Kluzik-Rostkowska: prezydent dał sygnał, że nie jest zapleczem rządu

Kluzik-Rostkowska: prezydent dał sygnał, że nie jest zapleczem rządu

Dodano:   /  Zmieniono: 16
fot. Wprost
- Prezydent dał sygnał, że nie jest zapleczem rządu - w ten sposób przewodnicząca klubu PJN Joanna Kluzik-Rostkowska skomentowała decyzję Bronisława Komorowskiego o skierowaniu do TK ustawy o racjonalizacji zatrudnienia w państwowych jednostkach budżetowych.
Prezydent skierował w piątek do Trybunału Konstytucyjnego ustawę o racjonalizacji zatrudnienia w państwowych jednostkach budżetowych, zakładającą zwolnienie 10 proc. pracowników w latach 2011-13. Jest to pierwsza ustawa przygotowana przez rząd Donalda Tuska, której Bronisław Komorowski nie podpisał. - Jak najbardziej uważam, iż to, że prezydent się pochylił nad tą ustawą, jest cenne - powiedziała Kluzik-Rostkowska. Jak podkreśliła ustawa w formie, w jakiej wyszła z parlamentu, to "bubel". Jej zdaniem, większość parlamentarna w poczuciu, że "jak ktoś ma większość, to ma rację, nie słuchała opozycji". - W momencie, kiedy prezydent się pochyla nad tą ustawą, daje wyraźny sygnał, że nie jest zapleczem rządu"- oceniła posłanka.

Według niej, decyzja Komorowskiego ma także konsekwencje "wykraczające poza projekt tej ustawy" - oznacza, że w przypadku każdej następnej ustawy, która będzie budziła merytoryczne zastrzeżenia, większość parlamentarna zastanowi się nad uwagami opozycji. - Większość parlamentarna będzie się zastanawiała, czy te propozycje opozycji, znaki zapytania mają sens czy nie, a nie będzie bazowała na tym, że jak ma większość i może przegłosować wszystko, to po prostu to robi - zaznaczyła szefowa klubu PJN. Według niej piątkowa decyzja prezydenta oznacza chęć jego usamodzielnienia się. - Ale ja nie widzę w tym nic niedobrego, bo to nie jest próba usamodzielnienia się za wszelką cenę, szukanie pretekstu, tylko akurat w przypadku tej ustawy to ma sens - zaznaczyła posłanka. Jej zdaniem jedyną osobą, która może "czuć tu pewien dyskomfort", jest premier Donald Tusk. - Ale powiem tak - życzę każdemu premierowi takiego poczucia dyskomfortu, jeżeli to ma służyć temu, że polskie prawo stanowione w parlamencie będzie sensowniejsze - podkreśliła.

Jednak zdaniem Kluzik-Rostkowskiej konieczne jest ograniczenie zatrudnienia w administracji. - Tym bardziej, że w czasie rządów Donalda Tuska to zatrudnienie wzrosło o kilkadziesiąt tysięcy osób. Ta ustawa jest taką próbą przywrócenia tego, co było przed rządami Donalda Tuska. Natomiast uważam, że takie ślepe ścinanie o 10 proc. jest po prostu bezmyślne - oceniła. Według posłanki, już podczas prac nad ustawą było widać, że najcenniejsi, konkurencyjni urzędnicy, mogący szukać pracy poza administracją, "zaczęli się za taką pracą rozglądać, właśnie bojąc się, że ten ślepy nóż przycinający 10 proc. ich dotknie". - Uważam, że to powinno być zorganizowane zupełnie inaczej, na przykład na poziomie ministerialnym - mogę mówić, bo mam doświadczenie jako minister - tłumaczyła Kluzik-Rostkowska. Jej zdaniem dyrektor generalny powinien mieć do dyspozycji pulę pieniędzy przeznaczoną na politykę kadrową. - To on powinien decydować, ile ludzi ma pracować w ministerstwie, jakie mają być zarobki. Po to, żeby to było obiektywne - powiedziała posłanka PJN.

pap, ps

 16

Czytaj także