Warszawska prokuratura ma "uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa" w sprawie telewizyjnego "Teleranka", w którym zareklamowano porno-stronę w internecie.
Warszawska prokuratura ma zamiar wszcząć śledztwo w sprawie telewizyjnego "Teleranka" TVP, podczas którego gość - pan Maciej, ps. Ebo - namawiał do odwiedzania swojej strony w internecie, jak się okazało zawierającej obsceniczne treści homoseksualne.
"Materiały sprawy wpłynęły do nas w piątek. W najbliższym czasie zostanie wszczęte postępowanie przygotowawcze, bowiem zachodzi uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa" - powiedział Zbigniew Żelaźnicki, szef Prokuratury Rejonowej Warszawa-Mokotów.
Postępowanie zostanie wszczęte z artykułu 202 kodeksu karnego. Brzmi on: "Kto publicznie prezentuje treści pornograficzne, w taki sposób, że może to narzucić ich odbiór osobie, która sobie tego nie życzy, podlega karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku". Jeśli "prezentacja treści pornograficznych" następuje wobec osoby nie mającej 15 lat, to grozi za to kara dwóch lat więzienia.
Po nagłośnieniu sprawy przez "SuperExpress", zarząd TVP ukarał naganą dyrektora "Jedynki" Sławomira Zielińskiego za brak nadzoru w związku z emisją ostatniego "Teleranka". Stanowisko straciła też sekretarz redakcji dziecięcej, pracuje jednak nadal w telewizji jako dziennikarka. Pozostałe osoby - producent i autor audycji - odpowiedzialne za treść tej dziecięcej audycji otrzymały naganę z wpisaniem do akt.
"Perfidna promocja pornografii i pedofilii" - tak "Teleranek" oceniła Rady Etyki Mediów. Jej członkowie skrytykowali też wyjaśnienia w tej sprawie rzecznika TVP. Sformułowania używane przez rzecznika TVP Janusza Cieliszaka wskazują - według Rady - że "zapewne władze TVP nie poczuwają się do winy". Rada uważa, że Cieliszak używając takich określeń na usprawiedliwienie jak "wypadek przy pracy"", "nadużycie zaufania", "niezawiniony incydent" próbuje bagatelizować zdarzenie. W swoim stanowisku Rada Etyki Mediów dziwi się też, że TVP ukarała za feralny "Teleranek" tylko kilka osób, ale ani dyrektor programu, ani nikt inny nie poddał się do dymisji.
em, pap
"Materiały sprawy wpłynęły do nas w piątek. W najbliższym czasie zostanie wszczęte postępowanie przygotowawcze, bowiem zachodzi uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa" - powiedział Zbigniew Żelaźnicki, szef Prokuratury Rejonowej Warszawa-Mokotów.
Postępowanie zostanie wszczęte z artykułu 202 kodeksu karnego. Brzmi on: "Kto publicznie prezentuje treści pornograficzne, w taki sposób, że może to narzucić ich odbiór osobie, która sobie tego nie życzy, podlega karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku". Jeśli "prezentacja treści pornograficznych" następuje wobec osoby nie mającej 15 lat, to grozi za to kara dwóch lat więzienia.
Po nagłośnieniu sprawy przez "SuperExpress", zarząd TVP ukarał naganą dyrektora "Jedynki" Sławomira Zielińskiego za brak nadzoru w związku z emisją ostatniego "Teleranka". Stanowisko straciła też sekretarz redakcji dziecięcej, pracuje jednak nadal w telewizji jako dziennikarka. Pozostałe osoby - producent i autor audycji - odpowiedzialne za treść tej dziecięcej audycji otrzymały naganę z wpisaniem do akt.
"Perfidna promocja pornografii i pedofilii" - tak "Teleranek" oceniła Rady Etyki Mediów. Jej członkowie skrytykowali też wyjaśnienia w tej sprawie rzecznika TVP. Sformułowania używane przez rzecznika TVP Janusza Cieliszaka wskazują - według Rady - że "zapewne władze TVP nie poczuwają się do winy". Rada uważa, że Cieliszak używając takich określeń na usprawiedliwienie jak "wypadek przy pracy"", "nadużycie zaufania", "niezawiniony incydent" próbuje bagatelizować zdarzenie. W swoim stanowisku Rada Etyki Mediów dziwi się też, że TVP ukarała za feralny "Teleranek" tylko kilka osób, ale ani dyrektor programu, ani nikt inny nie poddał się do dymisji.
em, pap