Nasi piwosze wciąż wolą wypić piwo w domu, niż zafundować sobie taką przyjemność w lokalu
Zima zadecyduje, czy przetrwamy - uważa Marcin Kuleszewicz, który w lipcu w podwarszawskim Błoniu otworzył pub Faraon. Własnymi siłami i korzystając z pomocy znajomych wyremontował wynajęty od spółdzielni mieszkaniowej zdewastowany budynek i przekształcił go w elegancki lokal, jakich niewiele w tej miejscowości. Zainwestował oszczędności, wziął kredyt - w sumie inwestycja wyniosła około 50 tys. zł. Zaryzykował, bo 12-tysięczne Błonie nie należy do najbogatszych gmin na Mazowszu. W dodatku takie zjawisko jak kultura pubowa jest większości mieszkańców nieznane.
- Wciąż trafiają się klienci, którzy siadają przy stoliku, ale drinki nalewają pod blatem z własnej półlitrówki - rozkłada ręce właściciel. Na razie jednak nie żałuje swojej inwestycji. Mówi, że przychody jego lokalu to ok. 20 tys. zł miesięcznie. Lato było ciepłe i zwłaszcza w weekendy nie narzekał na frekwencję.
W lokalu jest projektor i duży ekran. Goście mogą oglądać mecze lub muzyczne klipy. Prawie trzy czwarte przychodów lokalu pochodzi ze sprzedaży piwa - pół litra okocimia kosztuje 4 zł. Można też zamówić zupę za 6 zł albo drugie danie za 14 zł, np. kotlet de volaille z surówką i frytkami. Kuleszewicz liczy, na to, że klientów, którzy wpadną do Faraona coś przekąsić, wkrótce przybędzie. - Wiadomo, w zimie piwa wypija się mniej, a lokal musi się utrzymać cały rok - mówi.
Rynek urośnie
Według raportu Rynek gastronomiczny w Polsce 2004 r. autorstwa GfK Polonia, w Polsce w ubiegłym roku działało w Polsce 8,3 tys. pubów. Ten rynek szacowany jest na 2,1 mld zł. Beata Błażejczyk-Jacewicz z GfK Polonia, autorka opracowania, uważa, że w tym roku rynek ten urośnie zarówno pod względem liczby lokali, jak i wartości. Jest jednak dość sceptyczna, jeśli chodzi o jego dynamiczny rozwój. Wynika to z tego, że wciąż wolimy wypić w domu piwo kupione w sklepie, niż zafundować sobie drożej taką przyjemność w lokalu.
Potwierdza to Dirk Aarts, dyrektor marketingu w kieleckim browarze Belgia, właściciela takich marek, jak Palm czy Frater. - Sprzedaż piwa w pubach od kilku lat spada - przyznaje Aarts. - Jeszcze pięć lat temu udział ten wynosił około 15 proc., dziś już tylko 10 proc.
To międzynarodowa tendencja, bo w całej Europie spożycie piwa poza domem spada, a rośnie w domach. Zdaniem szefa marketingu browaru Belgia, trend ten w Polsce będzie się utrzymywała jeszcze przez kolejne 2-5 lat. Głównym tego powodem są ceny piwa w lokalach - są wysokie i stale rosną. Tymczasem w sklepach od lat utrzymują się na tym samym poziomie.
Mimo to hotele, restauracje, puby są bardzo dobrym kanałem dystrybucji dla branży piwowarskiej. - Puby, restauracje to najlepsze wizytówki browarów - uważa Eliza Panek z działu marketingu Grupy Żywiec. To dlatego największe browary mimo wszystko inwestują w ten kanał, choć to sporo kosztuje. - Urządzenie przeciętnego ogródka piwnego (parasole, urządzenia do nalewania, stoły) kosztuje browar 20-30 tys. zł - mówi Eliza Panek. - Szacujemy, że każdego lata w całej Polsce powstaje około 3 tys. ogródków piwnych pod auspicjami różnych firm.
Ile zarabia pub na piwie? Koszt pół litra z beczki to 2-3 zł w zależności od marki. Klient płaci od 4 zł nawet do kilkunastu w zależności od lokalu.
