Przed tegoroczną epidemią grypy eksperci ostrzegali od co najmniej kilku miesięcy. Kulminacja miała nastąpić w lutym i – niestety – czarne prognozy się sprawdzają. W ostatnich tygodniach wyraźnie rośnie liczba przypadków zachorowań. Lekarze podkreślają, że mowa nie tylko o grypie, ale też Covid-19 i innych wirusach.
Przychodnie pełne pacjentów. Wirusy szaleją w najlepsze
— Zima jest to taki czas, kiedy niestety wirusy szaleją. Mamy dość duży wysyp już nie tyle bakteryjnych infekcji, co przede wszystkim wirusowych — przyznała w rozmowie z Medonetem dr Bożena Janicka, prezes Porozumienia Pracodawców Ochrony Zdrowia.
— Obecnie z racji pogody poodzywały się wszystkie wirusy. W mojej przychodni w Wielkopolsce przede wszystkim znowu wrócił Covid. Nie było go, dominowała grypa A. U dzieci, szczególnie małych, które lądowały w szpitalach i które miały biegunki, w wymazach wyszły wirusy – dodawała.
Uwagę mediów zwrócił zwłaszcza norowirus. — Norowirus był zawsze. Szczególnie uaktywniał się wczesną wiosną i późną jesienią. Jest niebezpieczny zwłaszcza u małych dzieci i niemowląt, bo odpowiada za infekcje górnych dróg oddechowych, ale bardzo często przebiegające z ostrą biegunką. To z reguły jest powód, dla którego dziecko ląduje w szpitalu – tłumaczyła dr Janicka.
Ekspertka podkreślała, że zdecydowanie gorsze są przypadki RSV. Wyjaśniała, że skoro mamy duży przypadków grypy A, Covidu i norowirusa, to naturalnie kolejnym etapem będzie właśnie RSV. Niebezpieczne jest to szczególnie dla najmłodszych dzieci, choć zaszczepione matki zapewniły noworodkom i niemowlętom pewną ochronę.
— Norowirus był zawsze. Szczególnie uaktywniał się wczesną wiosną i późną jesienią. Jest niebezpieczny zwłaszcza u małych dzieci i niemowląt, bo odpowiada za infekcje górnych dróg oddechowych, ale bardzo często przebiegające z ostrą biegunką. To z reguły jest powód, dla którego dziecko ląduje w szpitalu – podkreślała lekarka w rozmowie z Medonetem.
Zwróciła uwagę, że szczepionki nie ma jeszcze na norowirusy, dlatego trzeba pamiętać o unikaniu kontaktu z chorymi, myciu rąk po powrocie do domu i zwracanie uwagi na objawy u dziecka. Specjaliści tłumaczą, że epidemie RSV pojawiają się między październikiem i marcem, a w tym roku łagodzić powinny je długie ferie świąteczne.
Epidemia grypy wchodzi w decydującą fazę
Największym problemem wciąż pozostaje grypa. Główny Inspektor Sanitarny dr Paweł Grzesiowski w rozmowie z Medonetem przedstawił aktualne statystyki. — Od początku sezonu grypowego, czyli od 1 września, od kiedy zaczynamy monitorować dane dotyczące zachorowalności na grypę, mamy już odnotowanych 550 zgonów z jej powodu — stwierdził. Farmaceuci zwrócili uwagę, że w aptekach zaczyna brakować testów typu combo, pozwalających wykryć obecność wirusów grypy A i B, COVID-19, RSV oraz adenowirusów.
Służby epidemiologiczne cały czas podkreślają, że szczyt zachorowań nadal przed nami. Na początku stycznia współczynnik zachorowań wynosił około 70 przypadków na 100 tysięcy mieszkańców. Między 19, a 25 stycznia było to już 270 przypadków na 100 tys. osób. W poprzednim sezonie wskaźnik ten sięgnął 365 przypadków na 100 tysięcy osób.
Czytaj też:
Nowy wariant grypy szaleje w Polsce. Kiedy szczyt zachorowań? Ekspert wskazał orientacyjną datęCzytaj też:
Groźny wirus Nipah pod lupą naukowców. Ekspert wyjaśnia, czy jest się czego bać
