Mimo alarmistycznych doniesień z zagranicy, wirus Nipah nie stanowi obecnie zagrożenia epidemicznego dla Europy. Jak ocenia biolog, doktor habilitowany Piotr Rzymski, profesor Uniwersytetu Medycznego imienia Karola Marcinkowskiego w Poznaniu, sposób szerzenia się patogenu znacząco ogranicza ryzyko jego masowego rozprzestrzeniania.
Ekspert zwraca uwagę, że wirus Nipah nie rozchodzi się drogą powietrzną ani kropelkową, w przeciwieństwie do grypy czy wirusa SARS-CoV-2, odpowiedzialnego za chorobę COVID-19. Jego naturalnym rezerwuarem są owocożerne nietoperze występujące w Azji Południowo-Wschodniej oraz na wyspach Oceanu Spokojnego. W Europie takie zwierzęta nie występują, a poza Azją nie zanotowano dotąd żadnych ognisk zakażeń.
– Do zakażenia dochodzi najczęściej w wyniku spożycia owoców – zwłaszcza palm daktylowych – zanieczyszczonych odchodami lub nadgryzionych przez nietoperze, a także po wypiciu surowego soku z palmy daktylowej – zaznaczył.
Jak przenosi się wirus Nipah?
Profesor Rzymski podkreśla, że transmisja wirusa z człowieka na człowieka jest możliwa, jednak występuje stosunkowo rzadko i wymaga bliskiego kontaktu z wydzielinami osoby chorej. Najczęściej dochodzi do niej w regionach o niższym poziomie rozwoju, gdzie trudniej o rygorystyczne przestrzeganie zasad higieny i bezpieczeństwa sanitarnego, również w placówkach medycznych.
Istotnym czynnikiem ograniczającym rozprzestrzenianie się Nipah jest także moment największej zakaźności. Jak wyjaśnia ekspert, wirus najłatwiej przenosi się dopiero w fazie objawowej choroby. Okres inkubacji, czyli czas od zakażenia do pojawienia się symptomów, wynosi zazwyczaj od czterech do 14 dni, choć w rzadkich przypadkach może się wydłużyć nawet do około sześciu tygodni.
To oznacza, że osoby chore można stosunkowo szybko zidentyfikować i odizolować, co znacząco zmniejsza ryzyko niekontrolowanego szerzenia się zakażeń.
Jak groźny jest wirus Nipah?
Ekspert w rozmowie z PAP odniósł się również do często przywoływanej wysokiej śmiertelności, która według dostępnych danych wynosi od 40 do 70 procent. Jego zdaniem wskaźniki te mogą być zawyżone, ponieważ obejmują głównie ciężkie przypadki kliniczne zgłaszane w krajach o ograniczonym dostępie do opieki zdrowotnej. Lżejsze infekcje lub zakażenia bezobjawowe często nie są rejestrowane.
Profesor Rzymski porównał sytuację do wirusa Ebola, którego wysoka śmiertelność również budzi globalny niepokój, a jednocześnie ogranicza tempo jego rozprzestrzeniania.
– Dlatego najbardziej śmiertelnym patogenom trudno jest szybko rozprzestrzenić się na cały świat, choć na pewno łatwo jest zyskać globalny rozgłos – podkreślił.
Czy istnieje szczepionka przeciwko Nipah?
Choć obecnie nie ma powszechnie dostępnej szczepionki, trwają badania nad preparatami, które w przyszłości mogłyby chronić osoby najbardziej narażone. Dotyczy to przede wszystkim krajów, w których wirus występuje endemicznie, takich jak Bangladesz, Indie czy Malezja.
Szczepionki mogłyby być stosowane wśród personelu medycznego oraz osób mających bliski kontakt z zakażonymi. Jednocześnie ich opracowanie traktowane jest jako zabezpieczenie na przyszłość także dla innych regionów świata.
– Przypomina to przypadek szczepionki przeciwko wirusowi Ebola, która została zatwierdzona w 2020 roku do użytku przez Europejską Agencję Leków. Nie jest stosowana u nas w rutynowych szczepieniach, jednak – jak mówi przysłowie – przezorny zawsze ubezpieczony. Posiadanie takiego preparatu stanowi zabezpieczenie na wszelki wypadek – powiedział prof. Rzymski.
Ekspert uspokaja również, że wzmożone kontrole sanitarne w części krajów Azji to element standardowych działań prewencyjnych. Reakcje służb, obejmujące identyfikację kontaktów i kwarantannę, świadczą o sprawnym nadzorze epidemiologicznym i dobrej kontroli nad sytuacją.
