Wałęsa publikuje swoją teczkę

Wałęsa publikuje swoją teczkę

Dodano:   /  Zmieniono: 
Fot. Z. Furman/Wprost
Lech Wałęsa opublikował w niedzielę w internecie ponad 500 stron materiałów, które otrzymał z IPN. Liczy, że po ich lekturze Anna Walentynowicz i małżeństwo Gwiazdów, którzy, w jego ocenie, byli manipulowani przez SB, "przeproszą go i oddadzą odznaczenia państwowe".

Wieczorem, w Magazynie 24 Godziny na antenie TVN24 Wałęsa powiedział, że nie opublikował 100 stron dokumentów, bo uznał je za nieistotne, ale nie chcąc narażać się na pomówienia o chęć ukrycia części prawdy, w poniedziałek opublikuje pozostałe dokumenty, jakie posiada. "Niezależnie od wartości, od bzdur - wszystko jutro będzie opublikowane, wszyściutko, co w domu mam", oświadczył.

Walentynowicz powiedziała w rozmowie z PAP, że nie czytała i nie zamierza przeczytać materiałów zamieszczonych przez Wałęsę. Powiedziała także, że nie przeprosi go. "To zdrajca, a zdrajca powinien otrzymać swoją należność, a nie przeprosiny" - mowiła w radiu RMF FM. "Niech on będzie szczęśliwy, że jeszcze nie dostał w czapę" - dodała.

Do czasu nadania tej depeszy PAP nie udało się skontaktować z Andrzejem Gwiazdą.

W jednym z tajnych dokumentów MSW z 2.09.1985 r. - opublikowanych przez byłego prezydenta - znajduje się "plan działań pogłębiających antagonizm pomiędzy A. Walentynowicz a L. Wałęsą oraz między osobami wokół niego skupionymi".

Z kolei dokument tajny specjalnego znaczenia Biura Studiów Służby Bezpieczeństwa MSW z 18.10.1985 r. - "Plan działań w ramach kombinacji operacyjnej krypt. +MIESZKO+" - zawiera następujące zapisy:

"I. W ostatnim czasie A. Walentynowicz nasiliła działania dyskredytujące L.Wałęsę w środowiskach prosolidarnościowych. Coraz częściej rozsiewa pogłoski o niewłaściwej postawie L.Wałęsy, nazywając go oszustem, dwulicowcem, karierowiczem, którego należy zdemaskować.

II. Celem działań jest dalsze utwierdzanie A.Walentynowicz w przekonaniu, że L.Wałęsa nadal współpracuje z SB".

Współtwórcy "Solidarności" - Andrzej Gwiazda i Anna Walentynowicz - przez lata krytykowali "Okrągły stół" i politykę po 1989 roku. Samego Wałęsę oskarżali - mimo oczyszczających wyroków sądowych - o współpracę z SB.

Według byłego prezydenta, w materiałach, które opublikował w internecie widać, jak Anna Walentynowicz oraz Andrzej i Joanna Gwiazdowie dali się manipulować Służbie Bezpieczeństwa.

"W tych materiałach jest prawda; trochę prawdy i widać jak się dali manipulować. Ja im mówiłem: +słuchajcie, wykorzystują was, bzdury opowiadacie+, a oni bez przerwy opowiadali te bzdury i to jest pokazane jak oni dali się nabierać" - powiedział Wałęsa.

"Rzuciłem na to okiem, jak gówniarzy ich załatwiali. Walentynowicz gdzieś mówiła, że ja mam przeprosić. Mam nadzieję, że jak Walentynowicz zobaczy te dokumenty, to mnie przeprosi, bo ona tam wygląda bardzo źle, gorzej niż źle; wstyd mi za nią. Ona ma przeprosić i mam nadzieję, że zdąży" - dodał.

Według historyka IPN dr. Antoniego Dudka, opublikowanie przez Wałęsę materiałów z Instytutu uświadomi większej liczbie osób, że SB podsycała konflikty wśród opozycji oraz świadczy o tym, że Wałęsa uważa materiały SB za wiarygodne.

Historyk zwrócił jednocześnie uwagę, że działania SB miały na celu głównie zaostrzanie konfliktów już istniejących, ale jej funkcjonariuszom trudno było generować zupełnie nowe antagonizmy między ludźmi, którzy się przyjaźnili.

"Taki jest też przypadek Wałęsy, Walentynowicz i Gwiazdów. (...) SB podsycała realnie istniejące konflikty" - powiedział.

Zdaniem Dudka, intencją byłego prezydenta było pokazanie, że zarzuty pod jego adresem ze strony Walentynowicz i Gwiazdy o współpracę z SB są dziełem samej Służby Bezpieczeństwa. "Mam inne zdanie, uważam, że SB podsycała jedynie antagonizm między nimi" - zaznaczył historyk.

Także według historyka, prof. Andrzeja Friszke, SB dążyła do skłócenia środowiska "Solidarności". "Z całą pewnością gry operacyjne miały na celu skłócenie działaczy +Solidarności+. I to jest rzecz oczywista" - powiedział.

To jest sprawa między Lechem Wałęsą a Anną Walentynowicz i małżeństwem Gwiazdów - tak marszałek Senatu Bogdan Borusewicz, główny organizator strajku Stoczni Gdańskiej w 1980 r., skomentował decyzję Wałęsy o opublikowaniu dokumentów z IPN.

"Z materiałów SB różne można wyciągać wnioski, tam są różnorodne materiały" - zauważył Borusewicz. Zaznaczył, że rozgrywki między Wałęsą a Walentynowicz i państwem Gwiazdami "nie interesują" go i "nie włącza się w nie".

16 listopada 2005 r. Wałęsa otrzymał od IPN status pokrzywdzonego przez służby specjalne PRL, umożliwiający mu dostęp do dotyczącej go teczki. W gdańskim oddziale Instytutu Pamięci Narodowej na temat opozycyjnej działalności założyciela "Solidarności" zgromadzono ponad 70 teczek akt i setki stron na mikrofilmach.

W sierpniu 2000 r. Sąd Lustracyjny orzekł, że Lech Wałęsa złożył prawdziwe oświadczenie lustracyjne, iż nie był agentem służb specjalnych PRL. Sąd uznał, że SB fałszowała swe akta na temat Wałęsy.

pap, em, ss

 0

Czytaj także