Szpital Wolski po odejściu kierowników SOR opublikował ogłoszenie o poszukiwaniu zastępstwa. Odpowiedział na nie Dawid Kacprzyk – podał Kanał Zero. Były radny KO został nawet wpuszczony na Szpitalny Oddział Ratunkowy. Członek zarządu placówki Elżbieta Lanc nie była w stanie wyjaśnić jak do tego doszło, skoro Kacprzyk nie wygrał jeszcze konkursu, a do tego jako młody lekarz bez specjalizacji nie miał prawa kierować SOR-em.
Dawid Kacprzyk chciał pracować na SOR w Szpitalu Wolskim. Są dwie wersje
Według jednej z wersji były radny Koalicji Obywatelskiej miał zostać zatrudniony razem ze specjalistą w zakresie ratownictwa medycznego. Ten lekarz miałby formalnie kierować Szpitalnym Oddziałem Ratunkowym, a Kacprzyk miał zajmować się kwestiami administracyjnymi. Okazało się jednak, że poprzednie kierownictwo SOR-u zgodziło się wrócić na stanowisko. Według jednej z opcji Kacprzyk miał fatalnie zaprezentować się przed pracownikami, którzy uznali, że nie chcą takiego przełożonego.
Druga wersja mówi, że lekarz zażądał zbyt wysokich pieniędzy. Niedługo później prezes Szpitala Wolskiego został odwołany ze stanowiska przez władze Warszawy. Powód nie jest znany. Robert Mazur i Kacprzyk nie odpowiedzieli na pytania. Pełnomocnikiem byłego radnego KO jest mec. Jacek Dubois. Adwokat w mediach społecznościowych poinformował o pozwaniu posła PiS, który nazwał jego klienta „dr Mengele”.
Pełnomocnik byłego radnego KO pozwie posła PiS
– Mamy człowieka, który działa jak dr Mengele Koalicji Obywatelskiej, którego nieudolność, brak specjalizacji i umiejętności lekarskiej mógł doprowadzić do śmierci, kilku, kilkunastu osób. Nikt z tym nic nie robi – powiedział Mariusz Krystian. Główny zainteresowany zamieścił oświadczenie. „Przepraszam za zbyt emocjonalne słowa w programie TV i wpis w mediach społecznościowych dotyczący dramatu do jakiego miało dochodzić w Warszawskim Szpitalu Południowym” – zaczął.
„Moje słowa były reakcją na ogromną bierność organów państwa w wyjaśnieniu tej sprawy. Wywołane były także emocjami związanymi z atakiem medialno-politycznym na lekarza, który odważył się ujawnić całą sprawę. Moje słowa odnosiły się do sytuacji, która miała mieć miejsce w tym szpitalu, a nie konkretnych osób. Z pokorą przyjąłem także upomnienie ze strony władz klubu” – podsumował polityk Prawa i Sprawiedliwości.
Czytaj też:
Zgrzyt w PiS po aferze szpitalnej. „Nie było wiedzy Nowogrodzkiej” Czytaj też:
Lekarze chcą zeznawać. Szef NIL wylicza: Zaniedbania, brak nadzoru, kompetencji
