Anna Mokrzanowska, Wprost.pl: Brak podpisu prezydenta pod ustawą o SAFE wywołał falę komentarzy. Ze strony rządu, ale również przedstawicieli służb popłynęły głosy krytyki. Politycy PiS jednoznacznie opowiedzieli się po stronie głowy państwa. Jak z perspektywy wizerunkowej oceniłby pan ruch Karola Nawrockiego?
Mirosław Oczkoś, ekspert ds. wizerunku z SGH: Z wizerunkiem jest taki problem, że nie da się go zbudować z dnia na dzień, natomiast można go bardzo szybko stracić. W związku z tym skutki różnych działań — także tych obecnych — będą widoczne dopiero po pewnym czasie. Teraz dominują emocje i pojawiają się różne stanowiska.
Realny wpływ tej sytuacji oceniałbym raczej w perspektywie kilku tygodni lub miesięcy. Wiele zależy od tego, co jeszcze wydarzy się wokół tego tematu.
Trzeba też pamiętać, że w pewnym sensie jesteśmy „niewolnikami” wizerunku, który jest jedynie częścią public relations, czyli relacji społecznych. Dane wydarzenie wywołuje efekt emocjonalny, ale jego skutki wizerunkowe pojawiają się z opóźnieniem.
„Nie chodzi przy tym o to, czy prezydent będzie miał „dobry” czy „zły” wizerunek — takie kategorie właściwie nie istnieją. Kluczowe jest to, czy będzie to wizerunek pożądany przez niego samego. Na tym etapie trudno jednoznacznie ocenić skutki weta ustawy o SAFE”.
Zwolennicy pozostaną zwolennikami niezależnie od decyzji, a przeciwnicy — przeciwnikami. Najważniejsza jest grupa wyborców swingujących, którzy oceniają konkretne decyzje, a nie całość postępowania Karola Nawrockiego.
Jak weto w sprawie ustawy o SAFE może wpłynąć na postrzeganie prezydenta przez wyborców spoza naturalnego zaplecza?
„Jeśli silniej przebije się narracja o bezpieczeństwie — które dziś jest dla Polaków tematem numer jeden, w kontekście wojny w Ukrainie, konfliktu na Bliskim Wschodzie czy cen ropy — Karol Nawrocki może na tej decyzji stracić”
Warto też zwrócić uwagę na kolejność interpretacji wydarzeń. Użyła pani stwierdzenia, że za zapowiedzią weta murem stanęli politycy PiS. Można to jednak odwrócić i uznać, że to Karol Nawrocki stanął po stronie polityków PiS. Ta różnica w interpretacji jest istotna.
Dla zobrazowania: podobne pytanie pojawia się w kontekście relacji międzynarodowych — czy to Izrael wciągnął USA do konfliktu z Iranem, czy odwrotnie. To zasadnicza różnica w odbiorze sytuacji. Tak samo tutaj: jeśli decyzja będzie postrzegana jako suwerenny ruch prezydenta, odbiór będzie inny, niż gdyby uznano, że wykonał polecenie czy przychylił się do prośby. Wówczas wydźwięk jest zupełnie inny.
Trzeba też pamiętać, że skutki takich działań nie są natychmiastowe — to nie jest tak, że mamy strzał i wybucha, tylko na razie mamy strzał i gdzieś strzeli, ale czy będzie wybuch to dopiero się okaże. To jest proces, którego efekty ujawniają się z czasem.
Czy decyzja taka jak np. weto ustawy o SAFE buduje wizerunek Karola Nawrockiego jako niezależnego polityka, czy raczej wzmacnia jego związki z PiS?
W przypadku PiS widoczna jest pewna niespójność wizerunkowa. Przykładowo, były szef MON Mariusz Błaszczak jeszcze kilka miesięcy temu opowiadał się bardzo mocno za SAFE, a dziś jest jego zdecydowanym przeciwnikiem. To może budzić u wyborców dysonans. Podobnie hasła w rodzaju „murem za mundurem”.
