Zazdrość po polsku

Zazdrość po polsku

Uzasadniona bądź urojona prowadzi do prawdziwych dramatów. Terapeuci ostrzegają, że zazdrość bywa tylko pretekstem do użycia przemocy.

Zazdrość była głównym motywem działania 57-latki z małej miejscowości pod Łodzią. Kobieta postanowiła okaleczyć męża, którego od dłuższego czasu podejrzewała o zdradę. Kiedy mąż w jeden z wrześniowych wieczorów wrócił do domu nietrzeźwy i zasnął, żona związała mu ręce i nogi sznurem, po czym żyletką wycięła jedno jądro. Pogotowie zaalarmował syn małżeństwa, który wrócił do domu i zobaczył ojca całego we krwi. Mężczyzna dopiero w szpitalu zorientował się, co się wydarzyło. Jego żona wycięty kawałek ciała po prostu spuściła w sedesie. Skruszony i okaleczony mężczyzna powiedział prokuratorowi, że nie chce, aby jego żona była ukarana za to, co się stało. Małżonkowie najprawdopodobniej jednak nie unikną wizyty w sądzie, bo spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu jest przestępstwem ściganym z urzędu.

BO CI ODGRYZĘ

Seksuolog prof. Zbigniew Izdebski podkreśla, że okaleczanie i zadawanie fizycznego bólu przez zazdrosnego partnera nie jest wcale rzadkością. Z jego obserwacji wynika, że w takich sytuacjach kobiety reagują bardziej emocjonalnie i sięgają po bardziej wyrafinowane środki przemocy. – Przychodzi do mnie mężczyzna i mówi, że ma problemy ze wzwodem, nie może uprawiać seksu. A potem w rozmowie wychodzi, że jego była partnerka, w zemście za zdradę, podczas seksu oralnego dotkliwie go ugryzła. Wystarczy porozmawiać z osobami pracującymi w izbach przyjęć; przypadki, kiedy kobieta próbuje uszkodzić narządy płciowe partnera, wcale nie są odosobnione – mówi profesor. Oczywiście mężczyźni również potrafią posunąć się daleko. Odsiadujący dożywocie 51-letni Zbigniew J. z Dęblina zdaniem sądu kierował się chorobliwą zazdrością. Zamordował nie tylko żonę, ale również syna i teściową.

To wprawdzie skrajny przypadek, jednak zazdrośnicy potrafią skutecznie zrujnować życie sobie i najbliższej osobie. Anna do piero niedawno zdołała odciąć się od przesz łości i chorobliwie zazdrosnego męża. – Pierwsze sygnały pojawiały się już na początku naszej znajomości. Złość o rozmowę z kolegą, niezadowolenie, kiedy zakładałam do pracy sukienkę. Bagatelizowałam jednak to wszystko... – mówi. Wspomina moment, kiedy kilka tygodni przed ślubem narzeczony ją uderzył. – Byliśmy na plaży. Szłam i nagle coś mi upadło w piasek. Pochyliłam się, aby to podnieść. On się wściekł. Za rękę wyciągnął mnie z plaży i zaczął szarpać. Nie wiedziałam, o co chodzi. Uważał, że specjalnie się pochyliłam przed mężczyznami, którzy odpoczywali obok na kocu. Byłam w szoku! – wspomina. Przeraziło ją zachowanie człowieka, który za chwilę miał zostać jej mężem. – Byłam gotowa od wołać ślub, ale on przepraszał mnie na ko lanach i błagał o wybaczenie – mówi. Przebaczyła i to był początek prawdziwego piekła. – Dwa lata mojego małżeństwa to niemal same przepłakane noce. Nie mogłam z nikim się spotkać, mąż odwoził mnie do pracy i odbierał z niej. Wiedziałam, że kontroluje mój telefon i pocztę, ale czułam się kompletnie bezsilna – opowiada. – Kiedy zaszłam w ciążę, zażądał testów DNA. Dla mnie to był początek końca. Coś we mnie pękło. Opowiedziałam o wszystkim mamie. Pół dnia ryczałam jej w rękaw. To ona powiedziała, że nie mogę w tym dłużej tkwić – opowiada. Anna nie donosiła ciąży. – Nie wiem, ile czasu zajmie mi pozbieranie się po tym wszystkim. I czy kiedykolwiek zaufam jeszcze jakiemuś mężczyźnie – mówi gorzko.

