Adam Ragiel: Przybywa pogrzebów świeckich. Byłoby ich więcej, gdyby nie presja rodziny i sąsiadów

Adam Ragiel: Przybywa pogrzebów świeckich. Byłoby ich więcej, gdyby nie presja rodziny i sąsiadów

Święto Wszystkich Świętych - zdjęcie ilustracyjne
Święto Wszystkich Świętych - zdjęcie ilustracyjne Źródło: Shutterstock / Fotokon
Odwracanie się wiernych od Kościoła jest zauważalne. To nie jest wina ludzi, ale Kościoła, który powinien dokonać rachunku sumienia. Sądzę, że pochówków świeckich byłoby znacznie więcej, ale wciąż rezygnujemy z nich pod presją rodziny, sąsiadów. Coraz częściej ludzie pytają też o to, jak skrócić pogrzeb. Chcą, by ksiądz pojawił się tylko na cmentarzu i nie prowadził tradycyjnej mszy pogrzebowej w kościele – mówi w rozmowie z „Wprost” Adam Ragiel, balsamista i założyciel Polskiego Centrum Szkolnictwa Funeralnego.

Wprost: Podczas pierwszej fali pandemii niektóre parafie odmawiały pogrzebu zmarłych na COVID-19. Na łamach „Wprost” wspominał pan, że to efekt ogromnego chaosu w przepisach. Sanepid mówił, że nie można wprowadzać trumny z ciałem do kościoła, ale Główny Inspektor Sanitarny na to zezwalał. Coś się zmieniło od tamtego czasu? Państwo już umie sobie z tym radzić?

Adam Ragiel: Od tamtej pory nie słyszałem, by ktoś odmawiał pochówku. W zasadzie wszystko wróciło do normy. Nieliczne kościoły w dużych miastach kontrolują, ile osób przychodzi na mszę, dbają o to, by ławki nie były przepełnione, a uczestnicy mszy przestrzegali dystansu i nosili maseczki.

Na prowincji już nie ma śladów po obostrzeniach. Ale czwarta fala dopiero się rozpędza.

To rok ogromnych zmian dla pana branży. Zakłady pogrzebowe są już w pełni przystosowane do przygotowywania ciał zmarłych na COVID-19 do pochówku?

Stanęliśmy przed czymś, czego wcześniej nie było. Zostaliśmy trochę pozostawieni sami sobie, wytyczne mówiły tylko o obostrzeniach, ale nie było racjonalnej analizy kwestii sanitarnych. Bo jak wytłumaczyć rodzinie, że zabezpieczone ciało – umieszczone w dwóch sterylnych pokrowcach i trumnie – nie może zostać wprowadzone do kościoła? Wiele firm musiało rozbudować chłodnie, ponieważ w czasie pojawił się ogromny problem z przechowaniem zwłok, i nawet te, które trafiały do nas ze szpitalnych prosektoriów, nie zawsze były tam należycie przechowywane.

Remonty ruszyły również w szpitalach?

W niektórych tak, ale dzieje się to powoli i trochę za późno. Zwiększenie miejsc wiąże się z rozbudową zaplecza. Modernizacja prosektoriów to coś, za co szpitale z reguły biorą się w ostatniej kolejności, bo zawsze są pilniejsze wydatki.

Inwestycje związane z miejscami, w których nie trzeba ratować życia, spycha się na dalszy plan. Proszę mi wierzyć, że niektóre prosektoria szpitalne wyglądają jak w latach 50. ubiegłego wieku.

Jeśli umierających przybędzie, znów będzie kłopot. Zakładając, że szpital ma 20 miejsc w chłodniach, a zgonów będzie dwa razy więcej, wszystko spadnie na sektor prywatny.

Artykuł został opublikowany w 44/2021 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 5

Czytaj także