Nie ma kasy na kastracje

Nie ma kasy na kastracje

Dodano:   /  Zmieniono: 3
Przepis o chemicznej kastracji pedofilów może stać się martwym prawem. Choć rozporządzenie w tej sprawie podpisał prezydent, nie ma ani ośrodków leczenia, ani pieniędzy na ich stworzenie. Do tego specjaliści poddają w wątpliwość skuteczność terapii – pisze „Dziennik”. Wszystko to na trzy tygodnie przed wejściem nowego prawa w życie.
Prezydent Lech Kaczyński podpisał pakiet ustaw wprowadzających tzw. chemiczną kastrację w listopadzie, ale od tej pory nie poczyniono żadnych przygotować do wprowadzenia przepisów w życie. Wciąż nie znaleziono miejsca dla specjalnego ośrodka diagnostycznego, który w zamyśle Ministerstwa Zdrowia jeszcze przed wypuszczeniem pedofila z więzienia decydowałby, gdzie i jak będzie on leczony. Resort proponował, by ośrodek ulokować w budynku Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie, jednak sprzeciwiły się temu władze dzielnicy. Teraz rozważane jest więc nowe miejsce: w Ośrodku Medycyny Sądowej w Gostyninie koło Płocka.

Gdzie leczyć pedofilów?

Brakuje także ośrodków leczenia pedofilów. Część poradni psychiatrycznych, które wyraziły zainteresowane leczeniem tego typu przestępców seksualnych, po protestach mieszkańców i krytycznych artykułach w lokalnej prasie, zaczęła się wycofywać. Właśnie z powodu ogromnej społecznej prof. Maria Beisert, która pomaga w stworzeniu poradni w Poznaniu, nie chce zdradzać jej adresu. - Te ośrodki są społeczeństwu konieczne, ale nikt nie chce ich mieć blisko siebie – mówi.
Ministerstwo Zdrowia otwarcie przyznaje, że wciąż nie potrafi sporządzić wykazu listy placówek, które będą leczyć pedofilów. Nie jest też w stanie ocenić, jakie będą koszty ich stworzenia oraz skąd zdobędzie na to pieniądze. Otwarcie dodaje również, że przygotowania do wprowadzenia ustawy w życie są wciąż na bardzo wczesnym etapie.

Kastracja to nie rozwiązanie

Problem nie dotyczy jednak tylko możliwości prowadzenia terapii, ale także jej skuteczności. Zdaniem części specjalistów  kastracja chemiczna nie rozwiązuje problemu przestępstw na tle seksualnym. - Pedofilia tkwi w głowie, a nie w męskim narządzie - mówi prof. Janusz Heitzman, kierownik Kliniki Psychiatrii Sądowej w warszawskim Instytucie Psychiatrii i Neurologii. Pedofil, którego zmusimy do brania leków, nie przestanie fantazjować na temat dzieci i dążyć do urzeczywistnienia tych fantazji. Może nawet po kryjomu wziąć lekarstwa o przeciwnym działaniu, np. zastrzyki z testosteronem – ostrzega.
Eksperci zgodnie podkreślają, że leczenie pedofilów to wielostronna terapia rozpisana na lata. Polega ona nie tylko na podawaniu przestępcom leków, ale także uczeniu ich, jak rozładowywać napięcie w sposób kontrolowany.

Przestępców seksualnych trzeba stale monitorować

Zdaniem profesora Heitzmana kastrowanie pedofili przypomina eliminowanie kradzieży poprzez ucinanie ręki złodziejowi. Profesor przypomina również, że nawet najskuteczniejsze terapie nie są w stanie całkowicie zahamować pedofilskich popędów: aż 20 procent "wyleczonych" osób wraca do dewiacyjnych zachowań. Dlatego konieczne jest stałe monitorowanie osób, które dopuściły się przestępstw na tle seksualnym. Jak jednak znaleźć na to pieniądze skoro brakuje ich nawet na mniej kosztowne elementy procesu terapii?

Dziennik, Łp



+
 3

Czytaj także