Dymisja łódzkiego komendanta

Dymisja łódzkiego komendanta

Dodano:   /  Zmieniono: 
Komendant miejski policji w Łodzi został odwołany, zarzut niedopełnienia obowiązków ma być też postawiony dowódcy konwoju oraz innym winnym ucieczki "Jędrzeja" z sądu.
"Komendant wojewódzki policji w Łodzi, w uzgodnieniu z  komendantem głównym, po zasięgnięciu opinii prezydenta miasta, odwołał w czwartek ze stanowiska komendanta miejskiego policji Wojciecha Wulkiewicza. Powodem odwołania jest niewłaściwy nadzór nad podległą jednostką" - poinformował rzecznik prasowy łódzkiej policji, podinspektor Jarosław Berger.

Jeszcze w środę na polecenie Komendanta Głównego Policji wszczęto postępowanie dyscyplinarne i zawieszono w czynnościach służbowych zastępcę naczelnika sekcji policji sądowej Komendy Miejskiej Policji w Łodzi oraz troje podległych mu funkcjonariuszy.

Do Łodzi została wydelegowana z KGP specjalna grupa inspekcyjna, która ma wyjaśnić wszystkie okoliczności zdarzenia, przede wszystkim osobistą odpowiedzialność za zaistniałą sytuację szefostwa Komendy Miejskiej, które nadzoruje organizację konwojów na terenie Łodzi.

Niezależnie od wewnętrznego dochodzenia policji, śledztwo prowadzi również wydział do  spraw przestępczości zorganizowanej Prokuratury Okręgowej w Łodzi, które ma ustalić okoliczności, w jakich doszło do ucieczki.

"W czwartek dowódca konwoju, odpowiedzialny za konwój i bezpieczeństwo w sądzie, będzie miał postawiony zarzut o niedopełnienie obowiązków przez funkcjonariusza publicznego. Grozi mu za to kara do trzech lat pozbawienia wolności" - poinformowała rzeczniczka Prokuratury Apelacyjnej w Łodzi Jolanta Badziak.

Zaznaczyła, że nie jest to jedyna osoba, której postawione zostaną zarzuty. "Wszystko jednak uzależnione będzie od otrzymania materiałów ze wstępnych ustaleń, które czyniła policja i służby wewnętrzne policji" - zastrzegła.

Krzysztof Jędrzejczak, ps. Jędrzej, jeden z głównych oskarżonych w procesie "łódzkiej ośmiornicy" zbiegł w środę podczas przerwy w rozprawie. Ucieczka miała miejsce korytarzu łączącym salę rozpraw z pomieszczenia w piwnicy budynku Sądu Okręgowego, gdzie przebywają oskarżeni doprowadzani z aresztu.

Wstępne ustalenia Inspektoratu Komendanta Wojewódzkiego Policji wykazały, że podczas konwojowania doszło do rażącego naruszenia szeregu przepisów. Przede wszystkim zbyt mała była liczba konwojujących. Dziewięciu oskarżonych pilnowanych było tylko przez sześciu funkcjonariuszy zarówno z policji sądowej, jak i oddziałów prewencji. Mimo że Jędrzejczak uznawany jest za groźnego przestępcę, wśród konwojujących nie było policjantów z kompanii antyterrorystycznej. W trakcie konwojowania nie założono mu także kajdanek.

W tej sytuacji oskarżony wyszedł przez drzwi jednego z pomieszczeń, które nie miały odpowiednich zabezpieczeń. Przedtem jednak zdążył się jeszcze przebrać; kamery zarejestrowały jak wychodzi z budynku w krótkich spodenkach. Ucieczkę zauważono dopiero po kilkunastu minutach.

Policja nie wyklucza, że ucieczka Jędrzejczaka była wcześniej przygotowana. Za zbiegiem rozesłano list gończy.

37-letni Krzysztof Jędrzejczak to - według prokuratury - jeden z członków zbrojnego ramienia mafii, "łódzkiej ośmiornicy". To właśnie jemu prokuratura zarzuca zlecenie zabójstwa jednego z bossów łódzkiego świata przestępczego Ireneusza J., ps. Gruby Irek oraz uprowadzenia biznesmenów.

Tzw. łódzka ośmiornica to grupa ujawniona przez organa ścigania w czerwcu 1999 roku. Według ustaleń prokuratury, mafia, której centrala znajdowała się w Łodzi, zajmowała się głównie przestępstwami gospodarczymi i podatkowymi, ale ma na swym koncie także rozboje, zabójstwa, napady i uprowadzenia. W wyniku działań "ośmiornicy" Skarb Państwa stracił co najmniej 300 mln zł.

em, pap