Prezydencka partia nieszczęśliwych

Prezydencka partia nieszczęśliwych

Intelektualna konstrukcja bez przyszłości czy może plan na kilku politycznych zapleczach? Od paru tygodni od różnych polityków słyszymy o „partii prezydenckiej”.

Ostatni czwartek, w patio w Uficcio Primo w Warszawie trwa gala nagród Polskiej Rady Biznesu. Po imprezie Donald Tusk rozmawia z Grzegorzem Schetyną. Rozmowa nie jest długa. Pada propozycja rozegrania wspólnego meczu. Po co? – Donald ma dla Grzegorza tak zwaną propozycję ekspedycyjną – twierdzi współpracownik premiera. – Jaką? – dopytujemy. – Żeby Grześka wyekspediować gdzieś daleko. – Ale gdzie i po co? – Nie mogę zdradzić aż takich szczegółów.

A po co, to chyba oczywista oczywistość – brzmi odpowiedź. Inny wtajemniczony polityk PO twierdzi, że o to spotkanie poprosił właśnie były marszałek Sejmu i to on ma mieć jakiś plan na siebie. Co na to Schetyna? Przewodniczący sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych milczy. Ostatnio jednak jego głos narobił w Platformie zamieszania. Spotkanie z premierem ma miejsce tydzień po głośnym wywiadzie, jakiego udzielił „Rzeczpospolitej”: „W PO nie ma woli walki” – mówił w nim między innymi. Wśród zwolenników szefa rządu zostało to odczytane jednoznacznie jako nielojalność i próba rozliczeń wyborczych. Po co Schetynie na chwilę przed końcem kampanii takie wystąpienie? – Może doszedł do wniosku, że pora powiedzieć coś mocnego. Ale pospieszył się o jakieś dziesięć dni – uważa jeden z naszych rozmówców.

ETAPY MORDOWANIA KOLEGÓW

Wrocław. Biuro Grzegorza Schetyny przy ulicy Oławskiej. Ubiegły poniedziałek, trzy dni po ukazaniu się głośnego wywiadu. Na trzecim piętrze odbywają się spotkania niedawnego szefa regionu z najwierniejszymi żołnierzami. Nastroje są świetne. Przekaz jasny. Jaki? – Platforma przegra wybory, na Dolnym Śląsku będzie o jeden mandat mniej, a w całej Polsce nawet siedem mniej. Protasiewicza już nie ma, bo jest dla Donalda obciążeniem, na dodatek będzie miał zarzuty w niemieckiej prokuraturze. Nowym szefem regionu zostanie Zdrojewski, a Dutkiewicz będzie miał kłopoty w polskiej prokuraturze po spowodowaniu wypadku. Najwyższa Izba Kontroli szykuje masakryczny dla prezydenta miasta raport. Jednym słowem, wszystko się układa – opowiada jeden z uczestników.

– To po co ten wywiad? – Grzesiek wie, że zostanie zamordowany, więc nie ma powodów, aby milczał. Będzie mówił to, co myśli wielu polityków Platformy – podsumowuje współpracownik Schetyny. Jak mówią politycy PO, w Platformie można wskazać „kilka etapów mordowania kolegów”. – Grzesiek jest na końcówce drugiego etapu – przekonuje polityk PO. Pierwszym miała być marginalizacja. Drugim wycinanie jego ludzi w strukturach partyjnych i spółkach. – Ten etap jest już na ukończeniu. Trzecim będzie wykreślenie jego żołnierzy z list w wyborach samorządowych, czwartym wykreślenie Schetyny z list do parlamentu. Finito. Samo wyrzucanie go z PO nie ma już znaczenia. Taki lajf. Grzesiek o tym wie. Może liczyć jedynie na propozycję startu do Senatu albo na jakąś placówkę – tłumaczy zachowanie Schetyny jeden z jego ludzi.

PROJEKT PREZYDENCKI

Pojawia się jednak jeszcze inna teoria. Zgodnie z nią wystąpienie Schetyny może być wstępem do nowego projektu politycznego. Pod wodzą prezydenta. Robocza nazwa: partia prezydencka. Huczą o niej kuluary partyjne, sejmowe i prezydenckie: – Jeśli Gowin przegra wybory, to ludzie naturalnie skupią się wokół Schetyny z patronem w Pałacu Prezydenckim.

– Jak by to miało wyglądać? – pytamy. – Na początek luźna inicjatywa wokół Grześka, który musi się jakoś zinstytucjonalizować, potem zrobienie Komorowskiemu dobrej kampanii w wyborach prezydenckich, a na końcu błogosławieństwo wybranego właśnie prezydenta i szarża nowego ugrupowania w wyborach parlamentarnych. Brzmi jak political fiction i przez wielu naszych rozmówców w PO jest tak traktowane. A jednak o efemerycznym projekcie partii prezydenckiej słychać na politycznym zapleczu przynajmniej od kilku tygodni. W nieoficjalnych rozmowach mówią o takim scenariuszu niektórzy politycy Solidarnej Polski, partii Gowina, a także samej Platformy. Każdy oczywiście widziałby tam miejsce dla siebie.

