- Wojska medyczne to przede wszystkim hasło polityczne – bez jasnej definicji składu, miejsca w strukturze i zadań operacyjnych.
- Zamiast tworzyć nowy byt, trzeba ukompletować istniejące pododdziały medyczne i odtworzyć pełny łańcuch zabezpieczenia.
- Odtwarzanie Wojskowej Akademii Medycznej miałoby sens dopiero w perspektywie 20–25 lat, dziś priorytetem jest kształcenie medyczne na uczelniach cywilnych, a „militaryzacja” dopiero po Lekarskim Egzaminie Końcowym.
- Najpilniejsze braki wśród wojskowych medyków: specjaliści „urazowi” (chirurgia, anestezjologia i intensywna terapia, ortopedia/traumatologia, medycyna ratunkowa).
Po co powstały „wojska medyczne”?
Tomasz Stankiewicz, „Wprost”: Minister obrony narodowej ogłosił powołanie nowej formacji w Wojsku Polskim, Wojsk Medycznych. Czym mają być?
Płk. lek. wet. Marcin Buszko: I tu jest sedno problemu. Wbrew temu, jak to się przedstawia, wciąż niewiele wiadomo. Padają hasła: „Wojska Medyczne to świetny pomysł”, ale to nie jest dowód na konieczność tworzenia nowego bytu. To raczej dowód, że dotychczasowe rozwiązania nie działały bo nikt nad nimi nie trzymał należytego nadzoru. Proszę pamiętać: od 2017 roku nie mamy szefa Służby Zdrowia Wojska Polskiego. Likwidując tę funkcję, utworzono dyrektora Departamentu Wojskowej Służby Zdrowia – i dziś mamy skutki w postaci chaosu organizacyjnego.
Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App Store i Google Play.