Komunikacja PiS jest karkołomna. Trafia do części odbiorców, ale pytanie, czy przekona wyborców niezdecydowanych. To może stanowić barierę.
Ostatecznie kluczowe będzie to, czy decyzja zostanie odebrana jako wzmacniająca bezpieczeństwo państwa. Szczegóły czy alternatywne rozwiązania mają dla większości odbiorców znaczenie drugorzędne. Liczy się pierwsze wrażenie po przetworzeniu informacji.
Istotną rolę odegrają też rozmowy społeczne — choćby przy wielkanocnym stole. To one często najsilniej kształtują opinie. Dla młodszych są to media społecznościowe, dla starszych — rozmowy przy stole.
Dla nikogo nie jest tajemnicą, że relacje między rządem a prezydentem są napięte. Czy w komunikacji między Donaldem Tuskiem, Radosławem Sikorskim i Karolem Nawrockim dominuje polityczna strategia czy emocje?
Zdecydowanie emocje. Żyjemy w czasach, w których emocje wyprzedzają strategię i merytorykę. Co nie znaczy, że jedno wyklucza drugie, tylko chodzi o kolejność. To globalny trend. Nie ma polityka na świecie, który robi to inaczej.
Tam, gdzie na pierwszym planie pojawiają się merytoryka i taktyka, przekaz rzadziej przebija się do odbiorców. Najpierw działa emocja, która najbardziej pobudza i przyciąga uwagę. Jesteśmy non stop bodźcowani na różne tematy a polityka jest tym wiodącym. Świadomi politycy wiedzą, że jak nie będzie emocji, to najmądrzejsze treści ii najmądrzejszy człowiek się nie przebiją.
„Myślę, że na linii prezydent–premier–szef MSZ mamy do czynienia z wyraźnym pokazem emocji level master. Podobny styl komunikacji obserwujemy także u Donalda Trumpa”.
Wspomniał pan o wzbudzaniu emocji. Czy nie jest tak, że paradoksalnie na tych napięciach korzystają zarówno rząd, jak i prezydent, wzmacniając swoją pozycję w elektoratach?
Oczywiście. Do wyborów parlamentarnych pozostało około półtora roku i wyraźnie widać, że zarówno Karol Nawrocki, Donald Tusk, Radosław Sikorski, jak i Jarosław Kaczyński czy Władysław Kosiniak-Kamysz zdają sobie sprawę, jak ważna jest emocja w polityce.
Największe partie od lat utrzymują się na podobnym poziomie poparcia, zamieniając się miejscami, dlatego polaryzacja staje się dla nich naturalnym narzędziem.
Zwykle postrzegamy polaryzację jako coś negatywnego, ale niezależnie od oceny faktem jest, że sprzyja ona największym graczom a wycina tych mniejszych. Przykładem tej polaryzacji jest m.in. wskazanie Przemysława Czarnka jako potencjalnego kandydata PiS na premiera.
Sytuacja różni się jednak od tej sprzed 2,5 roku ponieważ po prawej stronie pojawiła się trzecia siła w postaci Konfederacji. Oznacza to, że polaryzacja nie musi być już wyłącznie dwubiegunowa — może przybrać bardziej złożony, „trójbiegunowy” charakter.
Wracając do Karola Nawrockiego — jak na wizerunek wizerunek prezydenta wpływa aktywność Marty Nawrockiej? Czy go osłabia, czy raczej wzmacnia?
Skłaniałbym się ku temu, że raczej wzmacnia, choć na ostateczne oceny jest jeszcze za wcześnie. Siedem miesięcy to zbyt krótki czas, by w pełni ukształtować wizerunek. Największy rozgłos przyniósł dotąd pierwszej damie wywiad w TVN24, który wywołał mieszane reakcje.
Zysku z tego nie było dużego, ale też nie było dużej straty. Zyskiem może być to, że Marta Nawrocka była naturalna, że się stremowała. Co więcej, silna krytyka może działać na jej korzyść, ponieważ Polacy zazwyczaj niechętnie reagują na zbyt ostre ataki, zwłaszcza wobec pierwszej damy.