DLA ŚWIĘTEGO SPOKOJU

Prof. Izdebski ostrzega przed nieuzasadnioną zazdrością. – Znam mężczyznę, którego żona bezzasadnie podejrzewała o ciągłe romanse. I on dla świętego spokoju mówił wszystkim dookoła: z tą miałem romans, z tamtą. Czasem to działa jak samospełniająca się przepowiednia – mówi. Dodaje, że chorobliwa zazdrość nie ma żadnego związku ze statusem społecznym. Może dotknąć zarówno rolnika, jak i wykształconego lekarza czy profesora. Zazdrość bywa jednak uzasadniona, jak wynika z badań prof. Izdebskiego. Według jego ostatniego raportu na temat seksualności Polaków zdrady dopuszcza się 17 proc. kobiet i 28 proc. mężczyzn.

Nowym zjawiskiem są natomiast związ ki, w których partnerzy dają sobie przy zwolenie na pewną swobodę. Nawet na zdradę. – Ale pod warunkiem, że partner nie zaangażuje się emocjonalnie – mówi prof. Zbigniew Izdebski. Zauważył, że coraz większą popularnością cieszą się spotkania dla swingersów, czyli takie, podczas których uprawia się seks z różnymi partnerami. – Para idzie na takie spotkanie, niby obo je dają przyzwolenie na to, co będzie się działo, a potem jednak ta zazdrość się budzi – mówi. Czym różni się zazdrość kobiet i mężczyzn? – Mężczyźni częściej wykazują chęć posiadania kobiety na własność i potrafią wyrażać to w dosadny sposób, poprzez różne zakazy, na przykład robienia makijażu do pracy. Kobiety okazują to w bardziej zawoalowany sposób – uważa Izabella Cąpała, psycholog z ośrodka Sensum w Warszawie. Terapeuci na co dzień pracujący z parami zwracają uwagę na to, że niezależnie od płci osoby chorobliwie zazdrosne mają najczęściej niskie poczucie własnej wartości.

CO TRZECI NASTOLATEK

– Młode osoby często uważają, że zazdrość to normalne zachowanie, objaw uczucia. A powinien to być sygnał alarmowy, że w związku coś jest nie tak – mówi Alina Synakiewicz, pedagog i edukatorka seksualna z Grupy Edukatorów Seksualnych „Ponton”, gdzie zwracają się po pomoc nastolatki. – Zazdrość w młodzieńczych związkach przybiera różne formy, ale często jest to kontrola z wykorzystaniem nowych technologii i na przykład bezustanne nękanie SMS-ami lub czytanie czyichś prywatnych e-maili. Czasem też sprawca przemocy, bo w takiej sytuacji mówimy o przemocy psychicznej, narzuca ofierze, z kim ma się spotykać, jak długo, jak może się ubierać – wylicza. Edukatorki z Pontonu zapamiętały dziewczynkę, której zazdrosny chłopak nie pozwalał na wizyty u ginekologa.

– Według danych amerykańskich (brakuje polskich badań na ten temat) ponad jedna trzecia nastolatków deklaruje, że jest w relacji z osobą, która w każdej chwili chciałaby wiedzieć, co robią i z kim przebywają – mówi Synakiewicz. Edukatorzy kładą wtedy nacisk na asertywność. – Podkreślamy, że zdrowa relacja opiera się na wzajemnym szacunku i zaufaniu. Takich rozmów młodzieży bardzo brakuje. Przez kilka lat pracowałam w telefonie zaufania dla kobiet doświadczających przemocy domowej. Kobiety tkwiące w przemocowych związkach deklarowały, że gdy były nastolatkami, nikt im nie wyjaśnił, że manipulacja psychiczna, kontrola i chorobliwa zazdrość nie powinny mieć miejsca w zdrowym związku – tłumaczy.

PIES OGRODNIKA

– Nie należy stawiać znaku równości pomiędzy dwoma różnymi uczuciami, jakimi są zazdrość i zawiść – mówi dr Bogna Dowgiałło, socjolog emocji z Uniwersytetu Gdańskiego. – Zazdrość jest cechą bardziej aprobowaną. Nie jest wstydem powiedzieć, że czegoś komuś zazdrościmy albo że jesteśmy zazdrośni o bliską osobę, a zawiść jest uważana za uczucie haniebne, którego nie należy manifestować. Socjolożka zwraca uwagę, że to społeczne przyzwolenie na zazdrość ma też odzwierciedlenie w sferze językowej. – Istnieje czasownik „zazdrościć”. A czasownika od słowa „zawiść” nie ma – zauważa. Bogna Dowgiałło podkreśla, że zazdrość jest często wręcz uczuciem oczekiwanym, takim, które może mobilizować do podjęcia aktywności.