Liczy się pomysł
- Prowadzenie pubu tylko z pozoru jest proste - twierdzi Krzysztof Mata, który wraz ze wspólnikiem Marcinem Szachowiczem prowadzi Piano Bar na Chmielnej w Warszawie. Ich zdaniem, poza wypiciem piwa czy szybkim wrzuceniem czegoś na ząb klientowi trzeba zaproponować dodatkowe atrakcje. Lokal musi mieć swój klimat. W wypadku Piano Baru jest to muzyka na żywo, głównie jazz, a wieczorne czwartki są zarezerwowane dla miłośników karaoke. - I rzeczywiście są to inni klienci niż w pozostałe dni tygodnia - mówi Mata.
Piano Bar działa od półtora roku. Teoretycznie w lokalu może bawić się ok. 60 osób, ale często bywa ich dwa razy więcej. Ponad 60 proc. przychodów zapewnia piwo (pół litra żywca kosztuje 7 zł) i jak przyznają właściciele, zdecydowanie większe zyski mają z prowadzenia firmy cateringowej, obsługując zewnętrzne imprezy. W planach mają jednak otwarcie w Warszawie kolejnego, większego pubu - na 300-400 osób. Taką inwestycję oceniają na mniej więcej milion złotych.
Właściciele Piano Baru są jednak dość sceptyczni co do szans powodzenia stworzenia w Polsce sieci pubów pod jedną marką. - Naszą siłą jest to, że niemal znamy życie stałych klientów - mówią.
Także Dirk Aarts wątpi, aby w Polsce szybko powstała duża sieć pubów. W innych krajach europejskich, gdzie browary w pubach sprzedają 25-50 proc. swojego piwa (najwięcej w Irlandii, tam udział ten sięga 75 proc.), inwestowanie w ten kanał dystrybucji ma sens.
Większość klasycznych pubów w Polsce zlokalizowana jest w miejscowościach powyżej 200 tys. mieszkańców. W mniejszych miastach sytuacja wygląda często tak, że lokale tego typu są połączeniem baru, kawiarni i pubu. Bywa nawet tak, że działające tam w dzień sklepy pod wieczór zamieniają się w lokale, bo właściciel wystawia stoliki i krzesła. To zrozumiałe, bo funkcjonując jako klasyczny pub, taki punkt by nie przetrwał.
- Gastronomię jest o wiele trudniej zaszufladkować niż handel. Właściciel takiego punktu musi mieć o wiele więcej wyczucia. Uniwersalne szablony nie zawsze się sprawdzają - uważa Beata Błażejczyk-Jacewicz.
Potwierdzają to właściciele pubów Faraon i Piano Bar, którzy wolą zaufać swojemu nosowi niż prostym scenariuszom przenoszonym z innych krajów.
- Wciąż trafiają się klienci, którzy siadają przy stoliku, ale drinki nalewają pod blatem z własnej półlitrówki - rozkłada ręce właściciel. Na razie jednak nie żałuje swojej inwestycji. Mówi, że przychody jego lokalu to ok. 20 tys. zł miesięcznie. Lato było ciepłe i zwłaszcza w weekendy nie narzekał na frekwencję.
W lokalu jest projektor i duży ekran. Goście mogą oglądać mecze lub muzyczne klipy. Prawie trzy czwarte przychodów lokalu pochodzi ze sprzedaży piwa - pół litra okocimia kosztuje 4 zł. Można też zamówić zupę za 6 zł albo drugie danie za 14 zł, np. kotlet de volaille z surówką i frytkami. Kuleszewicz liczy, na to, że klientów, którzy wpadną do Faraona coś przekąsić, wkrótce przybędzie. - Wiadomo, w zimie piwa wypija się mniej, a lokal musi się utrzymać cały rok - mówi.
Rynek urośnie
Według raportu Rynek gastronomiczny w Polsce 2004 r. autorstwa GfK Polonia, w Polsce w ubiegłym roku działało w Polsce 8,3 tys. pubów. Ten rynek szacowany jest na 2,1 mld zł. Beata Błażejczyk-Jacewicz z GfK Polonia, autorka opracowania, uważa, że w tym roku rynek ten urośnie zarówno pod względem liczby lokali, jak i wartości. Jest jednak dość sceptyczna, jeśli chodzi o jego dynamiczny rozwój. Wynika to z tego, że wciąż wolimy wypić w domu piwo kupione w sklepie, niż zafundować sobie drożej taką przyjemność w lokalu.
