Sąd zdecydował: wydawca „Wprost” nie trafi do aresztu

Sąd zdecydował: wydawca „Wprost” nie trafi do aresztu

Sąd rejonowy we Wrocławiu
Sąd rejonowy we Wrocławiu / Źródło: Newspix.pl / Łukasz Woźnica
Sąd nie przychylił się do wniosku prokuratury i nie zastosował wobec Michała M. Lisieckiego, prezesa PMPG, bezwzględnego aresztu tymczasowego. – Zarzuty, które mi postawiła prokuratura, są bezzasadne – skomentował decyzję sądu Lisiecki.

W piątek późnym wieczorem wrocławski sąd rejonowy odrzucił wniosek prokuratury w sprawie zastosowania bezwzględnego, trzymiesięcznego aresztu tymczasowego wobec Michała M. Lisieckiego. Oznacza to, że prezes PMPG wyjdzie na wolność za kaucją. W związku z całą sytuacją Lisiecki wydał oświadczenie.

„Zarzuty, które mi postawiono, są bezzasadne. Zatrzymanie, jak i całe postępowanie, jest efektem bezprawnego pomówienia przez zdyskredytowaną i mało wiarygodną osobę, która ostatnie miesiące spędziła w areszcie,a dziś próbuje oczyścić siebie, pomawiając innych” – oświadczył Lisiecki.

Dodał, że już w październiku 2018 roku w skierowanym na ręce prokuratora z dolnośląskiej prokuratury piśmie deklarował pomoc i współpracę w pełnym zakresie oraz zgłaszał gotowość do stawiennictwa i złożenia stosownych oświadczeń do prokuratury. – Wyrażam zdziwienie, ze przez pół roku prokuratura nie przesłuchała mnie w normalnym trybie – oświadczył prezes.

W czwartek Prokuratura Krajowa wyjaśniła, że zatrzymanie Michała Lisieckiego, wydawcy tygodników „Wprost” i „Do Rzeczy” ma związek z opisywaną już wcześniej w mediach sprawą wyłudzeń na szkodę jednej ze spółek. Nieoficjalnie wiadomo, że Lisieckiego obciążył współpracujący niegdyś z PMPG Tomasz S. Co ciekawe, mimo że jest on kluczową postacią dla śledztwa, przebywa on obecnie na wolności.

Pismo bez reakcji

Już w czwartek wieczorem oświadczenie w sprawie wydało PMPG. „Z dużym zaskoczeniem przyjęliśmy informację Prokuratury Krajowej o zatrzymaniu i postawieniu zarzutów prezesowi PMPG – Michałowi Lisieckiemu. Wierząc głęboko w bezpodstawność zarzutów, co – jak myślimy – szybko zostanie dowiedzione, liczymy na jak najszybsze, drobiazgowe wyjaśnienie całej tej sprawy” – napisano w oświadczeniu PMPG. „Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że niezależność wydawanych przez Michała Lisieckiego tygodników nie zawsze budziła sympatie. Chcemy wierzyć, że zaistniała sytuacja nie ma związku z ingerencją w wolność słowa” – dodano.

Wydawca przedstawił też pismo dowodzące, że Lisiecki już pięć miesięcy temu zgłosił się w tej sprawie do Prokuratury Krajowej. Wiązało się to z pojawiającymi się w prasie doniesieniami o śledztwie obejmującym Tomasza S. i Piotra S., z którymi prezes PMPG współpracował w ramach PMPG. W piśmie z 10 października 2018 r. Lisiecki zadeklarował gotowość do udziału we wszelkiego rodzaju czynnościach procesowych, wolę składania zeznań i stawiania się na każde wezwanie organów ścigania. „W ramach obowiązków służbowych często wyjeżdżam za granicę, bywa że na kilka, kilkanaście dni, chciałbym uniknąć podejrzenia, że brak stawiennictwa świadczy o woli unikania kontaktu z organami procesowymi” – pisał Lisiecki.

Prezes PMPG zwracał też uwagę, że działalność wydawnicza spółki jest wyjątkowo newralgiczna. „Już wcześniej zdarzało się, że najdrobniejsza, najbardziej nawet neutralna czynność organów ścigania dotycząca mojej osoby była przedstawiana w mediach w sposób sensacyjny, co zagrażało reputacji czasopism” – pisał Lisiecki.

Słowa te znalazły potwierdzenia w faktach. Po zatrzymaniu prezesa PMPG portal Tvp.info sugerował, że Lisiecki próbował opuścić kraj tuż przed zatrzymaniem. W rzeczywistości planował on wyjechać służbowo do USA, o czym od kilku dni informował publicznie na swoich profilach w mediach społecznościowych.

„Rozumiem media, sam jestem wydawcą, ale pojawiające się wokół informacji o moim zatrzymaniu interpretacje przekraczają granice. Sugerowano, że próbowałem uciec za granicę. Tak, miałem wykupiony bilet do USA i zamierzałem się tam udać w celach biznesowych. Bilet kupiłem kilka miesięcy wcześniej, a zamiar wylotu ogłosiłem na swoim profilu społecznościowym” – stwierdził w piątek Lisiecki.

Jak informuje dział prawny PMPG, Prokuratura Krajowa nigdy nie odpowiedziała na pismo Lisieckiego ani w żaden inny sposób na nie nie zareagowała.

Dlaczego? W czwartek do Prokuratury Krajowej oraz do CBA wysłaliśmy pytania w tej sprawie. Dotąd nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

„Znając Michała Lisieckiego jako osobę wymagającą od siebie i od innych najwyższych standardów poszanowania prawa, wiedząc jak wielką wagę zawsze przykładał do przejrzystości działań biznesowych, wierzymy, że postępowanie karne, które toczy się obecnie, zakończy się oddaleniem zarzutów. Jednocześnie informujemy, że zaistniała sytuacja nie ma wpływu na operacyjne funkcjonowanie spółki” – czytamy w oświadczeniu PMPG z 14 marca 2019 roku.

Czytaj także:
Wydawca „Wprost” chciał składać zeznania już pięć miesięcy temu. „Prokuratura nie była zainteresowana”. [UJAWNIAMY PISMO]

Czytaj także