Rządowy program refundacji in vitro przestaje obowiązywać. Pacejntom pomagają samorządy

Rządowy program refundacji in vitro przestaje obowiązywać. Pacejntom pomagają samorządy

Dodano:   /  Zmieniono: 15
in vitro fot. Photographee.eu/fotolia.pl
- Założenie, że procedura in vitro jest jedynym albo podstawowym sposobem załatwiania problemu płodności jest po prostu niezgodna ze stanem wiedzy medycznej - powiedział minister zdrowia Konstanty Radziwiłł. W ten sposób skomentował rozwiązanie, jakie dla starających się o dziecko przygotował resort. Chodzi o tzw. program zdrowia prokreacyjnego.

„Dla pacjentów to jest katastrofalna decyzja”

Rządowy program refundacji zabiegu in vitro przestał funkcjonować w ubiegłym tygodniu. Z danych resoru wynika, że do tej pory dzięki programowi urodziło się ponad 5 tysięcy dzieci. W związku z decyzją ministerstwa zdrowia, osoby, które chcą skorzystać z in vitro będą musiały w całości pokryć koszty zabiegu. 

– Niestety, po zakończeniu programu, pary będące w trakcie leczenia muszą ponieść za swoje usługi pełną odpłatność – tłumaczył dr Grzegorz Mrugacz z Klinki Leczenia Niepłodności "Bocian" w Białymstoku. Zdaniem Grażyny Milewskiej ze Stowarzyszenia "Nasz Bocian" „dla pacjentów to jest katastrofalna decyzja”. – Po pierwsze: zostajemy sami z tym problemem, a po drugie: nikogo nie obchodzimy, a solidarność społeczna nie istnieje – wyjaśniła.

Przy refundacji zabiegu pomagają samorządy

W odpowiedzi na decyzję rządu, pacjentom starającym się o dziecko postanowiły pomóc niektóre samorządy. Pierwszym miastem, w którym postanowiono dofinansować program była Częstochowa. Zabieg in vitro jest refundowany od niemal 3 lat. Do tej pory władze miast przeznaczyły na niego około 100 tysięcy złotych. – To są dobrze zainwestowane pieniądze, bo zainwestowane w nasze częstochowskie dzieci – ocenił prezydent Częstochowy Krzysztof Matyjaszczyk. 

Pomoc pacjentom chce zaoferować także Łódź. - Procedurę in vitro rozpocznie blisko 100 par. W następnych latach ma być to od 200 do 250 par rocznie – zapowiedział radny miasta Adam Wieczorek.



Źródło: TVN24 / Fakty TVN

Czytaj także

 15
  • azazis   IP
    i bardzo dobrze, jest 500+ jak chcesz dostawać darmową pensję sam zainwestuj w in vitro hahahaha
    • Gerber   IP
      Znalazlam cos nieporownywalnego w Gazecie Wyborczej z 1.10.2008 jeszcze z przed czasow "dotacji". Przeczytajcie sobie i ocencie sami: http://wyborcza.pl/1,87648,4825581.html
      Tu kopia:
      Aleksandra Pezda: Jak w Polsce się dowiedzieć, które ośrodki i z jakim skutkiem stosują in vitro?

      Prof. Leszek Pawelczyk: Tylko z reklam, internetowych forów i z poczty pantoflowej. Kobiety najczęściej dowiadują się tego od innych kobiet. Kiedy usłyszą: "Leczyłam się w klinice A przez pięć lat i nic", to zrezygnują. Jeśli usłyszą: "Po pierwszej próbie w klinice B zaszłam w ciążę", wybiorą klinikę B. Chociaż sukces lub niepowodzenie jednej pacjentki nie musi świadczyć o fachowości lekarzy. Ludzie, którzy zajmują się programem wspomaganego rozrodu, nie uzurpują sobie prawa do tworzenia nowego życia. Nie my decydujemy, która komórka się zapłodni, a która nie, który zarodek się wytworzy. My tylko umożliwiamy, żeby do tego doszło.

      W Polsce nie ma żadnego oficjalnego rejestru ośrodków in vitro. Prawdopodobnie działa ich ok. 40, ale liczbę wykonanych zabiegów i ich skuteczność ujawnia Polskiemu Towarzystwu Ginekologicznemu tylko 18 . W Polsce nie wydajemy też żadnych licencji ani pozwoleń na prowadzenie ośrodków, nie ma żadnego systemu ich kontroli.

