Słuchanie podcastu i czytanie całości treści w dniu premiery nowego odcinka dostępne jest jedynie dla stałych Czytelników „WPROST PREMIUM”. Zapraszamy.
Odcinek dostępny jest w ramach promocji:
Rój dronów wleciał do Polski w nocy z wtorku na środę. Prawdopodobnie są to drony rosyjskie, choć Moskwa zwyczajowo zaprzecza. Dzięki temu wydarzeniu dowiedzieliśmy się, że w obliczu realnego zagrożenia rząd i Pałac Prezydencki potrafią się porozumieć oraz mówić jednym głosem.
Zdecydowano np. o tym, że komunikaty dotyczące tej trudnej sytuacji międzynarodowej będą wspólnie formułowane przez oba ośrodki władzy, co jest miłą odmianą po wzajemnych połajankach i uszczypliwościach, których byliśmy świadkami w ostatnim czasie.
Premier Donald Tusk powiedział, że mamy do czynienia z prowokacją na dużą skalę. I dodał, że „jesteśmy bliżej konfliktu niż kiedykolwiek po II wojnie światowej”. Drobnej uszczypliwości nie mógł sobie jednak odmówić, stwierdzając, że Polska ma wroga politycznego za wschodnią granicą, nie za zachodnią, co jest nawiązaniem do antyniemieckich nastrojów panujących po prawej stronie sceny politycznej.
Mimo wszystko rządzący chyba zrozumieli, że nie można działać osobno w sytuacji zagrożenia, bo to ucieszy przede wszystkim Kreml. Poza tym takie waśnie są bardzo łatwe do rozgrywania przez wrogów i przez przyjaciół. Zatem być może na jakiś czas skończy się narracja, że „rosyjską onucą” jest każdy polityk, który mówi lub robi coś, co się drugiej stronie nie podoba.
Niektórzy politycy uważają, że nocny atak dronów był związany z wizytą prezydenta Karola Nawrockiego w USA, która okazała się wielkim sukcesem nie tylko głowy państwa, ale i Polski.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Wprost.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
