Kurski: Bielan zrobił z Tuska męża stanu

Kurski: Bielan zrobił z Tuska męża stanu

Dodano:   /  Zmieniono: 50
Jacek Kurski (fot. FORUM)
- Nie jestem PR-owcem. Nie jestem gościem od wciskania kitu, bo to dla kogoś o elementarnej etyce jest mimo wszystko odpychające. Muszę w coś wierzyć, żeby afirmować. To mnie różni od PR-u - przekonuje w rozmowie z "Polską The Times" Jacek Kurski. - Talent PR-owski to gadżet, niechciane hobby, uboczny wybryk natury. Ale najpierw musi być produkt, wartość, coś dobrego, żeby to opakować. Dobro polskiej prawicy wymaga reklamy. Samo się nie przebije - dodaje.
Kurski, który po odejściu Adama Bielana i Michała Kamińskiego z PiS ma zostać nowym spin-doktorem partii przypomina, że już raz ścierał się w wyborach z Bielanem i Kamińskim. - W 2004 roku to oni prowadzili kampanię PiS do Parlamentu Europejskiego, partii proeuropejskiej, ale wrażliwej narodowo, z pieniędzmi. A ja - kampanię LPR, czyli partii o wdzięku Romana Giertycha. I oni mieli 12,5 procent, a LPR 16! Czuję, że wtedy dopadł ich kompleks na moim punkcie. Gdy wtedy wróciłem do PiS, "Bielany" wpadły w obsesję rywalizacji ze mną na polu PR - stwierdza eurodeputowany PiS. Dodaje, że ceni Bielana i Kamińskiego za technikę i wyczucie rynku. Dodaje jednak, że obaj eurodeputowani "nie mają intuicji elektoratu PiS". - Ja mam - podkreśla.

Kurski przekonuje też, że Bielan i Kamiński są prawdziwymi architektami stowarzyszenia "Polska Jest Najważniejsza". - To oni są realnymi liderami. Kluzik jest dekoracją - twierdzi polityk. - Oni wiedzą, jak pozyskać finansowanie. Pozycja szefa frakcji w Parlamencie Europejskim, a ma taką Kamiński, daje olbrzymie możliwości - dodaje. Kurski podkreśla również, że Bielan i Kamiński "mają koneksje w mediach". - Na szczęście nie mają najważniejszego - charyzmatycznego przywództwa, co w zmediatyzowanej polityce bywa decydujące. Jak Joanna Kluzik czyta z kartki banały na konwencji PJN, to "Bielanów" muszą boleć zęby z rozpaczy - zauważa z przekąsem Kurski.

Zdaniem Kurskiego PJN będą wspierać dziś wszyscy ci, którzy nie chcą powrotu PiS do władzy. - Rozłam został uruchomiony, kiedy zrozumiano, że nawet z tak straszliwie dorobioną gębą PiS może wygrać wybory w końcu 2011 roku - przekonuje polityk. Dodaje, że "zawsze najsilniejsza partia opozycyjna wygrywa, gdy następuje zmęczenie materiału". Kto "uruchomił rozłam"? - Ci, którym oligarchiczny zestaw interesów w Polsce odpowiada - twierdzi polityk PiS.

Kurski stwierdza też, że gdy Bielan i Kamiński byli jeszcze w PiS "odnosił wrażenie, że nie są do końca suwerenni". - Niektóre ruchy i decyzje sprawiały wrażenie w oczywisty sposób obliczonych na to, żeby PiS nie wygrał wyborów - wspomina. O jakie decyzje chodzi? Kurski mówi m.in. o debacie Tuska z Kaczyńskim przed wyborami w 2007 roku, która "została narzucona przez Bielana". - To był absurdalny i radykalny zwrot przyjętej linii, która się sprawdzała. Rozmawiamy z Kwaśniewskim, a nie z Tuskiem, którego traktujemy jak jego pomocnika. To Tuska zabijało. Debata odwróciła niemal pewne zwycięstwo - uważa Kurski. - To Bielan stworzył Tuska zwycięzcę, Tuska męża stanu i nr 1 polskiej polityki, którym jest od tamtej debaty - obejrzanej przez 12 milionów ludzi - do dziś. Takich zagrań było więcej, również w innych kampaniach - dodaje.

"Polska The Times", arb

 50

Czytaj także