Finał głośnej sprawy. Jest wyrok dla „policjantki spod kołdry”

Finał głośnej sprawy. Jest wyrok dla „policjantki spod kołdry”

Dodano: 
Policjantka, zdjęcie ilustracyjne
Policjantka, zdjęcie ilustracyjne Źródło: Shutterstock
Cała Polska kojarzyła ją jako „policjantkę spod kołdry”. Teraz w głośnej sprawie Kingi B. zapadł wyrok.

We wtorek (31 marca) przed Sądem Rejonowym w Tarnobrzegu zapadł nieprawomocny wyrok w sprawie Kingi B., byłej funkcjonariuszki policji. Była dzielnicowa, która dała się poznać jako „policjantka spod kołdry”, usłyszała, że bezprawnie sprawdzała dane mężczyzny w policyjnych bazach.

Co więcej, aby ukryć swoje działania, do systemu miała wprowadzać nieprawidłowe dane numeru dziennika – prokuratura stwierdziła, że dzielnicowa w ten sposób chciała świadomie obejść prawo.

Sąd uznał, że była policjantka działała bez podstaw prawnych i naruszyła interes publiczny oraz zaufanie do instytucji państwa, w tym policji.

Sąd zdecydował o warunkowym umorzeniu postępowania na okres jednego roku. Oznacza to, że uznano jej winę, ale odstąpiono od wymierzenia kary.

„Jedyne, co można mi zarzucić, to kołderka”

Kobieta stanęła przed sądem za to, że niejednokrotnie – bezprawnie – miała sprawdzać w policyjnych bazach dane mężczyzny, z którym później związała się prywatnie. Echo Dnia ustaliło nieoficjalnie, że chodziło o jednego z fanów Siarki Tarnobrzeg.

– Jedyne, co można mi zarzucić, to kołderka – mówiła jeszcze jesienią Kinga B.

Dziennikarze Echa Dnia dodatkowo twierdzili, że to w mieszkaniu wspomnianego mężczyzny policjanci podczas przeszukania spotkali swoją koleżankę.

Tak Kinga B. tłumaczyła się przed sądem

Oskarżona funkcjonariuszka do końca utrzymywała, że jej działania miały charakter służbowy. Twierdziła, że jako dzielnicowa regularnie wykonywała podobne sprawdzenia, a dane mężczyzny weryfikowała jeszcze zanim został jej partnerem.

Jej obrońca wnosił o uniewinnienie, ewentualnie o warunkowe umorzenie postępowania.

Prokuratura domagała się natomiast surowszego rozstrzygnięcia: sześciu miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu, grzywny oraz zakazu pracy w policji przez trzy lata. Sąd ostatecznie wybrał łagodniejszą dla niej karę.

„Sama sobie wymierzyła karę”

W uzasadnieniu decyzji sąd podkreślił, że oskarżona nie była wcześniej karana i cieszyła się dobrą opinią jako funkcjonariuszka. Wskazano również, że samo postępowanie karne osiągnęło swój cel.

Sąd ocenił, że była policjantka „sama sobie wymierzyła karę” – chodzi o konsekwencje społeczne: rozgłos, krytykę w sieci oraz publiczne upokorzenie, które – zdaniem sądu – będą miały trwały wpływ na życie policjantki.

Dziś Kinga B. studiuje pielęgniarstwo i pracuje dorywczo jako kelnerka w jednej z restauracji w Sandomierzu.

Czytaj też:
Policjant KGP pijany za kółkiem. Został zatrzymany na gorącym uczynku
Czytaj też:
Dramat w areszcie. Przeszedł zawał serca i wrócił za kratki. „Lekarze byli zszokowani”

Opracowała:
Źródło: Fakt / Echo Dnia