      1. WYBIERANIE KLINIKI

      Jak w takim razie rozpoznać wiarygodną klinikę?

      • Trzeba zapytać o wyniki. Skuteczność powinna być w granicach 30-40 proc. Przy tym musimy pamiętać, że mierzy się ją liczbą donoszonych ciąż na transfer zarodków.

      • Wiarygodność wzrasta z liczbą wykonanych procedur. Według mnie dobra klinika powinna wykonywać przynajmniej 150 procedur rocznie i bez selekcji pacjentek. To znaczy, że leczy zarówno te, które mają dwadzieścia parę lat, jak i 38-letnie, które z racji wieku mają mniejsze szanse na ciążę.

      • Ważne, czy ośrodki pracują metodą mikromanipulacji, czyli wprowadzania plemnika od komórki jajowej. Nie wyobrażam sobie, żeby porządny ośrodek dzisiaj tej metody nie stosował.

      Dane podane w ośrodkach - nastawionych przecież na biznes - mogą być fałszywe?

      - Dlatego trzeba porównać dwa-trzy ośrodki i zweryfikować informacje od pacjentek. Potem kierować się odległością od miejsca zamieszkania, zapytać o koszty.

      • Przy standardowej stymulacji hormonalnej na przygotowanie pacjentka powinna wydać nie więcej niż 3-4 tys. zł.

      • Sama procedura kosztuje różnie - 4-8 tys. zł.

      Koszty zawsze będą podawane w przybliżeniu, różnice powstają z dostosowywania kuracji hormonalnej indywidualnie do pacjentki.

      Są kliniki, które proponują od razu sprzedaż leków. Tak ma być taniej. Mnie to nie przekonuje. Bo świadczy o jakichś układach między lekarzami a firmami farmaceutycznymi. Moim zdaniem uczciwiej jest po prostu podać nazwę leku. Pacjentka powinna go wykupić, gdzie chce.

      Jakie badania trzeba przygotować?

      - To zależy od przypadku i od lekarza. Widziałem takie wykazy zleceń, z których połowę bym skreślił. Często klinki nie chcą oglądać wcześniejszych wyników, zlecają własne i koniecznie na miejscu. Mnie by się to nie podobało, jeśli powiększa koszty.

      • Gdybym był pacjentem, szukałbym takiego ośrodka, który by respektował podstawowe, wiarygodnie przeprowadzone badania wykonane gdzie indziej.

      2. O CO ZAPYTAĆ W KLINICE

      Czy można zapytać lekarza, ile komórek chce pobrać, ile zarodków uzyskać?

      - Należy pytać i ustalać absolutnie wszystko.

      Ale trzeba sobie zdać sprawę, w jakich warunkach działa lekarz: kobieta ponosi olbrzymie koszty i naraża swoje zdrowie, jej celem jest zdrowe dziecko. Jak dojść do takiego celu? Uzyskać i transferować do macicy wystarczającą, a nie dużą liczbę zarodków. Duża liczba zarodków umieszczona w macicy działa w dwojaki sposób: zwiększa wprawdzie prawdopodobieństwo uzyskania ciąży, ale też zwiększa ryzyko ciąży wielopłodowej, co znowu daje zagrożenie powikłań i wcześniactwa. Staramy się tego uniknąć. O tym kobiety również powinny pamiętać.

      Lekarze w USA np. potrafią umieścić siedem zarodków w jednej próbie, potem dokonują redukcji płodów. W Polsce to nie do pomyślenia.

      • W cywilizowanych ośrodkach pacjentkom do 32. roku życia transferuje się dwa zarodki, a starszym - do trzech, czterech.

      Z badań wynika, że przy ciąży od pięciu płodów ryzyko powikłań radykalnie wzrasta.

      • Ośrodek musi transferować zarodki tylko w takiej w liczbie, jaką wcześniej uzgodnił z pacjentką.

      • Kobieta powinna podpisywać zgodę na każdy kolejny krok

      To się odbywa tak:

      Lekarz: Ma pani 32 lata, trzeba by spróbować z dwoma zarodkami. A ona na to: Nie mam pieniędzy na drugą próbę. Wówczas lekarz: W takim razie namawiałbym na trzy zarodki, żeby zwiększyć szanse. Uprzedzam, że mogą być bliźniaki albo trojaczki. Czy pani akceptuje to oraz groźbę ewentualnych powikłań?

      Kobieta: Biorę to pod uwagę.

