Dochnal nie wierzy w winę Widackiego

Dochnal nie wierzy w winę Widackiego

Dodano:   /  Zmieniono: 2
Lobbysta Marek Dochnal ocenił przed stołecznym sądem, iż mało prawdopodobne jest, że prof. Jan Widacki w 2005 roku pośrednio wywierał na niego naciski odnośnie zeznań przed sejmową komisją śledczą ds. PKN Orlen.

Sąd Okręgowy w Warszawie kontynuował proces karny, w którym Widacki oskarżony jest m.in. o nakłanianie świadków do fałszywych zeznań. Jeden z zarzutów głosi, że Widacki w 2005 r. poprzez ówczesnego adwokata Dochnala - Ryszarda Kucińskiego - miał grozić lobbyście i nakłaniać go, aby nie zeznawał o Janie Kulczyku przed komisją śledczą ds. PKN Orlen. Widacki był przed komisją pełnomocnikiem Kulczyka.

"Nie wydaje mi się, żeby prof. Widacki mógł się w coś takiego zaangażować" - powiedział przed sądem zeznający w sprawie jako świadek Dochnal. Jak dodał, w jego opinii cała sprawa była celową intrygą.

Jak zaznaczył Dochnal, sprawa rzekomej propozycji Widackiego miała na celu "ustrzelenie dwóch ptaszków jednym śrutem". "Ktoś chciał zrobić krzywdę mnie a przy okazji Widackiemu lub odwrotnie" - zaznaczył.

Dochnal zeznał, że o propozycji dowiedział się podczas widzenia z Kucińskim, gdy przebywał w piotrkowskim areszcie. Wówczas Kuciński miał "podekscytowany przekazać szeptem", że otrzymał wyrażoną rzekomo przez Widackiego propozycję rezygnacji z przekazywania przed komisją śledczą informacji na temat Kulczyka. W zamian Widacki miał spowodować szybsze wyjście z aresztu Dochnala. W innym wypadku, jak zeznawał lobbysta, jego rodzinę miały spotkać "przykre rzeczy".

"Podszedłem do tego sceptycznie, entuzjazm Kucińskiego wydał mi się podejrzany" - powiedział Dochnal i zaznaczył, że nie wie jakie motywy mogły kierować Kucińskim. Cała rozmowa miała trwać około 20 minut.

Jak dodał Dochnal, gdy dowiedział się, że Kuciński działał nierzetelnie, wypowiedział mu pełnomocnictwo do obrony.

Również zeznająca w poniedziałek teściowa Dochnala, Barbara P., oceniła sytuację rzekomej propozycji Widackiego jako nieprawdopodobną. O tej propozycji Kuciński miał mówić także jej córce, czyli żonie Dochnala. "Wtedy wierzyliśmy we wszystko, obecnie, z perspektywy absolutnie nie wierzę w taką propozycję, wpłynęło na to nierzetelne postępowanie Kucińskiego" - zaznaczyła.

Widacki jeszcze w 2005 r. w oświadczeniu dla komisji śledczej pisał, że kategorycznie zaprzecza, aby w rozmowie z Kucińskim sugerował treść zeznań. W oświadczeniu dla mediów przed procesem Widacki zaprzeczył m.in. by za pośrednictwem mec. Kucińskiego nakłaniał do czegoś Dochnala. Zarzut uznał za absurdalny, bo lobbysta jako osoba podejrzana i tak mógł odmówić zeznań przed komisją. "Prawdą jest tylko to, że z Kucińskim przez chwilę rozmawiałem o sprawie Dochnala, gdy media ujawniły jego podsłuchy" - oświadczył Widacki. Przypomniał, że sam Dochnal potem mówił, że nie ufa Kucińskiemu, któremu zarzucał nawet współpracę z ABW (Kuciński odszedł już z palestry).

W stanowisku dla rady adwokackiej pisanym w 2005 r. także Kuciński zaprzeczał całej sprawie. "W trakcie rozmowy z panem mecenasem Janem Widackim nie padły stwierdzenia, które mogły by być interpretowane jako nakłanianie mojego mocodawcy (Marka Dochnala) do zmiany składanych zeznań lub wyjaśnień, lub jako nakłanianie do zatajenia prawdy" - napisał. Przed stołecznym sądem toczy się obecnie inna sprawa przeciw Dochnalowi z prywatnego aktu oskarżenia Kucińskiego.

W procesie przed warszawskim sądem okręgowym oprócz Widackiego na ławie oskarżonych zasiada pięć innych osób m.in. Krzysztof F., pseud. Bandzior, skazany na dożywocie za dwukrotne zabójstwo, i syn lidera gangu pruszkowskiego "Wańki" - Artur D. Widacki jest oskarżony także o to, że w 2003 r. przekazał żonie "Bandziora" grypsy z więzienia oraz że w 2004 r. nakłaniał Sławomira R., ps. Woźny (recydywistę odsiadującego 25 lat m.in. za zabójstwo i gwałt), do fałszywych zeznań i zdyskredytowania świadka koronnego, co miałoby być korzystne dla lidera grupy pruszkowskiej Mirosława D., "Malizny" - którego wtedy Widacki reprezentował jako adwokat.

Widacki do niczego się nie przyznaje i wskazuje na prokuraturę - kierowaną wówczas przez Zbigniewa Ziobrę i Jerzego Engelkinga - jako inicjatorów całego oskarżenia.

Zeznający przed sądem Dochnal do stycznia 2008 r. był aresztowany w związku z zarzutami m.in. korupcji i prania brudnych pieniędzy; spędził wówczas w areszcie 3,5 roku. Został ponownie aresztowany w sierpniu ubiegłego roku. Wraz z nim zatrzymano wtedy b. posła KPN i AWS Tomasza K., u którego znaleziono fałszywe litewskie dokumenty z wizerunkiem Dochnala. Obu zarzucono pomocnictwo w uzyskaniu fałszywych dokumentów, które miały ułatwić zwolnionemu z aresztu za poręczeniem lobbyście opuszczenie kraju. Dochnal opuścił areszt w lutym tego roku za poręczeniem majątkowym w wysokości 850 tys. dolarów. Lobbysta trafił pod dozór policji, ma też zakaz opuszczania miejsca pobytu i kraju oraz zatrzymany paszport.

Już wcześniej lobbysta został oskarżony o skorumpowanie b. posła SLD Andrzeja Pęczaka. W lipcu ub. roku przed sądem w Pabianicach ruszył proces w tej sprawie; prokuratura zarzuca mu wręczenie ponad 800 tys. zł łapówek Pęczakowi. Dochnalowi grozi do 12 lat więzienia. Inne postępowania, w których pojawia się nazwisko Dochnala, dotyczą m.in. prywatyzacji Cementowni Ożarów, Polskich Hut Stali oraz zamiarów prywatyzacji Rafinerii Gdańskiej.

pap, keb

 2

Czytaj także