O postępach w śledztwie dotyczącym Grzegorza Borysa mówiła Wirtualnej Polsce rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Gdańsku Grażyna Wawryniuk. Podkreślała, że prokurator oczekuje na sporządzenie opinii zleconych biegłym różnych specjalności, w tym z zakresu badań DNA zabezpieczonych śladów biologicznych.
Co dzieje się ze śledztwem ws. Grzegorza Borysa?
Jak dodała, „kontynuowane są czynności zmierzające do ustalenia motywów, jakimi kierował się podejrzany”. W tym celu poproszono o sporządzenie opinii grafologicznej odnośnie listu, pozostawionego przez 44-latka, który w ostatnich słowach miał przepraszać i pisać, że ludzie są „bestiami”.
Prokurator Wawryniuk mówiła też o broni, z której miał strzelać Grzegorz Borys. – Dno w zbiorniku wodnym Lepusza do tej pory uniemożliwia jej odszukanie – podkreślała. Wcześniej ustalono, że dwie rany postrzałowe na głowie 44-latka mogły go nie zabić, a jedynie ogłuszyć. Na jego ciele odnaleziono też rany cięte, sugerujące chęć popełnienia samobójstwa. Podczas sekcji zwłok ustalono, że przyczyną śmierci było utonięcie.
Poszukiwania i odnalezienie Grzegorza Borysa
W poniedziałek 6 listopada saperzy z 43. Batalionu Saperów z Rozewia odnaleźli ciało mężczyzny w okolicach zbiornika wodnego Lepusz, niedaleko Źródła Marii w Gdyni. Kilka godzin później Prokuratura Okręgowa w Gdańsku potwierdziła, że jest to ciało poszukiwanego Grzegorza Borysa.
Grzegorz Borys był starszym marynarzem, który od 2017 roku pracował w Komendzie Portu Wojennego Marynarki Wojennej. Jak podał portal trojmiasto.wyborcza.pl, w wojsku był też wcześniej i chociaż odszedł w niewyjaśnionych okolicznościach, ostatecznie wrócił do zawodu. W dniu, kiedy miał zamordować swojego syna, był na zwolnieniu lekarskim z powodu grypy żołądkowej.
– Podejrzewamy, że kiedy był na zwolnieniu, to przygotowywał się do zbrodni. Biegał codziennie dystans 20 km. Poza tym był świetnym pływakiem. Ale nie róbmy z niego jakiegoś komandosa, bo żadnym asem nie był – przekazał anonimowy informator.
Z informacji, do których dotarli dziennikarze wyłania się obraz Grzegorza Borysa, który pozostawał na uboczu i niechętnie wchodził w relacje z innymi. Żołnierze przekazali, że odbierali go jako osobę infantylną, która wpadała w złość z błahych powodów. Jednocześnie podkreślali, że nie był agresywny.
Czytaj też:
Wraca sprawa Anastazji, zamordowanej na wyspie Kos. Niespodziewanie odnaleziono dowód Czytaj też:
Zatrzymano podejrzanego o śmiertelne potrącenie 10-latka. Nowe fakty