      I podpisuje zgodę.

      • Ośrodek musi mieć w ofercie prawidłowe mrożenie zarodków i zabezpieczanie ich. Niezależnie, czy pacjentka sobie tego życzy, czy to wyklucza. To też miara jakości usług. Inaczej by oznaczało, że niszczy się zarodki, które nie są wykorzystywane. Z praktyki wynika, że po programie zostaje zazwyczaj kilka zarodków. Jeśli pierwszy raz się nie powiedzie, pacjentka może wrócić na kolejną próbę. Jeśli się powiedzie, może wrócić, żeby zajść w następną ciąże.

      3. PROBLEM LICZBY ZARODÓW

      Kiedy zarodki tracą na wartości?

      - Jest na ten temat trochę spekulacji - Anglicy twierdzą, że po pięciu latach ich potencjał do zapłodnienia drastycznie spada. Kilka lat temu w Wielkiej Brytanii zniszczono takie zarodki - wybuchła awantura.

      Czy nie lepiej zapładniać tyle, ile się implantuje?

      - Biorąc pod uwagę kontrowersje i dyskusje wokół przechowywania zarodków, pewnie lepiej byłoby podjąć taką decyzję. Ale wówczas pod warunkiem, że wprowadzimy refundację procedury in vitro. Bo takie postępowanie na pewno znacznie zmniejszy skuteczność metody i trzeba będzie podejmować więcej kosztownych i obciążających zdrowotnie prób.

      Kobieta może zażądać od lekarza ograniczenia liczby zarodków?

      - Oczywiście. Tylko że takie pacjentki zdarzają się niezmiernie rzadko. Kobiety spragnione ciąży wybierają każde ryzyko.

      Co jeśli komórki jajowe kobiety lub plemniki jej partnera nie nadają do użycia ich w programie zapłodnienia pozaustrojowego?

      - Wówczas pozostaje dawstwo komórek rozrodczych lub dawstwo zarodków. Pomimo tego że w Polsce istnieje kilka znakomicie zorganizowanych i prowadzonych banków nasienia. Ale problematyka dawstwa komórek jajowych, zarodków czy plemników pilnie wymaga wprowadzenia precyzyjnych przepisów prawnych.

      Czy można przechować samą komórkę jajową?

      - Trwają intensywne badania nad przechowywaniem komórek jajowych. Na razie udaje się zamrażać jajniki lub ich fragmenty i następnie odzyskiwać komórki jajowe. To jednak ciągle trudne i wymaga dalszego doskonalenia.

      4. IN VITRO I ZDROWIE KOBIETY

      Czy zabieg szkodzi zdrowiu?

      • Onkolodzy uważają, że intensywna stymulacja zwiększa prawdopodobieństwo raka jajnika. Jest w tym dużo prawdy. Dowodem jest chociaż to, że przy stosowaniu tabletek antykoncepcyjnych, które hamują jajeczkowanie, to ryzyko jest mniejsze. Można jednak przyjąć, że wpływ trzech programów in vitro w ciągu życia kobiety jest relatywnie mały. Ale nie jest to obojętny.

      • To podanie zdecydowanie większej liczby hormonów niż w cyklu naturalnym. Po to, żeby wyprodukować nie fizjologiczną, tylko nadmierną liczbę pęcherzyków jajowych. Jajniki więc zostają mocno nadwyrężone. To nie jest zabieg, który można sobie zrobić co miesiąc. Wychodzi się z założenia, że należy zachować odstępy między kolejnymi próbami - minimum trzy, najlepiej cztery miesiące.

      • Jest też zagrożenie zespołem hyperstymulacji - kiedy jajniki wyrywają się spod kontroli i zaczynają produkować bardzo dużą liczbę komórek jajowych. Często kilkanaście w każdym cyklu, normalnie - jedną. To może doprowadzić do ciężkich powikłań: niewydolności nerek, zaburzeń oddychania, stanowi nawet zagrożenie dla życia. Jeżeli tego stanu nie da się opanować, może być konieczne usunięcie jajników. Jednak uwaga - takie powikłanie w ciężkim przebiegu występuje nader rzadko.

      In vitro to ostateczność?

      - Powiedzmy to tak: albo jest to leczenie jedynej szansy, albo ostatniej szansy.

      W pierwszej sytuacji chodzi o pacjentki, które mają uszkodzone jajowody albo mają rozległe zrosty w miednicy, czy też o pacjentów, którzy mają bardzo kiepskie nasienie. Bez in vitro ich szansa na dziecko jest bliska zera.

