W marcu tego roku w badaniu SW Research dla „Wprost” szefowa MEN została uznana za najgorszą ministrę rządu Tuska. Nie jest to ocena bezpodstawna, bo Nowacka wywołuje swoimi poczynaniami ogromne kontrowersje.
Jej decyzje jak dotąd nie zaowocowały wieloma pozytywnymi skutkami w obszarze oświaty, choć kilka dobrych rozwiązań można wymienić, np. likwidację tzw. „godzin czarnkowych” (od nazwiska poprzedniego ministra edukacji Przemysława Czarnka), czyli godzin przeznaczonych na konsultacje z rodzicami lub uczniami. Korzystna dla nauczycieli jest też podwyżka nagród jubileuszowych z okazji 40 lat pracy i wprowadzenie nagród jubileuszowych z okazji 45 lat pracy.
– Tego oczekiwało środowisko i to są dobre posunięcia. Szkoda, że „godziny czarnkowe” zostały zniesione w czasie kampanii prezydenckiej, bo kontekst polityczny sam się narzuca – mówi łódzki poseł Marcin Józefaciuk, były nauczyciel i eksczłonek klubu Koalicji Obywatelskiej, który jest krytykiem MEN-u.
Słabość Tuska
Barbara Nowacka, mimo bardzo złej prasy, trwa na stanowisku szefowej MEN-u. A jeszcze przed kampanią parlamentarną 2015 r. była nieco zapomnianą działaczką kilku młodzieżówek, funkcjonującą na obrzeżach polityki.
– Z niebytu politycznego wyciągnął ją Janusz Palikot w 2015 r. Po prostu ogłosił, że to ona będzie twarzą kampanii parlamentarnej Zjednoczonej Lewicy, czyli porozumienia SLD i partii Palikota – opowiada polityk z obozu rządzącego.
Lewica wtedy nie weszła do Sejmu, ale to nie była wina Nowackiej, tylko faktu, że wyborcy wspólnego startu dwóch zaprzysięgłych wrogów – Leszka Millera i Janusza Palikota – nie kupili.
Później Nowacka założyła własną formację Inicjatywę Polską, dogadała się z PO, że ona i kilku jej współpracowników dostanie miejsca na listach do Sejmu i w ten sposób na dobre umościła się w polityce.
W PO postawiła na Rafała Trzaskowskiego. Chyba uwierzyła, że możliwa jest zmiana pokoleniowa i że to ludzie Trzaskowskiego są przyszłością Platformy Obywatelskiej. Jeździła na campusy, angażowała się w kampanie prezydenckie Trzaskowskiego, który po wyborach 2020 r. miał w partii bardzo silną pozycję. Do czasu, gdy Tusk wrócił z Brukseli na krajową scenę polityczną i przejął PO. Trzaskowski przez moment chciał mu rzucić wyzwanie, ale szybko się wycofał, jakby sam przestraszył się swojej śmiałości. Ale szef partii od tego czasu darzył go niechęcią – podbierał współpracowników, marginalizował politycznie. Na koniec przy Trzaskowskim pozostali już tylko Nowacka i Sławomir Nitras.
Mówiono, że Tusk szybko się z nimi rozprawi i rzeczywiście Nitras po ubiegłorocznych wyborach prezydenckich prawie zniknął z przestrzeni publicznej. Ale do Nowackiej premier ma chyba słabość.
Aktualne cyfrowe wydanie tygodnika dostępne jest w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App Store i Google Play.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Wprost.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
