Europarlamentarzyści stwierdzili, że nie potrzeba rezolucji o bezpieczeństwie energetycznym w UE. Właściwie to jest tu racja. Parlamentarzyści nie muszą nic nie uchwalać, bo przecież od kilku lat Europa zajmuje się tylko i wyłącznie energetyką. Na razie dosyć. Parlament chce poczekać na komisję. A ta jak wiadomo będzie czekać na parlament.
Energetyka jest przedmiotem ogólnoeuropejskiej troski od wielu lat. Właściwie nie schodzi z politycznych salonów. Ostatnio na przykład Europarlament przyjął dyrektywę o recyklingu baterii i akumulatorów. Już niedługo wszyscy Europejczycy będą mogli zostawić akumulator w sklepie. Dyskusja była burzliwa. Jeden z posłów z frakcji socjalistycznej zgłosił bowiem projekt, że w imię europejskiej wolności osobistej akumulatory powinno się zostawiać już w samochodach, a specjalnie powołane komisje będą je stamtąd wyciągały. Minimalna płaca i etat zapewnione. Sprzeciwili się temu chadecy twierdząc, że to nie po chrześcijańsku, tak grzebać w samochodach. Padło na sklepy i producentów. Dzięki wysiłkowi europarlamentu wszyscy zapłacą drożej za baterie.
Ale wbrew sceptykom takie posunięcia europarlamentu zbliżają nas do pokonania energetycznego monopolu Rosji. Bo co zrobi Putin, kiedy zamiast na jego gazie Europa pojedzie na baterii. Takiej taktyki nikt nie przetrzyma. Może nawet zgaśnie światło w europarlamencie. To byłoby dobre, bo bez prądu nikt ich nie usłyszy.
Grzegorz Sadowski