Czeski przewoźnik wycofuje się z Polski. „Coś tu się po prostu nie klei”

Czeski przewoźnik wycofuje się z Polski. „Coś tu się po prostu nie klei”

Dodano: 
Pociąg RegioJet
Pociąg RegioJet Źródło: Wprost / Marzena Tarkowska
Czeski przewoźnik RegioJet dość szybko poddał się w walce o nasz rynek i rezygnuje z podboju Polski. Ekspert Adrian Furgalski przyznaje, że dziwi go taka decyzja.

Czeska spółka RegioJet na polskim rynku zawitała we wrześniu 2025 roku. Jak się okazuje, wytrwała zaledwie kilka miesięcy. Już z końcem kwietnia wycofa się z obsługi krajowych tras, m.in. Kraków-Warszawa, Poznań-Warszawa czy Warszawa-Gdynia. Pozostanie jedynie przy połączeniach międzynarodowych, na przykład do Pragi.

RegioJet wycofuje się z Polski. „Cała ta sytuacja jest dość dziwna”

Jak wyjaśnia firma, podstawą do takiej decyzji był ograniczony dostęp do infrastruktury oraz presja cenowa, narzucona przez PKP Intercity. Czesi zapowiedzieli już, że zwrócą pasażerom pieniądze za bilety. Tłumaczenia nie przekonują jednak Adriana Furgalskiego. Prezes ZDG TOR i specjalista ds. transportu rozmawiał na ten temat z „Faktem”.

— Moim zdaniem cała ta sytuacja jest dość dziwna. Prezes RegioJet robi wokół tego sporo zamieszania. Firma przygotowywała się latami do wejścia na nasz rynek, a po kilku miesiącach się poddaje. Coś tu się po prostu nie klei — przyznał.

– Opowieści o tym, że gdziekolwiek wchodzi konkurencja, to ktoś sypie kwiaty przed pociągami — no nie, tak nie jest. Zawsze są jakieś tarcia, zawsze są blokady ze strony tych, którzy już działają na rynku. Tak było i będzie i trzeba to uwzględniać w biznesplanie – podkreślał.

Adrian Furgalski o decyzji RegioJet

Nie do końca przekonują go również argumenty podawane przez RegioJet. Według niego ograniczanie reklam czy sprzedaży biletów np. na Dworcu Centralnym to nie główna przyczyna wycofania się z rynku. Podobnie zresztą jak obniżenie cen.

– Przecież sam prezes RegioJet chwalił się wcześniej, że wszędzie, gdzie wchodzi, ceny spadają. To jest naturalny efekt konkurencji. Trudno mieć pretensje, że w Polsce zadziałało dokładnie tak samo – zauważał.

— Jeśli chodzi o zaplecze techniczne — owszem to trudny temat, ale skoro w jednym miejscu się nie dało go utworzyć, trzeba było szukać w czterech innych. To kosztuje, to wymaga czasu. To jest proces, a nie coś, co dzieje się od razu – przypominał Furgalski.

– Można podać przykład Leo Express, który spokojnie zwiększa ofertę na naszym rynku. Zatem da się. Są różne modele współpracy, choćby porozumienia dotyczące sytuacji awaryjnych, wzajemnego honorowania biletów — to wszystko da się wypracować. Dlatego trudno traktować te wszystkie podawane powody jako poważne – zwracał uwagę.

Czytaj też:
To dlatego RegioJet zamyka trasy w Polsce. „To piekło”
Czytaj też:
RegioJet rezygnuje z Polski. PKP odpowiada na zarzuty o dotacje