Sprawa Janusza Palikota, znanego przedsiębiorcy i byłego posła PO, wciąż wzbudza emocje. Po jego aresztowaniu przez Centralne Biuro Antykorupcyjne (CBA) w październiku 2024 roku wydawało się, że Palikot ma niewielkie szanse na opuszczenie aresztu. Tuż przed świętami okazało się jednak, że były polityk ma możliwość spędzenia świąt w domu, wśród rodziny.
Kluczowym elementem tej sprawy jest zabezpieczenie poręczenia majątkowego w wysokości dwóch milionów złotych oraz udowodnienie legalnego pochodzenia tych środków.
Kluczowe znaczenie poręczenia majątkowego
Obrona Janusza Palikota, reprezentowana przez mec. Andrzeja Malickiego, intensywnie pracuje nad zabezpieczeniem poręczenia majątkowego w wysokości dwóch milionów złotych, co jest warunkiem jego zwolnienia z aresztu. W rozmowie z „Faktem” mecenas Malicki podkreślił, że środki muszą pochodzić z legalnych źródeł, co jest jednym z warunków akceptacji przez prokuraturę. W związku z tym rodzina Palikota stara się zgromadzić potrzebną kwotę, korzystając m.in. z opodatkowanych pożyczek.
– „Kwestia opuszczenia aresztu jutro przez pana Janusza Palikota jest realna. To jest obecnie problem działania banków, szybkości przekazywania pieniędzy na konto prokuratury i dyspozycyjności prokuratury, która ma obowiązek nawet w Wigilię przyjąć protokół poręczenia majątkowego od brata, jeśli ta kwota będzie na koncie prokuratury” – wyjaśnił prawnik w rozmowie z „Faktem”.
Aresztowanie Palikota i zarzuty
Janusz Palikot został zatrzymany 3 października 2024 roku w Lublinie wraz z dwoma współpracownikami, Przemysławem B. i Zbigniewem B. Prokuratura Krajowa we Wrocławiu postawiła im zarzuty obejmujące m.in. oszustwa na kwotę blisko 70 milionów złotych, które miały dotknąć ponad 5000 osób.
Zarzuty dotyczą lat 2019–2023 i są związane z działalnością spółek należących do podejrzanych. Według śledczych, w dokumentach ofertowych związanych z emisją akcji i kampaniami pożyczkowymi przedstawiono nieprawdziwe informacje, co doprowadziło inwestorów do błędnych decyzji finansowych.
Prokuratura zarzuca Palikotowi także przywłaszczenie napojów alkoholowych o wartości ponad 5 milionów złotych. Towar miał zostać sprzedany zewnętrznym podmiotom po rozwiązaniu umowy współpracy z jednym z kontrahentów.
Dynamiczny przebieg śledztwa
Zatrzymanie Palikota i jego współpracowników wzbudziło duże zainteresowanie mediów i opinii publicznej. Dolnośląski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji we Wrocławiu prowadzi śledztwo, które obejmuje m.in. analizę dokumentacji finansowej spółek oraz przesłuchania pokrzywdzonych.
Prokurator Katarzyna Calów-Jaszewska podkreśliła, że inwestorzy zostali wprowadzeni w błąd co do rzeczywistej kondycji finansowej grupy kapitałowej oraz sposobu wykorzystania środków.
– „Zainwestowane środki nie były przeznaczane na cele wskazane w dokumentach emisyjnych, lecz wydawane na pokrycie wcześniejszych zobowiązań” – dodała prokurator.
Obrona: „Palikot nie przyznaje się do winy”
Obrońca Palikota, mec. Jacek Dubois, wielokrotnie podkreślał, że jego klient nie przyznaje się do stawianych mu zarzutów. Palikot argumentuje, że działalność spółek była zgodna z prawem, a zarzuty wynikają z błędnej interpretacji dokumentów finansowych przez śledczych.
Co dalej?
Ewentualne zwolnienie Janusza Palikota z aresztu przed Wigilią byłoby krokiem symbolicznym. Śledztwo trwa, a maksymalna kara, jaka grozi za zarzucane mu czyny, to 20 lat więzienia. Sytuacja pozostaje dynamiczna, a wynik sprawy będzie zależał od dalszego przebiegu postępowania dowodowego.
Czytaj też:
Palikot spędzi święta w domu? „Czas jest krótki, mobilizujący, ale zebranie pieniędzy jest możliwe”Czytaj też:
Palikot może opuścić areszt. Musi spełnić jeden warunek