      W drugiej - kiedy wszystkie pozostałe metody leczenie bezpłodności nie dały sukcesu.

      Zdarza się, że odradza pan zabieg?

      - Tak, zwłaszcza młodym ludziom. Do programu in vitro istnieją określone wskazania

      • Kiedy przychodzi do mnie para 22-latków, która od pół roku stara się o dziecko bez skutku. Nie mają jeszcze zdiagnozowanej przyczyny, ale spieszy im się, aby zajść w ciążę.

      • Odradzam także kobietom po 43. roku życia. Po pierwsze dlatego, że mają małe szanse na ciąże. Po drugie, istnieje bardzo duże zagrożenie występowania wad genetycznych. I wreszcie ponieważ uważam, że to za późno, żeby rodzić i wychowywać dziecko.

      Tylko że te odmowy są bardzo trudne. Psychologicznie, bo pacjentki przychodzą z nastawieniem, że jak się nie uda, to już nigdy w życiu nie będą miały dziecka. I to jest dla nich gigantyczny stres. Załamują się na każdym etapie. Za mało komórek? - stres. Słaby poziom hormonów? - stres. Potem jeszcze strach, czy utrzymają ciążę. Niestety, stres też ma wpływ na ewentualny sukces.

      Czy pacjentki często zmieniają kliniki?

      - Oczywiście. To kwestia psychiki pary, która ma problem z posiadaniem dziecka. Zwłaszcza kobieta dąży do tego bezwzględnie - instynkt macierzyński jest jednym z najsilniejszych. Jeśli więc kobieta w jednym ośrodku próbuje bez skutku, to chce sprawdzić, czy inny nie będzie skuteczniejszy. Zdarzały mi się takie pary, które u nas zamroziły zarodki, ale po nieudanej próbie natychmiast, nawet bez zalecanej przerwy, szły gdzie indziej.

      • Nie słuchają, że więcej niż sześć programów in vitro nie ma większego sensu, bo prawdopodobieństwo ciąży po siódmej będzie już niewielkie. A tak właśnie wynika z badań.
      • Forum   IP
        bardzo dobrze !!!!
        jak ktoś chce dzieci to niech zacznie wpierw od zmian GMO i całego tego syfu jaki nam się serwuje dzięki demokracji co dziennie na stoły !
        • ocelot   IP
          Teraz PiSuarska dyktatura ciemniaków będzie waliła mega ściemę,że naprotechnologia będzie leczyć bezpłodność.Tymczasem naprotechnologia jest tylko metodą diagnostyczną ,a nie leczniczą.
          • malkontent   IP
            Marsz pingwinów (tytuł oryginalny La Marche de l'Empereur) Francja 2005 Luc Jacquet / ciekawostka jest to, ze w czasie tak dlugiego marszu do miejsca o odpowiednim polu elektromagnetycznym, pingwiny dotleniaja i oczyszczaja z toksyn swoje organizmy przygotowujac je do splodzenia potomstwa / Piaski Sahary są kluczowe dla użyźnienia lasów Amazonii / jedynie rodzaj ludzki nie zaufal madrosci planety
            nauka i polityka raka 4-9 / ukrywane lekarstwo na raka film dokumentalny / trzecia rewolucja w medycynie / germanska.pl / goj musi sluzyc i przyjac religie wywiad / pakt jaruzelski rockefeller 25.09.1985 notatka brzezinskiego
            Boża korporacja" - Opus Dei w Polsce / Słowianie - dzieci Bogów / Słowiańska kultura pl / Bitwa o Ziemię yt Słowianie
            Biblia Tesli yt / Proroctwa Tesli / programowanie ludzkiego umyslu / zbagatelizowany fakt wspolczesnego swiata 1/4 // cytat: ""Jeśli to rozwiązanie się przyjmie, zrewolucjonizuje relacje między narodami. Dzięki temu każdy kraj, duży czy mały, będzie niedostępny dla wrogich armii czy samolotów. Moja koncepcja wymaga wzniesienia wielkiej elektrowni. Nowa broń będzie mogła unicestwić wszystko - ludzi i maszyny, jeśli tylko zbliżą się do niej na 200 mil" - mówił Tesla dodając, że zakończy to erę starć na lądzie i morzu. Ultrazaawansowana broń miała posiadać formę cieniutkich, niszczycielskich wiązek energii."