Domaniewice to mała miejscowość w powiecie olkuskim, którą zamieszkuje nieco ponad 400 osób. Na przełomie stycznia i lutego w ciągu kilku dni zmarło tam trzech mężczyzn, a dwie kolejne osoby z tej samej rodziny ciężko zachorowały.
Pierwszy był 70-letni Zbigniew. Jego ciało odnaleziono na fermie gęsi, gdzie pracował i gdzie tymczasowo mieszkał. – Znaleźli go siedzącego przy stole, w tej jego pakamerze – relacjonowali mieszkańcy w rozmowie z Gazetą Wyborczą. Lekarz, który przyjechał na miejsce, stwierdził zgon z przyczyn naturalnych. Nie dopatrzono się udziału osób trzecich.
Dwa dni później, 30 stycznia, zmarł 49-letni Mariusz. Na jego ciało trafił jego brat, Kordian. – Myślałem, że sobie wypił i śpi, ale kiedy po kilku godzinach szturchnąłem go, okazało się, że nie żyje – powiedział dziennikarzom GW. Mężczyzna siedział przy stole z głową opartą na blacie. Gdy brat próbował go obudzić, było już za późno – okazało się, że ten „ręce miał już całe sine”.
Także w tym przypadku lekarz orzekł śmierć z przyczyn naturalnych.
Trzeci zgon i śledztwo prokuratury. „To nietypowe”
7 lutego w szpitalu w Olkuszu zmarł 48-letni Robert, drugi z braci. Trafił do placówki z rozległym, obustronnym zapaleniem płuc oraz ostrą niewydolnością oddechową. Wcześniej miał skarżyć się na duszności. Jak relacjonował jeden z mieszkańców wsi, mężczyzna mówił, że nie może spać na leżąco, bo „od razu go dusi”.
Po tym zgonie służby nabrały podejrzeń. Wszczęto śledztwo. – To nietypowe, że trzy osoby umierają w niewielkim odstępie czasu w niewielkiej miejscowości – przyznał w rozmowie z dziennikarzami portalu Fakt.pl prokurator Piotr Piekarski z Prokuratury Rejonowej w Olkuszu.
Postępowanie prowadzone jest w kierunku artykułu 155 Kodeksu karnego, czyli nieumyślnego spowodowania śmierci. Jak podkreśla prokuratura, sprawa toczy się „w sprawie”, a nie przeciwko konkretnej osobie. – Ekshumacja dwóch pierwszych zmarłych nie wchodzi w grę – mówi prokurator Piotr Piekarski. Ciała zostały bowiem skremowane.
Śledczy przesłuchali członków rodziny i przeprowadzili oględziny domów, ale – jak zaznaczyła prokuratura, nie znaleziono niczego niepokojącego.
Winna ferma gęsi?
Wszystkich zmarłych łączyło jedno – mieli kontakt z fermą gęsi w Domaniewicach. Zbigniew mieszkał na jej terenie, matka braci, 68-letnia Danuta, była tam zatrudniona, a Robert i Mariusz pomagali przy cięższych pracach.
Wkrótce pojawiły się spekulacje, że przyczyną tragedii mogła być choroba odzwierzęca, w tym ptasia grypa. Przeprowadzone kontrole wykluczyły jednak tę hipotezę. Właściciele fermy, przesłuchani jako świadkowie, zapewniali, że zarówno oni, jak i zwierzęta, są zdrowi.
Z ustaleń śledczych wynika, że u osób, które trafiły do szpitala, wykryto zapalenie płuc wywołane przez pneumokoki, a nie wirusa grypy odzwierzęcej. Źródło zakażenia nie jest znane. Jak przekazał prokurator, według opinii biegłego do zakażenia mogło dojść drogą kropelkową.
Osobne postępowanie dotyczy kwestii legalności zatrudnienia na fermie. Prokuratura czeka na informacje z Państwowej Inspekcji Pracy.
Apel śledczych do mieszkańców
Prokuratura w Olkuszu wciąż czeka na wyniki sekcji zwłok 48-latka.
Jednocześnie apeluje do wszystkich, którzy mogą mieć jakiekolwiek informacje w tej sprawie o zgłaszanie się na policję lub bezpośrednio do prokuratury. – Czekamy na wszelkie informacje, które pomogą nam wyjaśnić tę sprawę – mówił Piotr Piekarski.
Czytaj też:
Dramatyczne sceny w Krakowie. To kolejna tragedia w tym miejscuCzytaj też:
Tragiczny finał sprawy zaginięcia 23-latki. Makabryczna zbrodnia
