1200 metrów. Jest wątpliwe, by długoterminowo kopalnia głębinowa w sercu Europy miała rację bytu ze względu na koszty płac i energii. Jednak paradoks KGHM polega na tym, że mimo istnienia kilku dużych akcjonariuszy zasoby finansowe zużywane są tak, jak życzą sobie tego pracownicy, dyrektorzy czy lokalne władze. W księstwie polkowicko-głogowskim rządzi familia - mówi osoba znająca sytuację w kombinacie. Familia to załoga, miejscowy establishment i setki lokalnych firm powiązanych z kombinatem i jego pracownikami. To dlatego KGHM pompuje pieniądze w głębokie szyby zamiast szukać złoża np. w Chile.
Kiedy królowie z Warszawy próbują odzyskać władzę nad kombinatem, hufce związków zawodowych wymuszają zaniechanie planów. Zbuntowana rada nadzorcza wbrew woli ministra Kaniewskiego odwołała dotychczasowego prezesa KGHM prof. Speczika. Minister Socha, gdy tylko związki kichnęły, natychmiast wycofał się z pomysłu przekazania na giełdę części akcji KGHM. Skarb państwa poddał się także w sprawie dywidendy, zgadzając się na zakopanie całego ubiegłorocznego zysku pod ziemią.
Opór managementu i załogi przed prywatyzacją czy zmianami w akcjonariacie po dokapitalizowaniu akcjami KGHM innych państwowych firm jest zrozumiały. Układ władzy jest obecnie korzystny dla spółki pracowniczej, którą stał się KGHM. Każdy inny może być gorszy. Jednak konflikty nie dotyczą tylko władzy nad całym kombinatem. Ostatnio związkowcy z Solidarności KGHM Polska Miedź SA stanowczo sprzeciwili się planom połączenia kopalni Rudna z kopalnią Polkowice-Sieroszowice. Dlatego kolejny prezes, Wiktor Błądek, choć jest stąd, też może mieć problemy.
Błądek jest, jak mówi były przewodniczący rady nadzorczej Bohdan Kaczmarek, `charyzmatycznym liderem`. To wystarczy, żeby dogadać się ze związkami, ale czy wystarczy, by być skutecznym szefem koncernu, który jest drugim co do wielkości graczem na rynku srebra i siódmym na rynku miedzi?
Brak przekonania o kompetencjach kolejnych zarządów, pracowniczy charakter spółki i polityczne zachowania głównego akcjonariusza - skarbu państwa - odstręczają inwestorów. KGHM notowany jest z poważnym dyskontem w stosunku do innych firm miedziowych. W efekcie w okresie umiarkowanych cen część miedziowa KGHM jest niewiele więcej warta niż 19-procentowy pakiet akcji Polkomtela należący do kombinatu. A przy bardzo niskich cenach miedzi część górniczo-hutnicza warta jest mniej więcej zero. Dlatego - zdaniem byłego prezesa Mariana Krzemińskiego - żeby pozostać rentownym, KGHM musi co roku obniżać koszty produkcji o 3 proc., licząc w dolarach. Tymczasem koszty ponownie rosną.
KGHM jest źle postrzegany również ze względu na ograniczoną przejrzystość firmy. Dlatego analitycy bardzo różnią się w swoich ocenach wartości spółki (ostatnie wyceny wahają się od 29 zł do 43 zł), a pogubieni w trudnej materii na pracowicie policzony cash flow nakładają ekstra dyskonto.
Zdaniem niektórych ekspertów, przy niskich cenach miedzi kombinat jest narażony na wrogie przejęcie, ale przejmującym mógłby być nie inwestor z branży miedziowej, lecz telekomunikacyjnej. np. Vodafone. Przy cenie 12-14 złotych za akcję (a zdarzało się, że KGHM tyle kosztował), ten scenariusz nie jest niemożliwy. Wystarczy, że skarb sprzeda, powiedzmy, 10 procent akcji. Część miedziową Vodafone mógłby potem oddać załodze lub inwestorowi branżowemu za niewielkie pieniądze. Jednak nawet wtedy familia nie straciłaby kontroli nad kombinatem.