„Żyję z piętnem zabójcy”. Kierowca, który potrącił Łukasza Litewkę, przerywa milczenie

„Żyję z piętnem zabójcy”. Kierowca, który potrącił Łukasza Litewkę, przerywa milczenie

Dodano: 
Pogrzeb Łukasza Litewki
Pogrzeb Łukasza Litewki Źródło: Flickr / Klub Lewicy, Zack Masternak
Poseł Łukasz Litewka zmarł po zderzeniu z samochodem. Sprawca wypadku po wielu miesiącach postanowił zabrać głos i opowiedzieć o zdarzeniu.

Poseł Łukasz Litewka 23 kwietnia jechał prawidłowo na rowerze, kiedy został śmiertelnie potrącony przez Sławomira K. Mężczyzna zjechał na przeciwległy pas ruchu, choć nie potrafi dziś wyjaśnić, jak do tego doszło. Przez długi czas unikał kontaktu z mediami. W końcu on i jego żona porozmawiali z „Faktem”.

To on potrącił Łukasza Litewkę. „Chyba stuknąłem faceta

— Mąż wstawał do pracy o czwartej rano. Tego dnia wstał tak jak zwykle, a po zmianie miał mnie odwieźć do pracy — wspominała pani Magdalena. Kiedy się spóźniał, zadzwoniła do niego. „Chyba stuknąłem faceta” – miał jej powiedzieć w trakcie tamtej rozmowy. 57-letni Sławomir początkowo nie wiedział, kogo potrącił.

— Gdy się ocknąłem po wypadku, widziałem tę osobę — opowiadał. — Otworzyłem oczy, gdy auto było w rowie. Byli jacyś ludzie wokół mnie, byłem strasznie roztrzęsiony, dygotałem cały, nie mogłem wykręcić numeru 112. Z tego wszystkiego telefon mi się zablokował. Ktoś zadzwonił i wezwał służby – relacjonował.

Sławomir K. przyznał, że nie wie, jak mogło dojść do takiego wypadku na prostej drodze. Wspomina, że przed wypadkiem od kilku dni był wyraźnie roztrzęsiony, bo obawiał się o utratę pracy. Umowę w firmie sprzątającej ulice miał tylko do końca kwietnia. Już wcześniej stracił pracę na poczcie, a jako magazynier wytrzymał tylko miesiąc. Z wykształcenia jest ekonomistą, ale obniżał swoje wymagania, by znaleźć zatrudnienie.

Sprawca wypadku, w którym zginął poseł Litewka: Żyję z piętnem zabójcy

Zapytany o opinię kolegi z pracy, że nie powinien mieć prawa jazdy, odpowiedział zdecydowanie. — To był złośliwy człowiek, nie dopowiedział, że pracodawca kazał mi jeździć dużym autem i wsiadłem za kółko po raz pierwszy i nie radziłem sobie — tłumaczył. Umowy ostatecznie mu nie przedłużono, od 4 miesięcy pozostaje bezrobotny. Nie krył, że denerwuje go to i dołuje.

— Sytuacja w zawieszeniu i czekanie czy pójdę do więzienia – mówił „Faktowi”. Przyznał, że ukojenie znajduje w codziennej modlitwie do ojca Pio, patrona spraw trudnych. Zastrzegł, że modli się za siebie, jak i za Łukasza Litewkę.

— Od początku przyznałem się, odpowiadałem na pytania prokuratora. Nie mataczę, nie było żadnego innego samochodu, tylko mój. Jak to było, sam nie wiem – mówił dziennikarzom. Skomentował też teorie spiskowe o zamachu na posła Litewkę, nazywając je absurdalnymi. — Szanowałem Łukasza Litewkę. Znałem go, bo kto go nie znał. Moja rodzina na niego głosowała. Dobry człowiek — zaznaczał.

— Żyję z piętnem zabójcy. Tak już zostanie, bardzo tego żałuję, co się stało – podsumował.

Czytaj też:
Bliscy chcą kontynuować dzieło Łukasza Litewki. Powstała fundacja
Czytaj też:
Partnerka Łukasza Litewki ogłosiła nową akcję. „Chcę mieć pewność”

Źródło: Fakt