Byczkowska-Nowak: W dzieciństwie byłam przekonana, że każdy dziadek walczył w Powstaniu

Byczkowska-Nowak: W dzieciństwie byłam przekonana, że każdy dziadek walczył w Powstaniu

2 września. Żołnierze zgrupowania „Radosław" właśnie przez kilka godzin przedzierali się kanałami do Śródmieścia
2 września. Żołnierze zgrupowania „Radosław" właśnie przez kilka godzin przedzierali się kanałami do Śródmieścia Źródło: Wikimedia Commons / domena publiczna
Dziadek spędzał z książkami o Powstaniu wiele czasu, zakreślał ołówkiem, notował. Dziś te notatki i podkreślenia prowadzą mnie przez jego szlak bojowy, o którym mi nigdy nie opowiedział. Pseudonim „Wilk” – zawsze, gdy to wymawiał, podnosił wysoko głowę i gwałtownie się prostował, nawet wtedy, gdy był już mocno przygarbiony – mówi Marta Byczkowska-Nowak, autorka książki „Którędy na wolność” o ucieczce pierwszej polskiej więźniarki z KL Auschwitz.
Marta Byczkowska–Nowak jest dziennikarką, która jeszcze do niedawna skupiała się głównie na tematyce teatralnej. Skończyła polonistykę na Uniwersytecie Łódzkim. Jej debiut literacki pod tytułem "Którędy na wolność" zachwycił czytelników. Dzieciństwo Byczkowskiej-Nowak to pamięć o Powstaniu i kult wydarzeń, jakie działy się w sierpniu 1944 roku. Obecnie pracuje nad kolejną książką, która ujrzy światło dzienne w przyszłym roku. Tym razem będzie to biografia pewnego zapomnianego pisarza... Materiały do niej zbierała ponad dwa lata.

Wiktor Krajewski, „Wprost”: Jesteś wnuczką Powstańca, porucznika Tadeusza Przytulskiego, który w Powstaniu działał w pułku „Baszta”. W waszym domu dużo mówiło się o wydarzeniach z sierpnia 1944 r.?

Marta Byczkowska-Nowak: Powstanie było absolutnie najważniejszym zjawiskiem narracji pamięci, w której dorastałam i pomimo tego, że dziadek, jak wielu żołnierzy, nie dzielił się z nami wieloma szczegółami, było dla mnie jasne, że to jest wielka sprawa. Do opowieści wracał rzadko, ale wracał – choć oczy mu się szkliły – do końca życia. Najważniejsze były książki. W domu była każda publikacja o Powstaniu, zwykle w kilku egzemplarzach, co było stałym powodem kłótni z babcią.

Dziadek spędzał z tymi książkami wiele czasu, zakreślał ołówkiem, notował. Dziś te notatki i podkreślenia prowadzą mnie przez jego szlak bojowy, o którym mi nigdy nie opowiedział. Pseudonim „Wilk” – zawsze, gdy to wymawiał, podnosił wysoko głowę i gwałtownie się prostował, nawet wtedy, gdy był już mocno przygarbiony.

W dzieciństwie byłam przekonana, że każdy dziadek walczył w Powstaniu i że wszyscy Polacy myślą o nim tak jak ja. Potem, gdy okazało się, że nie tylko wielu ludzi ocenia je inaczej, ale wręcz wielu moich znajomych w ogóle wie o nim bardzo mało, byłam w szoku.

Źródło: Wprost
 1

Czytaj także