Minęła 17.00, można się topić. „Typowy polski topielec to facet w średnim wieku”

Minęła 17.00, można się topić

Ratownik
Ratownik / Źródło: Wprost / Boleslaw Breczko
Na plażę w Krynicy Morskiej dotarłem w niedzielę po południu. Czerwona flaga informowała o zakazie kąpieli. Bałtyk był w tamten weekend wyjątkowo agresywny, dzień wcześniej pochłonął pięć osób, z czego jedną na dokładnie tym samym kąpielisku. W niedzielę ratownicy pracowali jak zwykle do 17.00. Schodząc z posterunku zabrali ze sobą czerwone flagi. Co wtedy zrobili plażowicze? Ruszyli do wody.

Tego dnia w Krynicy Morskiej nikt już na szczęście nie zginął. Może dzięki ratownikom, którzy pracując po godzinach jeździli po plaży i ostrzegali kąpiących się turystów o niebezpieczeństwie. A może dzięki temu, że ignorującym zagrożenie wczasowiczom tym razem dopisało szczęście.

Szczęścia nie miało jednak ponad 140 osób, które od początku tegorocznych wakacji utonęły w polskich wodach. Do końca roku zginie w ten sposób jeszcze około 300 osób. Policyjne statystyki wskazują, że ostatnio w Polsce rocznie tonie między 350 a 450 osób. To i tak lepiej niż np. w 2013 roku, gdy wody pochłonęły ponad 700. Ale wciąż do wielu z tych tragedii mogłoby w ogóle nie dojść…

Boją się tylko sinic

– Ludzka głupota nie zna granic – mówi ratownik Maciek, który na plaży w Krynicy Morskiej pracuje już szósty sezon. – Gdy plażowicze widzą czerwoną flagę, to pytają, czy nie chodzi przypadkiem o sinice, bo tylko tego się boją. Prądy wsteczne, które wyciągają ludzi w morze na 200 metrów, czy fale, które przykrywają dorosłego mężczyznę, nie robią na nich żadnego wrażenia – dodaje.

Brakiem respektu do morza i wody w ogóle, cechują się przede wszystkim mężczyźni w średnim wieku. W 2020 na 460 utonięć, 412 dotyczyło mężczyzn. Nie inaczej jest na krynickiej plaży.

– Typowy polski topielec to facet w wieku między 30 a 50 lat, po kilku piwach albo drinkach i z poważną nadwagą – opowiadaj ratownicy. – To 90 proc. przypadków. Jeszcze nam się nie zdarzyło ratować atrakcyjnej blondynki, jak w Słonecznym Patrolu, a szkoda – dodaje zgodnie cała trójka z którą rozmawiam. Z ratownikami, Maćkiem i Jackiem jest też Bożena Ruszkowska, ich szefowa ratowników. Sama ma kilkudziesięcioletnie doświadczenie w tej pracy.

26 lipca, Rozewie, plaża niestrzeżona, czerwona flaga na kąpieliskach. Służby ratownicze otrzymały informację o zaginięciu ojca i syna. Po dwóch godzinach odnaleziono dryfujące ciało 50-latka. 22-letniego syna nie udało się odnaleźć. Został uznany za zaginionego – „Puck Nasze Miasto”.

Ratownicy przyznają, że mężczyźni toną najczęściej i sprawiają ratownikom także najwięcej kłopotów. Przecież akcje ratownicze to tylko mały procent ich działalności, a priorytetem jest prewencja i pilnowanie, aby nie doszło do konieczności podejmowania akcji. To także „wyciąganie” gwizdkiem z wody nietrzeźwych osób, zwracanie uwagi, aby nie wchodzić do morza po alkoholu i w niebezpiecznych warunkach.

Artykuł został opublikowany w 30/2021 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0

Czytaj także