Pod względem merytorycznym trudno na razie mówić o wzmocnieniu wizerunku prezydenta, ponieważ wyszło całe nieprzygotowanie. Być może wywiad pojawił się zbyt wcześnie. Trzeba jednak pamiętać, że to proces, którego skutki widać dopiero po czasie.
Warto jednak pamiętać, że ocena roli pierwszej damy zawsze rozkłada się w czasie. W przypadku Danuty Wałęsy, Marii Kaczyńskiej czy Jolanty Kwaśniewskiej nie ocenialiśmy ich kilku miesiącach. Agata Duda dopiero gdy milczała przez rok, to wszyscy zwrócili na to uwagę.
„Marta Nawrocka wciąż nie zbudowała pełnego wizerunku osoby publicznej. W przypadku pierwszych dam zwykle można ocenić, czy ich obecność wzmacnia, czy osłabia głowę państwa. W większości przypadków wpływ jest pozytywny. Nie przypominam sobie wyraźnie negatywnego przykładu – być może poza sytuacją Agaty Dudy, która w kwestiach kobiecych nie zabierała głosu, co mogło działać osłabiająco”.
Dominantą w takich sytuacjach jest zawsze małżonek sprawujący funkcję publiczną. Może wzmacniać, może zaszkodzić, ale w przypadku Marty Nawrockiej nie wydaje się, żeby w tej chwili szkodziła Karolowi Nawrockiemu.
Rozmawialiśmy o Agacie Dudzie czy Jolancie Kwaśniewskiej. Jak Marta Nawrocka wypada na tle innych pierwszych dam?
Porównania z poprzednimi pierwszymi damami są trudne, bo siedem miesięcy działalności to jeszcze zbyt krótki okres. Musiałoby zaistnieć coś, co byłoby mocno emocjonalne. Marta Nawrocka musiałaby zabrać głos np. w kwestii rozwodów czy związków partnerskich. Do tej pory takiej sytuacji nie było.
Porównania do poprzednich pierwszych dam są więc w tym momencie trochę jak porównywanie jabłek do gruszek – funkcja ta sama, ale w różnym czasie i kontekście.
W pana ocenie dotychczasowa strategia komunikacyjna ze społeczeństwem i obecność Marty Nawrockiej w mediach są dobrze zaplanowane?
Nie mam wrażenia, że istniał całościowy plan dotyczący działalności Marty Nawrockiej. Dotychczasowe aktywności jak wywiad w TVN, miały charakter raczej doraźny — miały ocieplić wizerunek prezydenta, ale nie stanowiły elementu spójnej strategii. Nie wydaje mi się, żeby był na to pomysł. Być może wszystkie siły zostały skierowane na to, żeby wymyślić pomysł na Karola Nawrockiego.
Jakby miał pan wskazać jeden aspekt, nad którym otoczenie Karola Nawrockiego powinno się skupić, żeby ocieplić wizerunek pary prezydenckiej w oczach Polaków, to co by to było?
Jeżeli chodzi o Karola Nawrockiego, postawiono na wyrazistość i polaryzację. Zadecydowano, że nie będzie ocieplania, tylko budowanie wizerunku mocnego człowieka, który kulom się nie kłania a już na pewno nie rządowi i Donaldowi Tuskowi. To jest na przeciwległym biegunie do ocieplania. To wyraźny, świadomy zamysł, a nie przypadkowa reakcja.
Teraz zaczynają się schody, bo czas sprawowania urzędu każdego polityk zużywa i to jest naturalne. Karol Nawrocki nie będzie wyjątkiem.
Decyzje podjęte lub niepodjęte mają rezonans społeczny. Pierwsze pół roku można traktować jako okres „miodowego miesiąca”, a teraz zaczynają się realne wyzwania. Obywatele patrzą przez pryzmat bezpieczeństwa, finansów i codziennego życia.