– A celem zawiści jest zniszczenie: ja tego nie mam, ale ty też nie będziesz miał – tłumaczy. Potocznie znamy to jako postawę psa ogrodnika. Martyna, 40-latka z Warszawy, niechętnie mówi o tym, co robiła po rozwodzie. – Dziś się tego strasznie wstydzę, ale wtedy nie mogłam się po prostu opanować... – mówi. Jest dziesięć lat po rozwodzie. Jej małżeństwo rozpadło się, bo zakochała się bez pamięci w koledze z pracy. – Wszystko było świetnie, dopóki mój mąż nie zaczął się spotykać z inną kobietą. Myślałam, że szlag mnie trafi! Niby nie byliśmy już razem, ale zazdrość mnie dosłownie zżerała – przyznaje. Martyna posunęła się do tego, że śledziła byłego męża. – Potrafiłam wparować z uśmiechem do knajpy, w której on właśnie był na randce ze swoją nową partnerką, i usiąść przy stoliku obok. Oczywiście ubierałam się wtedy wyzywająco, tak aby zwrócić na siebie uwagę – mówi. Pisała do byłego męża SMS-y. Nagle przypominało jej się, że powinien mieć jeszcze jakąś jej płytę i że właśnie jej potrzebuje. – Byłam żałosna w tym wszystkim... – nie kryje. – Wyrwał mnie z tego mój obecny partner, który szybko się zorientował, co się dzieje. Postawił mi ultimatum, że albo zapomnę o byłym mężu, albo koniec z nami. Podziałało jak zimny prysznic. Siedziałam zaryczana i zastanawiałam się, co ja właściwie takiego robię – wspomina.

SZPIEG DOMOWY

Zazdrość o partnera i chęć zdobycia niezbitych dowodów jego winy przekładają się na rosnące zainteresowanie ofertą sklepów z artykułami do szpiegowania. – Weryfikacja wierności partnera to jeden z głównych motywów wizyty klientów indywidualnych w naszych salonach sprzedaży – przyznaje Karolina Stankiewicz ze sklepu detektywistycznego. – Trudno jednak faktycznie ocenić, jaką część klientów stanowią, bo często jest to krępujący temat i nie zawsze ujawniają cel swoich zakupów – dodaje. Z obserwacji sprzedawców wynika, że zdecydowana większość klienteli to mężczyźni, choć Karolina Stankiewicz zaznacza, że od roku obserwuje wzrost popularności takiego sprzętu wśród pań.

Michał Pozdał, psychoterapeuta i seksuolog ze Szkoły Wyższej Psycholo gii Społecznej, podkreśla, że nowe technologie sprzyjają potęgowaniu zazdrości. – Telefony, internet, portale społecznościowe to miejsca, w których partner czy partnerka mogą utrzymywać kontakt z byłymi partnerami lub osobami, które im się kiedyś podobały. To może rodzić podejrzenia i zazdrość, a w efekcie chęć nieustannego kontrolowania – mówi. Wspomina, że na studiach uczył się o chorobliwej zazdrości. Mówiono wtedy o mężczyznach, którzy potrafią kontrolować bieliznę partnerki po przyjściu z pracy, sprawdzając, czy przypadkiem nie jest wilgotna, bo jeśli tak, to oznacza, że kobieta czymś się podnieciła. Studentom takie zachowanie wydawało się wtedy nieprawdopodobne. Dziś Pozdał spotyka się z podobnymi przypadkami w pracy. – Ale to już naprawdę jest choro ba – podkreśla.

– Zazdrość jest wpisana w relacje między dwojgiem ludzi. Problem jest wtedy, gdy staje się ona pretekstem do przemocy wobec partnera. Nie tylko tej fizycznej, ale i psychicznej – tłumaczy Izabella Cąpała. Podkreśla słowo „pretekst”. – Bo jeśli mężczyzna uderzy swoją partnerkę, jego problemem jest agresja i z nią powinien się przede wszystkim uporać. Nawet jeśli zazdrość była pretekstem rękoczynów – mówi. Terapeutka nie kryje, że zazdrośnikom też jest trudno i czasem oni sami podejmują próbę naprawienia związku, zwracając się o pomoc do specjalisty. Skuteczność terapii zależy jednak od wielu czynników i czasem najlepszym rozwiązaniem może okazać się rozstanie. �

Okładka tygodnika WPROST: 39/2014
Więcej możesz przeczytać w 39/2014 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 1
  • bez-nazwy IP
    Dobrze, że tekst mówi o zjawisku zazdrości, jednak momentami jest niemerytoryczny (np.wypowiedzi na temat swingersów). Żałuję, że nie ukazano w tekście podejścia do zazdrości np. osób poliamorycznych. Myślę, że to podejście ma szansę pomóc części osób, w tym takim, które decydują się na życie w diadzie (parze). Polecam dostępne w sieci debaty dotyczące zazdrości i seksu w poliamorii. Pozdrawiam i życzę, by zazdrość zamiast niszczyć - uczyła - może tego, że bardzo często stoi za nią strach, znajdujący swoją ekspresję w agresji, może tego - że jej przyczyny są w osobie zazdrosnej, jej odbiorze partnera/partnerki? Grzegorz Andrzejczyk-Bruno