Przed godz. 10 protestujący - około stu osób - podjęli decyzję o przejściu pod siedzibę NFZ we Wrocławiu. Gwiżdżąc i krzycząc, przeszli ulicami miasta i stanęli przed budynkiem NFZ.
"Walczymy o pieniądze. Za kwiecień otrzymaliśmy tylko połowę pensji, a za maj w ogóle" - powiedział Artur Sołtysik, lekarz ze Szpitala Kolejowego.
Przed budynkiem NFZ protestujący krzyczą: "Gdzie jest nasza kasa". Kilka osób trzyma w rękach puste plakaty. "Bo tak wyglądają nasze konta" - tłumaczą.
Ich przedstawiciele zostali zaproszeni na rozmowę z dyrekcją Funduszu, jednak niczego one nie zmieniły. Protestujący dowiedzieli się, że Fundusz nie ma wobec nich żadnych zobowiązań finansowych. Na konto szpitala we wtorek przelano tylko 300 tys. zł. Poinformowani o tym protestujący długo gwizdali i krzyczeli: "Skandal".
Do pikiety dołączyli pracownicy Państwowego Szpitala Klinicznego nr 1, w którym również wstrzymano zabiegi i odwiedziny chorych.
Protestujący z obu szpitali zapowiedzieli, że udadzą się pod Urząd Marszałkowski we Wrocławiu.
em, pap