Maszyna wielozadaniowa Mi-2 lądowała awaryjnie w rejonie Złotnik Kujawskich – ustaliła redakcja Interii. Do zdarzenia doszło we wtorek (2 września) wieczorem.
Przedstawicielka 1. Brygady Lotnictwa Wojsk Lądowych przekazała portalowi, że piloci, którzy znajdowali się na pokładzie, nie odnieśli żadnych obrażeń. O incydencie jako pierwsza poinformowała rozgłośnia RMF FM.
Awaryjne lądowanie Mi-2. Załoga poczuła „szarpnięcie”
Z ustaleń dziennikarzy wynika, że całe zdarzenie miało związek ze szkoleniem. Kapitan Iwona Kloskowska – rzeczniczka prasowa brygady – poinformowała, że „był to lot przy użyciu noktowizji” (czyli osprzętu, który umożliwia widzenie w półmroku). Takie ćwiczenia – jak to wtorkowe, które skończyło się awaryjnym lądowaniem – odbywają się w tej jednostce niemal codziennie.
Przedstawicielka wojska podała więcej szczegółów sprawy – w trakcie lotu doszło do incydentu. Piloci mieli „poczuć szarpnięcie”, więc podjęli decyzję o tym, by awaryjnie wylądować. Manewr wykonany został „na pasie pola” – relacjonuje kpt. Klosowska, cytowana przez Interię. Jak wskazała, w okolicy nie było budynków, a droga asfaltowa oddalona była od tego miejsca o około 200 metrów.
Maszyna po wszystkim nie jest mocno zniszczona – usterka dotyczy wyłącznie przedniego koła w Mi-2.
Nowe informacje
Źródło podaje, że niedługo po lądowaniu na miejscu zjawili się przedstawiciele Żandarmerii Wojskowej – w obecności prokuratora. Razem ze śledczym dokonali „zarekwirowania” helikoptera. – Znajduje się on na miejscu – mówi kpt. Kloskowska.
Sprawie przyjrzy się teraz Komisja Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego. Okoliczności zdarzenia zostaną dogłębnie wyjaśnione przez organ.
Czytaj też:
Katastrofa F-16 w Radomiu. Na jaw wyszły nowe faktyCzytaj też:
Katastrofa śmigłowca w Wielkiej Brytanii. Wśród ofiar Polacy
