Eksplozja w kamienicy w Poznaniu. Tomasz J. usłyszał zarzuty

Eksplozja w kamienicy w Poznaniu. Tomasz J. usłyszał zarzuty

Kamienica na poznańskim Dębcu po wybuchu
Kamienica na poznańskim Dębcu po wybuchu / Źródło: Newspix.pl / jakub bloszyk
Po tym jak lekarze wyrazili zgodę na przesłuchanie Tomasza J., mężczyzna usłyszał zarzuty w związku z eksplozją w jednej z kamienic w Poznaniu.

4 marca, około godziny 7:50 rano, w kamienicy w Poznaniu doszło do eksplozji, w wyniku której zawaleniu uległy dwa piętra 4-kondygnacyjnego budynku. W wyniku zdarzenia zmarło 5 osób. Na miejscu zdarzenia odnaleziono też 21 rannych. W toku śledztwa ustalono, że w kamienicy, która się zawaliła, doszło wcześniej do morderstwa. Głównym podejrzanym był Tomasz J. Prokuratura Okręgowa w Poznaniu wszczęła też śledztwo w sprawie katastrofy budowlanej.

Zbezczeszczone ciało na miejscu eksplozji

Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Poznaniu Magdalena Mazur-Prus potwierdziła, że na jednym z ciał odnalezionych w gruzowisku stwierdzono obrażenia, które biegli jednoznacznie określili jako obrażenia zadane przez osoby trzecie. Według Wirtualnej Polski, ciało Beaty J. zostało znalezione bez głowy, z ranami kłutymi i ciętymi. Portal ujawnił również nowe informacje na temat Tomasza J. - mężczyzny podejrzewanego o brutalne zamordowanie żony i spowodowanie eksplozji.

Groźny wypadek

Jak się okazuje, 1 stycznia zabrał on syna od matki i podróżował z nim samochodem w kierunku Gołusek. Miał jechać z dużą prędkością, w wyniku czego zjechał z drogi i uderzył w drzewo. Auto zostało zniszczone, ale J. złamał jedynie nos. O wiele bardziej ucierpiał syn mężczyzny, który wciąż przebywa w szpitalu. Zdjęcia z wypadku, do którego doszło na drodze z Plewisk do Gołusek udostępniła Ochotnicza Straż Pożarna w Plewiskach.

Tomasz J. wybudzony ze śpiączki

Tomasz J. przeżył wybuch na poznańskim Dębcu i w stanie ciężkim został przewieziony na oddział anestezjologii i intensywnej terapii. Stwierdzono u niego poparzenia II i III stopnia na około połowie powierzchni skóry, głównie pleców, głowy i rąk. Mężczyzna miał też poparzone drogi oddechowe, złamane żebro i stłuczone płuco. Aby usprawnić proces gojenia się ran, lekarze wprowadzili go w stan śpiączki farmakologicznej. Po wybudzeniu śledczy musieli poczekać na opinię lekarzy, a dopiero potem mogli przesłuchać rannego i przedstawić mu zarzuty związane ze śmiercią Beaty J. oraz znieważeniem jej ciała. Tomasz J. oskarżony został także o spowodowanie zawalenia się części kamienicy.

Czytaj także

 0

Czytaj także