Kasandra nie ma racji

Kasandra nie ma racji

Dodano:   /  Zmieniono: 
W ciągu ostatnich kilku lat w naszej gospodarce pojawił się szczególny rodzaj pesymizmu (tego zresztą u nas nigdy nie brakuje!). Nazwałbym go pesymizmem kursowym. Ilekroć złoty się wzmacnia, rosną szeregi polityków, dziennikarzy, a nawet ekonomistów, którzy niczym Kasandra zapowiadają załamanie się polskiego eksportu. Otóż nasze kasandry domowego chowu mylą się zdecydowanie!
Złoty od wiosny ubiegłego roku umacnia się, a polski eksport rośnie w tempie 20-25 proc. rocznie (i to w euro, globalnie aprecjonującej walucie!). I nadal oczekujemy dwucyfrowego wzrostu w roku bieżącym. Przyczyny tego są dwojakie. Po pierwsze, Polska (i niektóre inne kraje postkomunistyczne) jako kraje średnio rozwinięte znajdują się w szczególnie dogodnej pozycji konkurencyjnej.
Są one jeszcze konkurencyjne w zakresie bardziej uszlachetnionych produktów pracochłonnych, typowych produktów eksportowych krajów biednych. Ale jednocześnie są już konkurencyjne w zakresie mniej uszlachetnionych produktów kapitałochłonnych, czyli typowych produktów eksportowych krajów bogatych. Inaczej mówiąc, są jeszcze konkurencyjne w eksporcie mebli, a już konkurencyjne w eksporcie samochodów. Ponadto zajmują coraz lepszą pozycję w handlu wewnątrzgałęziowym, typowym dla krajów na wyższym poziomie rozwoju (bogatych). Innymi słowy, sprzedają tańsze samochody, a importują droższe.
Eksportując dobra konsumpcyjne (coraz bardziej uszlachetnione zresztą), wywozi się produkty, na które popyt ulega mniejszym fluktuacjom. Wahania konsumpcji prywatnej są bowiem wyraźnie mniejsze niż wahania popytu produkcyjnego. Stąd tak dobre wyniki polskiego (i nie tylko polskiego) eksportu w latach stagnacji w krajach starej Unii (2001--2004), co dobrze widać na wykresie.
Przedstawiona powyżej pozycja w międzynarodowym podziale pracy (podobna do tej, którą 20-25 lat temu charakteryzowały się Korea, Tajwan i inne tygrysy azjatyckie) opiera się na niższych kosztach wytwarzania. Często dystans rozwojowy między krajami średnio rozwiniętymi i bogatymi jest mniejszy w zakresie kompetencji ekonomicznej niż w zakresie poziomu kosztów.

W polskiej gospodarce to inne czynniki niż kurs walutowy oddziałują silniej na konkurencyjność naszych produktów. Np. szybki wzrost wydajności pracy w przemyśle w połączeniu z raczej niskim tempem wzrostu płac i cen spowodował bardzo znaczny spadek jednostkowych kosztów wytwarzania. W ciągu ostatnich czterech lat zmniejszyły się one o 30-35 proc. W tych warunkach konkurencyjność cenowa naszego eksportu rosła szybko także w latach silnego złotego.
Dodajmy, iż jest to bardzo szczęśliwy zbieg okoliczności, gdyż także w 2005 r. nasz wzrost gospodarczy będzie w większej mierze zależny od wyników eksportu, niż to wynika z licznych prognoz. Inne składniki popytu rosnąć będą bowiem wolniej, niż na ogół się przewiduje.
Produkcja przemysłowa wzrosła w ubiegłym roku aż o 12,3 proc., ale martwi łagodny, lecz trwający od miesięcy spadek tempa wzrostu. Ani konsumpcja prywatna, ani inwestycje nie tworzą, niestety, szybko rosnącego popytu na produkty przemysłu przetwórczego. I są uzasadnione powody tego stanu rzeczy.

Konsumpcja prywatna może się opierać na szybkim wzroście płac i liczby zatrudnionych. Tymczasem zmiany wielkości funduszu płac w gospodarce, wypadkowa oddziaływania obu tych czynników, wahają się w okolicach zera. Inflacja "zżarła" większość przyrostu płac nominalnych, a wzrost liczby pracujących (mimo iż coraz szybszy) dokonuje się w trudno mierzalnym sektorze mikroprzedsiębiorstw i samozatrudnionych. Natomiast zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw w skali roku zmalało o 0,9 proc. (chociaż zaczęło bardzo powoli rosnąć w końcowych miesiącach 2004 r.).
Konsumpcja może (przejściowo) wzrosnąć w wyniku zmniejszania oszczędności lub zwiększania kredytu konsumpcyjnego. Jednakże możliwości zmniejszania oszczędności gospodarstw domowych zostały praktycznie wyczerpane w latach stagnacji 2001-2002. Z podobnych względów także skłonność do zadłużania się nie rosła w ostatnich kilkunastu miesiącach, utrzymując stopę kredytów konsumpcyjnych na stałym poziomie ok. 15 proc. rocznie.
Dyskusje wokół przyczyn słabego tempa wzrostu inwestycji trwają i problemem tym zajmiemy się za miesiąc. Tymczasem oczekujemy umiarkowanego tempa wzrostu inwestycji w kapitale trwałym także w I półroczu br. Ponieważ zaś oczekujemy dalszego spadku tempa przyrostu zapasów i - jak pamiętamy - także umiarkowanego (ok. 3,5 proc.) tempa wzrostu konsumpcji indywidualnej, nasze oczekiwania tempa wzrostu PKB są również umiarkowane. Gospodarka będzie rosnąć w I półroczu. br. w tempie ok. 4,5 proc. w skali rocznej, zaś tempo wzrostu w II półroczu będzie zależne od przebiegu cyklu koniunkturalnego, zwłaszcza od rozwoju sytuacji w obszarze inwestycji.