Jednym z elementów tej układanki miało być przejście do Pałacu Prezydenckiego Ludwika Dorna. – Ma być sekretarzem stanu – usłyszeliśmy od dwóch polityków, którzy dobrze znają byłego marszałka. On sam pytany jednak przez kolegów z Solidarnej Polski, dla których taki scenariusz oznaczałby koniec istnienia klubu, miał zaprzeczać. Polityk prawicy: – To było dograne, ale okazało się, że Solidarna Polska mogłaby stracić wtedy klub w Sejmie, i temat został zawieszony. To byłby prezent dla PiS przed wyborami. Pałac reaguje jednak co najmniej zdziwieniem. – Nie wiem, skąd pojawił się ten pomysł – mówi nam współpracownik prezydenta. Choć przyznaje, że Dorn jest umówiony z Komorowskim na spotkanie.

Inicjatywa miała wyjść od polityka Solidarnej Polski. Pomysł na partię prezydencką współpracownicy Bronisława Komorowskiego nazywają bzdurą. – A po co mu to? Wałęsa chciał i kombinował. A Bronek już wie, że to by się mogło tylko źle skończyć – podsumowuje jeden z naszych rozmówców.

Dlaczego? – Wszystko wskazuje na to, że partnerem dla prezydenta po kolejnych wyborach parlamentarnych będzie dalej Tusk, może w koalicji z SLD. A Bronek jest po prostu mentalnie niezdolny do wystąpienia przeciwko Tuskowi i konfrontacji. Takie pomysły mogą więc mieć różni ludzie nieszczęśliwi, którzy chcieliby budować taki projekt. Zwłaszcza pokaleczeni przez Tuska – analizuje jeden z polityków bywających w pałacu. Choć nawet rozmówcy z otoczenia prezydenta robią zastrzeżenie: chyba że Platforma zaczęłaby radykalnie dołować w sondażach, a Prawo i Sprawiedliwość wystrzeliło w górę. Wtedy Komorowski mógłby przejąć inicjatywę. Jeden z polityków, który widziałby się w takim projekcie, uważa: – To może być pomysł na drugą kadencję prezydentury Komorowskiego.

BUDŻET TYPOWO WYBORCZY

Na razie jednak to raczej pałac obawia się ruchów ze strony otoczenia Tuska, zwłaszcza dwóch. Pierwszy to brak pieniędzy na kampanię. Wybory prezydenckie w 2015 r. mają się bowiem odbyć kilka miesięcy przed parlamentarnymi, a to oznacza, że PO będzie maksymalnie oszczędzać na kampanię partyjną. Druga obawa to z kolei właśnie skrócenie kadencji i przyspieszone wybory. Skąd taki pomysł? Jesień ubiegłego roku. Do prezydenta przyjeżdża ówczesny minister finansów Jacek Rostowski. Rozmowa dotyczy budżetu na 2014 r. – Komorowski zaczął wypytywać o ten budżet, dlaczego jest nastawiony na wydawanie pieniędzy, czyli typowo wyborczy. Zapytał, jak zamierza zaplanować wydatki na 2015 r., czyli rok realnych wyborów – relacjonuje rozmowę jeden z naszych rozmówców. – Rostowski stwierdził na to, że istotne będzie, co się wydarzy do 2015 r. I dodał, że realizuje dyspozycje premiera – dopowiada.

W pałacu miał zapanować popłoch. Czy to oznacza, że na przełomie lat 2014 i 2015 może dojść do politycznego przesilenia? Czy realny jest scenariusz przyspieszonych wyborów? – zastanawiali się współpracownicy prezydenta. Do tego stopnia, że Komorowski miał wprost zapytać o to Tuska. Odpowiedź, jak słyszymy, była niejednoznaczna. Jeszcze inny scenariusz, którego może się obawiać otoczenie Komorowskiego, to jednoczesne wybory prezydenckie i parlamentarne. Zgodnie z Kodeksem wyborczym z formalnoprawnego punktu widzenia to możliwe. „W razie zbiegu terminu wyborów do Sejmu i Senatu z wyborami Prezydenta Rzeczypospolitej wybory Prezydenta Rzeczypospolitej przeprowadzają komisje wyborcze powołane dla wyborów do Sejmu” – czytamy w art. 295.

– To mogłaby być całkiem kusząca propozycja. Dajemy Bronkowi kasę na kampanię i jedziemy na jego popularności. W końcu Bronek zrobiłby coś dla partii, a nie tylko dla siebie. Tyle że mamy kroki konstytucyjne. Rząd musiałby się podać do dymisji, a wtedy prezydent mógłby próbować stworzyć większość koalicyjną – podsumowuje współpracownik premiera. Jako hipotetyczna konstrukcja polityczna hasło ewentualnej „partii prezydenckiej” jest więc dla Komorowskiego wygodne. Ale gdyby Tusk poszedł na przyspieszone wybory, projekt każdej politycznej szarży ległby w gruzach. Nie byłoby nawet czasu na zrobienie kampanii. ■

Okładka tygodnika WPROST: 21/2014
Więcej możesz przeczytać w 21/2014 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0