Cena czarnych owiec

Cena czarnych owiec

Dodano:   /  Zmieniono: 
Fatalny wizerunek biznesmenów powoduje straty dla gospodarki. Najbardziej cierpią uczciwi
Nie mam czasu na dokładniejsze obserwowanie tego, co się dzieje w naszej politycznej codzienności. To, co widzę, wręcz zniechęca do polityki. Ciężko pracuję i skupiam się na tym, co jest decydujące dla wzrostu gospodarczego, rozwoju firmy, poprawy wyników - ocenia Zbigniew Kudaś, członek zarządu Banku Millennium. Większość pytanych przez BusinessWeek prezesów wielkich firm uważa, że afery dotyczą oligarchów, szczególnie tych aktywnych przy prywatyzacjach, a nie menedżerów.
Jednak podział biznesu na "czysty" menedżerski i "brudny" biznesmenów oligarchów i ich otoczenie nie istnieje. Wieczerzak, zanim dobrano mu się do skóry, też mógł uchodzić za menedżera. Ale dzięki jego poczynaniom w świat poszedł komunikat: uważajcie na wszystkich, bo każdy może być złodziejem. A taka podejrzliwość oznacza wyższe koszty funkcjonowania firm. To pierwszy dowód na to, że polskim biznesmenom afery Dochnala czy Mazura zaszkodzą.

Mocniejsza lupa i dłuższe procedury
Już od dawna polskie banki hołdowały zasadzie: jeśli chcesz dostać kredyt, to najpierw udowodnij, że go nie potrzebujesz. Czyli dowiedź, że twoja firma jest wiarygodna pod każdym względem - jest silna finansowo, ma sprawny zarząd i uczciwych akcjonariuszy. Komitety kredytowe banków będą przypominać inkwizycję, przed którą trzeba będzie udowodnić, że nie jest się czarnoksiężnikiem - bo a nuż za kilka lat powstanie kolejna komisja do wyjaśnienia afery w spółce X lub Y? Komitety będą więc dmuchać na zimne. - Gdy potwierdzają się informacje, że nasz klient zamieszany jest w ciemne interesy, staramy się delikatnie wycofać ze współpracy - wyjaśnia Wojciech Kembłowski z Raiffeisen Bank Polska.
Spada również zaufanie w relacjach firma - firma. O wiele częściej niż dziś partnerzy sprawdzać będą standing finansowy i obecność na czarnej liście BIK. Wydłuży się czas podejmowania decyzji i zawierania transakcji. Organizacje biznesowe obawiają się, że dmuchanie na zimne wejdzie też w krew urzędnikom fiskusa i przedsiębiorcy nie uwolnią się od notorycznych kontroli. Już teraz w firmie średniej wielkości przez mniej więcej 120 dni w roku ktoś wertuje firmowe księgi, a to paraliżuje jej działalność i zabiera czas zarządowi. Ucierpi również budżet państwa - w jaki sposób prywatyzować, skoro związkowcy każdego inwestora mają za łobuza i gotowi są torpedować wszelkie zmiany?

Odwrócą się plecami?
Wizerunek biznesmena aferzysty może zaszkodzić polskim interesom za granicą. Klasyczny za Odrą image Polaka - złodzieja samochodów - może zostać wzbogacony o nowy element. To byłby fatalny skutek "oczyszczania Polski z afer". Niemcy są czwartym krajem na liście firm - największych inwestorów zagranicznych w Polsce (8,4 mld USD). Na kraj ten przypada niemal jedna trzecia polskiego eksportu.
Polska gospodarka może zapłacić za zły wizerunek biznesmenów spadkiem inwestycji zagranicznych. To jest czarny scenariusz. Jednak Dorota Dąbrowska, dyrektor Amerykańskiej Izby Przemysłowo-Handlowej, uważa, iż ostatnie afery nie będą miały wpływu na złe postrzeganie polskich biznesmenów przez amerykańskie korporacje. Zdaniem Dąbrowskiej, nasz kraj nie jest wyjątkiem, wszędzie są afery, ważne, żeby o nich mówić i je ujawniać, a to się właśnie dzieje.
Jej optymizmu nie podziela Michel Muszyński, dyrektor Francuskiego Instytutu Zarządzania w Warszawie. Sądzi on, że wizerunek polskiej klasy biznesowej się pogorszy, bo okazało się, że "wszyscy uczestniczą w aferach" - to raz, a dwa, że nastąpi demoralizacja uczciwych menedżerów. - Słysząc o tym, jak horrendalnie wysokie łapówki są na porządku dziennym w Polsce, skonstatują, że pracują za śmiesznie małe pieniądze - przewiduje Muszyński. - Dlaczego ja mam nie brać, pomyślą.
- Każde zamieszanie źle wpływa na reputację polskich firm. Dopóki jednak nie są zakłócone normalne procesy biznesowe, a tego nie obserwujemy, ratingi się nie zmienią - twierdzi Piotr Kowalski, wiceprezes Fitch Polska. Z informacji uzyskanej w wywiadowni gospodarczej Dun & Bradstreet Poland wynika jednak, że zainteresowanie usługami ze strony firm zagranicznych wzrasta. Międzynarodowe korporacje zaczęły dokładniej sprawdzać wiarygodność polskich partnerów.