Potwierdza to Dirk Aarts, dyrektor marketingu w kieleckim browarze Belgia, właściciela takich marek, jak Palm czy Frater. - Sprzedaż piwa w pubach od kilku lat spada - przyznaje Aarts. - Jeszcze pięć lat temu udział ten wynosił około 15 proc., dziś już tylko 10 proc.
To międzynarodowa tendencja, bo w całej Europie spożycie piwa poza domem spada, a rośnie w domach. Zdaniem szefa marketingu browaru Belgia, trend ten w Polsce będzie się utrzymywała jeszcze przez kolejne 2-5 lat. Głównym tego powodem są ceny piwa w lokalach - są wysokie i stale rosną. Tymczasem w sklepach od lat utrzymują się na tym samym poziomie.
Mimo to hotele, restauracje, puby są bardzo dobrym kanałem dystrybucji dla branży piwowarskiej. - Puby, restauracje to najlepsze wizytówki browarów - uważa Eliza Panek z działu marketingu Grupy Żywiec. To dlatego największe browary mimo wszystko inwestują w ten kanał, choć to sporo kosztuje. - Urządzenie przeciętnego ogródka piwnego (parasole, urządzenia do nalewania, stoły) kosztuje browar 20-30 tys. zł - mówi Eliza Panek. - Szacujemy, że każdego lata w całej Polsce powstaje około 3 tys. ogródków piwnych pod auspicjami różnych firm.
Ile zarabia pub na piwie? Koszt pół litra z beczki to 2-3 zł w zależności od marki. Klient płaci od 4 zł nawet do kilkunastu w zależności od lokalu.
Liczy się pomysł
- Prowadzenie pubu tylko z pozoru jest proste - twierdzi Krzysztof Mata, który wraz ze wspólnikiem Marcinem Szachowiczem prowadzi Piano Bar na Chmielnej w Warszawie. Ich zdaniem, poza wypiciem piwa czy szybkim wrzuceniem czegoś na ząb klientowi trzeba zaproponować dodatkowe atrakcje. Lokal musi mieć swój klimat. W wypadku Piano Baru jest to muzyka na żywo, głównie jazz, a wieczorne czwartki są zarezerwowane dla miłośników karaoke. - I rzeczywiście są to inni klienci niż w pozostałe dni tygodnia - mówi Mata.
Piano Bar działa od półtora roku. Teoretycznie w lokalu może bawić się ok. 60 osób, ale często bywa ich dwa razy więcej. Ponad 60 proc. przychodów zapewnia piwo (pół litra żywca kosztuje 7 zł) i jak przyznają właściciele, zdecydowanie większe zyski mają z prowadzenia firmy cateringowej, obsługując zewnętrzne imprezy. W planach mają jednak otwarcie w Warszawie kolejnego, większego pubu - na 300-400 osób. Taką inwestycję oceniają na mniej więcej milion złotych.
Właściciele Piano Baru są jednak dość sceptyczni co do szans powodzenia stworzenia w Polsce sieci pubów pod jedną marką. - Naszą siłą jest to, że niemal znamy życie stałych klientów - mówią.
Także Dirk Aarts wątpi, aby w Polsce szybko powstała duża sieć pubów. W innych krajach europejskich, gdzie browary w pubach sprzedają 25-50 proc. swojego piwa (najwięcej w Irlandii, tam udział ten sięga 75 proc.), inwestowanie w ten kanał dystrybucji ma sens.
Większość klasycznych pubów w Polsce zlokalizowana jest w miejscowościach powyżej 200 tys. mieszkańców. W mniejszych miastach sytuacja wygląda często tak, że lokale tego typu są połączeniem baru, kawiarni i pubu. Bywa nawet tak, że działające tam w dzień sklepy pod wieczór zamieniają się w lokale, bo właściciel wystawia stoliki i krzesła. To zrozumiałe, bo funkcjonując jako klasyczny pub, taki punkt by nie przetrwał.
- Gastronomię jest o wiele trudniej zaszufladkować niż handel. Właściciel takiego punktu musi mieć o wiele więcej wyczucia. Uniwersalne szablony nie zawsze się sprawdzają - uważa Beata Błażejczyk-Jacewicz.
Potwierdzają to właściciele pubów Faraon i Piano Bar, którzy wolą zaufać swojemu nosowi niż prostym scenariuszom przenoszonym z innych krajów.