Śladami Janosika - Po drugiej stronie Tatr

Śladami Janosika - Po drugiej stronie Tatr

Słowacja, mały kraj o wielkim sercu, jest dziś wśród Polaków jednym z najpopularniejszych regionów turystycznych - mówi Ján Bosnovic z Instytutu Słowackiego. Według danych Instytutu Turystyki, pod względem liczby gości z Polski Słowacja przegrywa tylko z Niemcami.
Na początku 1993 r. na słowacką turystykę niekorzystnie wpłynęła niepewna sytua-cja polityczna po podziale Czecho-Słowacji. Czesi - najważniejsi klienci Słowaków - zaczęli wyjeżdżać na Zachód. Wszystko jednak szybko wróciło do normy; w 1994 r. Słowacja zarobiła na turystyce ponad pół miliarda dolarów. Dziś najwięcej pieniędzy zostawiają tu Czesi, drugie miejsce zajmują Polacy.
Wystarczy dzień, by przekroczyć granicę na Rysach i trafić do najwyżej w Tatrach położonego schroniska. Planując dłuższy urlop, warto wyruszyć nieco dalej na południe - w Niżne Tatry, a jeszcze lepiej kilkadziesiąt kilometrów na zachód, gdzie znajduje się Mała Fatra. Łączy ona zalety spokojnych i łagodnych wędrówek z eksponowanymi przejściami charakterystycznymi dla wyższych gór. Krajobraz zmienia się tu niemal co kwadrans; wąskie przesmyki Dolnych Dier (wapiennych wąwozów), kamieniste ścieżki wśród drzew, malinowe pola, skałki przypominające polską jurę z okolic Podlesic czy stalowe schody na zboczu urwiska, ułatwiające wspinaczkę w Hornych Dierach.
Mieszkańcy tych okolic mają do nas żal, że przywłaszczyliśmy sobie ich Janosika. Rodzinnym miastem harnasia - nie tylko według ludowych przekazów, ale i badań historycznych - jest Terchova leżąca u wylotu Doliny Vrátnej. Przed kilku laty na zboczu mieszkańcy postawili Janosikowi wielki pomnik. Niektórzy twierdzą, że okolice Terchovej to najpiękniejsze miejsce Słowacji. Działa tu kilka schronisk górskich (pod Chlebem, pod Suchym, na Klaciańskiej Magurze), a szlaki są dobrze oznaczone.
Polskie firmy organizujące wyprawy trekkingowe zaczynają doceniać dzikie rejony Słowacji. Jedno z biur proponuje włóczęgę i szkołę przetrwania w najciekawszych zakątkach Małej i Wielkiej Fatry, inne organizuje wyprawy przez Góry Strażowskie, południową część Małej Fatry i labirynty Sulowskich Skał.
Bodaj największym turystycznym przebojem naszych sąsiadów jest w ostatnich latach park narodowy Słowacki Raj (105 km na południe od Popradu). Aby uniknąć tłoku, lepiej zaplanować wyjazd na wrzesień. Zwiedzający wspinają się przy użyciu łańcuchów i stalowych klamer.
Na szlakach drewniane drabiny prowadzą stromo nad opadającymi wodospadami. Turysta po obu stronach ma zaledwie metr do wapiennych ścian, a w dole urwisko wysokości kilku pięter. Powietrze bywa tu wilgotne jak w dżungli. Gdy woda mocno wzbiera po większych opadach, można się poczuć jak amator kanioningu gdzieś w wąwozach szwajcarskich Alp lub we francuskim Masywie Centralnym (niezbędne jest dobre obuwie trekkingowe). Najważniejsze jest jednak to, że nawet turyści o kiepskiej kondycji mogą się poczuć jak zdobywcy, nie forsując zbytnio mięśni.
Najlepsze szlaki znajdują się w północnej części Słowackiego Raju. Czterokilometrowa trasa z kempingu Podlesok prowadzi przez wąwóz Sucha Bela. Nie można pominąć malowniczej trasy nad Hronem, pozwalającej zobaczyć przełom rzeki. Szlak żółty przez Sokolią Dolinę mogą wybrać osoby, które nie mają lęku wysokości; trasa prowadzi przez kilka wodospadów, w tym największy w całej okolicy, 70-metrowy wodospad Zawojowy.
W drodze do Bratysławy, Austrii, nad Adriatyk lub w góry Słowenii nie można przemknąć przez Słowację bez postojów przy doskonale zachowanych zamkach. Cztery najważniejsze tworzą szlak prowadzący niemal dokładnie z przejścia granicznego w Chyżnem do stolicy Słowacji; wzdłuż doliny Orawy i rzeki Váh, nazywanej niekiedy słowackim Renem.
Kilkadziesiąt kilometrów za przejściem granicznym w Chyżnem, ponad 100 metrów nad brzegiem rzeki, na wapiennej skale zawieszony jest Orawski Zamek. To jeden z najbardziej malowniczych zamków Słowacji; jego mury pamiętają początek XIII wieku. Sporą atrakcją (i wysiłkiem) okazuje się wejście po 880 schodach na tzw. górny zamek, skąd roztacza się widok na dolinę Orawy. Jadąc na południe, trafiamy do Bojnic koło Prewidzy, gdzie u podnóża zamku rodowity Francuz znad Loary może się poczuć jak u siebie w domu. Kierując się stąd na zachód, trafiamy do Trenczyna; na wzgórzu stoi zamek będący niegdyś punktem strategicznym na północnej granicy imperium węgierskiego. Zanim dotrzemy do Bratysławy lub przekroczymy południową granicę Słowacji, warto zaplanować jeszcze jeden postój; odrestaurowany przez Polaków potężny zamek Cerveny Kamen w Małych Karpatach kryje systemy kazamatów i baszt obronnych.

Czytaj także

 0