Zasady diabli wezmą
Od ponad pięciu lat w parlamencie leży projekt ustawy o lobbingu. Ale posłowie nie wiedzą, co z tym gorącym kartoflem zrobić. - Poza firmami zajmującymi się profesjonalnie lobbowaniem i grupą posłów nikt tej ustawy nie chce - uważa socjolog dr Grzegorz Jasiecki z Instytutu Psychologii i Socjologii UW. Dodaje, że najmniej zainteresowane są organizacje biznesowe, bo ustawa stawia ich na równi z komercyjnymi firmami, jako reprezentantami interesów przedsiębiorców. Kaja Szwykowska, szefowa firmy lobbingowej ImpressArt, powiedziała nam, że według niej, afery nie będą miały wpływu na ceny jej usług.
Reputacja wielu zarządów spółek przypomina dziś szwajcarski ser. Dziury trzeba będzie załatać kosztownym PR-em. Korzystał z niego prezes Zbigniew Wróbel, z wątpliwym skutkiem, ale realnym rachunkiem - kilkuset tysięcy złotych wydanych na agencję doradczą.
Wiele spółek już od dawna rezerwuje w budżetach pokaźne kwoty na odbudowę reputacji, nadwątlonej przez ich właścicieli lub byłe zarządy. Z pewnością są wśród nich Kulczyk Holding, J&S czy Grupa PZU. Według Andrzeja Stolarczyka, szefa agencji RPR Group, na naprawę wizerunku firmy trzeba wydać co najmniej 250-300 tys. zł w wypadku firmy średniej wielkości i pięciokrotnie więcej, gdy dotyczy to wielkich korporacji. - Ta operacja potrwać musi nawet dwa lata - ocenia Stolarczyk.
Wynika z tego, że za aferowe tsunami polscy biznesmeni będą płacili długo i drogo. Pozytywny efekt oczyszczenia będzie widoczny - zdaniem wszystkich naszych rozmówców - tylko wtedy, kiedy afery zakończą się wyrokami.


Paweł Piwowar,
prezes Oracle Polska
Afery opisywane na pierwszych stronach gazet dotyczą niewielkiej liczby przedsiębiorstw. Są to oczywiście firmy bardzo duże, jednak stanowią zaledwie ułamek polskich klientów Oracle’a. Dlatego można powiedzieć, że ogólnie afery nie przeszkadzają nam w prowadzeniu interesów, ale prawdą jest, że tworzą niekorzystny klimat. Sygnały o korupcyjnych powiązaniach biznesu i polityki docierające do naszych zwierzchników w macierzystej korporacji mogą wywołać u nich wrażenie, że w Polsce nie da się prowadzić interesów legalnie. Dlatego uważniej niż w innych krajach przyglądają się wszystkim naszym poczynaniom. Obraz Polski jako kraju afer nie ułatwia nam też sprowadzania kolejnych inwestycji Oracle’a. Natomiast projekty informatyczne realizowane u klientów są na ogół odporne na skutki afer, o czym najlepiej świadczy przykład PZU, gdzie oprogramowanie Oracle’a jest wdrażane bez zakłóceń już od kilku lat.


Michał Wójcik,
prezes Vistuli
Funkcjonowanie komisji śledczych i cała ta otoczka wokół spraw Orlenu czy PZU w żadnej mierze nie mają wpływu na nasz biznes.


Ignacy Miedziński,
prezes firmy informatycznej BPSC
Działamy w otoczeniu firm małych i średnich i z naszych doświadczeń wynika, że afery polityczne nie robią już na nich większego wrażenia. Dominuje hasło "róbmy swoje". Poza tym to, co u nas się dzieje, to raczej awanturki, a nie awantury polityczne. Myślę, że małe i średnie firmy muszą jeść, żyć i umierać - tak jak ludzie. Nie mają czasu na zajmowanie się mniej istotnymi sprawami. Bardziej je martwi spadek kursu euro czy dolara niż zamieszanie wokół Orlenu.

Maurycy Kuhn,
Open Finance Doradcy Finansowi
Klimat biznesowy raczej poprawia się wraz z wychodzeniem afer na światło dzienne. Dla mniejszych firm, jak nasza, afery nie wiążą się ze wzrostem kosztów.


Dream Team

Arkadiusz Grochulski
Podejrzewa się go o wyprowadzenie z PKN Orlen ok. 30 mln zł. Zdaniem prokuratorów, brał też udział w przestępczym obrocie paliwami, praniu brudnych pieniędzy oraz oszustwach podatkowych na kwotę setek milionów złotych.

Marek Dochnal
Do zarzutów o skorumpowanie polityka SLD Andrzeja Pęczaka i pranie brudnych pieniędzy doszedł kolejny, dotyczący obietnicy wręczenia 20 mln dolarów łapówki wysokiemu urzędnikowi.

Edward Mazur
Zdaniem sądu, mógł podżegać do zabójstwa byłego komendanta głównego policji Marka Papały. Zeznania obciążające Mazura, podejrzewanego o współpracę ze służbami specjalnymi PRL, złożył jeden z członków bandy płatnych zabójców.

Grzegorz Wieczerzak
Oskarżony jest o niegospodarne inwestycje w fundusze oraz udzielanie pożyczek firmom będącym w słabej kondycji finansowej. Zdaniem prokuratury, naraziło to PZU Życie na straty w wysokości 173,5 mln zł.

Jan Bobrek
Zatrzymany w 2001 roku pod zarzutem przestępstw w obrocie paliwami pod koniec lat 90. W areszcie przesiedział ponad trzy lata. Wyszedł po wpłaceniu 2 mln zł kaucji.

Władysław Jamroży
Zdaniem prokuratury jako szef PZU SA spowodował straty szacowane na 10,8 mln zł. Kupując nieruchomości, spółka-córka PZU SA przy każdej transakcji przepłacała od 300 tys. do ponad 2,5 mln zł.
oprac. Jarosław Machowiak

Czytaj także

 0