Wyniki kontroli Krajowej Administracji Skarbowej w Instytucie Dziedzictwa Myśli Narodowej są bardzo poważne. Audyt wykazał, że w latach 2020-2023 instytucja niezgodnie z umowami lub bezcelowo wydała 39,7 mln zł z 42,2 mln zł publicznych środków. Instytut powstał w lutym 2020 roku. Nadzorował go ówczesny minister kultury Piotr Gliński, a jego dyrektorem został Jan Żaryn. Sprawozdanie z audytu liczy 257 stron.
Najwięcej pieniędzy pochłonęło muzeum, którego nie otwarto
Największe wydatki dotyczyły muzeum planowanego przy Instytucie. Według ustaleń WP ponad 17 mln zł przeznaczono na zakup nieruchomości pod siedzibę, a kolejne blisko 11 mln zł kosztowała adaptacja budynku.
Problem w tym, że muzeum ostatecznie nie powstało. Dodatkowe kontrowersje budzi fakt, że statut Instytutu uwzględniający muzeum minister Piotr Gliński zatwierdził dopiero pod koniec listopada 2023 roku, tuż przed końcem urzędowania.
KAS zakwestionowała też inne wydatki
Zastrzeżenia audytorów objęły również inne zakupy i projekty. Wśród nich znalazły się pamiątki oraz fortepian przypisywany Ignacemu Paderewskiemu. Jak wcześniej informowała Wirtualna Polska, nie dało się ich wiarygodnie powiązać z artystą, a teraz – według portalu – potwierdziła to także KAS.
Kolejne zarzuty dotyczą pieniędzy z Funduszu Patriotycznego. Audyt zakwestionował prawie 700 tys. zł przyznanych dotacji. Zastrzeżenia pojawiły się też wobec darowizny Fundacji Orlen – słowniki i encyklopedie ruchu narodowego, na które przeznaczono 300 tys. zł, nie powstały w terminie.
Instytut działa dziś pod inną nazwą
W czerwcu 2024 roku Instytut Dziedzictwa Myśli Narodowej zmienił nazwę na Instytut Myśli Politycznej im. Gabriela Narutowicza. Obecne kierownictwo uważa, że kupiony budynek nie nadawał się na potrzeby muzeum. Instytucja razem z Ministerstwem Kultury analizuje teraz możliwość zwrotu zakwestionowanych milionów. To oznacza, że skutki dawnej działalności mogą jeszcze długo obciążać publiczne finanse.
Czytaj też:
Fundacja ojca Rydzyka ze stratą ponad 5 mln zł. To nie koniec problemów Czytaj też:
Kolejna afera w systemie ochrony zdrowia. 26 tys. za godzinę. Arłukowicz: Uginają się nogi
