Były działacz PO zgotował jej piekło. „Albo wyjadę, albo zniszczy mi życie”

Były działacz PO zgotował jej piekło. „Albo wyjadę, albo zniszczy mi życie”

Dodano: 
Były działacz PO oskarżony o stalking
Były działacz PO oskarżony o stalking Źródło: Shutterstock / Fotophoto
Zmieniła pracę, wyprowadziła się i do dziś żyje w strachu. Kobieta opowiada o koszmarze, który miał jej zgotować były działacz PO.

Marta (imię zmienione – red.) przez wiele miesięcy nie mogła normalnie funkcjonować. Bała się wychodzić z domu, zmieniła pracę i miejsce zamieszkania, a do dziś sprawdza, czy w internecie nie pojawiły się kolejne wpisy na jej temat.

Kobieta jest jedną z osób pokrzywdzonych w sprawie Krzysztofa K., byłego działacza Platformy Obywatelskiej z Dolnego Śląska, przeciwko któremu do Sądu Rejonowego w Lubinie trafił akt oskarżenia.

Były działacz PO z aktem oskarżenia. Ofiara przerwała milczenie

Według śledczych mężczyzna miał przez blisko rok uporczywie nękać kobietę. Prokuratura zarzuca mu, że wysyłał obraźliwe wiadomości, publikował przerobione materiały z jej wizerunkiem, tworzył fałszywe profile i strony internetowe na jej dane, a także wydzwaniał i pojawiał się w pobliżu jej domu.

– To były dziesiątki wiadomości, codziennie. Obraźliwe, szantażujące. Były też maile. Generalnie wiadomości dostawałam z różnych komunikatorów, a jak już wszędzie go poblokowałam, to zdarzały się przelewy po jednym groszu z tytułem, w którym były wiadomości – opowiada Marta.

Kobieta poznała Krzysztofa K. podczas pracy w agencji medialnej. Jak wspomina, początkowo deklarował, że jest w niej zakochany, później miał przekonywać otoczenie, że są parą. Gdy go odrzuciła, sytuacja diametralnie się zmieniła. – Słyszałam, że albo wyjadę, albo zniszczy mi życie. Nie raz jak wyszłam z domu, to miałam poprzebijane opony – relacjonuje w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”.

Dolny Śląsk. Afera z udziałem byłego działacza PO

Przez długi czas kobieta nie zdecydowała się zgłosić sprawy organom ścigania. Obawiała się utraty pracy i tego, że nikt nie uwierzy w jej relację. – Najpierw poszłam do jego kolegów, siłą rzeczy partyjnych. Prosiłam o pomoc. Doskonale wiedzieli, jaki on jest. Od jednego z posłów PO usłyszałam, że musimy się pożegnać, jeśli chodzi o kwestię współpracy, bo jestem zbyt kontrowersyjna – wspomina.

Ostatecznie zawiadomiła policję i prokuraturę. Do dziś Marta zmaga się z konsekwencjami tamtych wydarzeń. Jak przyznaje, cierpi na zespół stresu pourazowego, przyjmuje leki i każdego dnia sprawdza stronę internetową prowadzoną przez oskarżonego, obawiając się kolejnych publikacji na swój temat.

– W zeszłym roku miałam tragiczną sytuację, umarł mój ojciec. W dniu pogrzebu, który organizowałam, oglądałam się za siebie, czy na pewno go nie ma. Czuję się strasznie – opowiada.

Były działacz PO przed sądem. Poważne zarzuty

Krzysztof K. został zawieszony w prawach członka PO, gdy pojawiły się informacje o oskarżeniu. Tymczasem w kwietniu 2026 r. dostał posadę w radzie nadzorczej jednej z komunalnych spółek. Sekretarzem gminy jest polityk, z którym K. wcześniej współpracował.

Kobieta nie ukrywa rozgoryczenia takim obrotem spraw. – Sam proces jest dla mnie bardzo upokarzający. Do tego słyszę, że jestem kontrowersyjna, a facet, który ma postawione zarzuty, dostaje nagrodę od swoich politycznych kolegów. To jest dla mnie policzek w twarz – podkreśla.

Krzysztof K. nie komentuje sprawy. Poinformował jedynie, że postępowanie zostało utajnione i dlatego nie będzie odnosił się do zarzutów. Zapewnił również, że nadal zamierza prowadzić swój portal internetowy i opisywać lokalną politykę.

Kolejna rozprawa została wyznaczona na wrzesień. Wyrok może zapaść jeszcze w tym roku.

Źródło: Gazeta Wyborcza