„Ostatnie decyzje prezydenta pokazują, że otoczenie głowy państwa postawiło na to, że nie będzie ocieplania i prób przypodobania się wszystkim. Ma tutaj zadziałać myśl: tych jednych mamy a reszta musi zobaczyć, że to jest mocny człowiek. To jest taka gra – stawiamy na strongmana a nie na takie ciepłe kluchy, co zarzucano Andrzejowi Dudzie, z którym w pewnym momencie nawet własne środowisko przestało mieć kontakty. Tutaj jest zupełnie odwrotna sytuacja”.
Warto pamiętać, że mówimy o wizerunku, który jest jedynie elementem szerszych działań. Wizerunek jest ważny, bo ludzie postrzegają polityków przez jego pryzmat, ale musi służyć konkretnym celom strategicznym. Wygląda na to, że otoczenie Karola Nawrockiego zdecydowało, że należy budować wizerunek mocnej osobowości.
To oznacza wycinanie skrajności. Gdzieś w tyle głowy kiełkuje myśl, że jest szansa na przejęcie władzy politycznej nad całą prawicą. W wyborach prezydenckich przeważyło wsparcie wyborców Konfederacji, a nie samo poparcie PiS. Prezydent to nie jest 1:1 przedstawiciel partii Jarosława Kaczyńskiego.
„Dlatego działania Karola Nawrockiego podporządkowane są perspektywie długofalowej — w drugim lub trzecim kroku może próbować przejąć „rząd dusz” po Jarosławie Kaczyńskim, Grzegorzu Braunie czy Sławomirze Mentzenie”.
Ocieplanie wizerunku nie jest na pierwszym miejscu. Nawet jeśli był taki pomysł, to tą fotowoltaikę z prezydenta się zdejmie.
Część ekspertów dostrzega w działaniach Karola Nawrockiego inspirację stylem Donalda Trumpa w USA. Zauważa pan takie podobieństwa?
To się samo narzuca, jest to trochę kopia. 1:1 nie da się tego zrobić, bo w Polsce mamy inny ustrój, ale Karol Nawrocki i jego otoczenie próbują zrobić system prezydencki. Nawet Donald Trump zaczął rozumieć w pewnym momencie, że w naszym kraju nie jest tak, jak w USA i prezydent nie jest szefem rządu. Sposób działania jest absolutnie trumpowy. Idąc dalej jest to próba skopiowania środowiska MAGA i zbudowania takiego samego zaplecza.
To działanie wiąże się z dużym ryzykiem, bo okazuje się, że pierwowzór może też sporo napsuć. Prototyp Donald Trump nie jest doskonały i naśladowanie go może być obarczone sporym ryzykiem, że wyjdą wady konstrukcyjne i to jest pułapka.
Niemniej otoczenie prezydenta wyraźnie podąża w tym kierunku i jest to kalka sposobu zarządzania prezydenta USA. Można powiedzieć – jaki kraj, taki Donald Trump. Pamiętajmy, że każdy kraj ma inne doświadczenia i nie da tego przełożyć 1:!, chociaż próby są podejmowane.
Wybiegnijmy trochę w przyszłość. W pana ocenie w najbliższych miesiącach Karol Nawrocki będzie się skupiał na graniu silnego człowieka, czy może jednak nastąpi jakaś zmiana, złagodzenie, może polepszenie relacji z rządem Donalda Tuska?
Nie wiem, czy zmartwię, czy ucieszę, ale będziemy mieli do czynienia z eskalacją obecnej sytuacji. Nie będzie żadnego ocieplania wizerunku.
„Wybory parlamentarne w 2027 roku będą realną grą o władzę, w związku z tym nie ma przestrzeni na ocieplanie, nie ma miejsca na ustępstwa. Kto pierwszy odpuści, będzie miękiszonem i fujarą. Polaryzacja tylko będzie się pogłębiać”.
Całej rozmowy z dr Mirosławem Oczkosiem można również wysłuchać w serwisie Youtube.
Czytaj też:
Burza po decyzji Nawrockiego. USA jasno odpowiadają na plotkiCzytaj też:
Gen. Polko: Weto prezydenta to niebezpieczny wstęp do polexitu
