Cycki polityczne

Cycki polityczne

Serca Polaków podbija burleska. To już coś więcej niż kabaret – roznegliżowani performerzy coraz częściej wykorzystują scenę do politycznych manifestów.

Betty Q, atrakcyjna brunetka o kobiecych kształtach, zaczyna tańczyć w wojskowym mundurze do amerykańskiej piosenki z czasów dugiej wojny światowej. Flirtuje z publicznością, regularnie puszczając do wpatrzonych w nią widzów oczko. Kręci biodrami, dotyka biustu, w końcu wyciąga schowane za podwiązką zdjęcie ukochanego i przykłada je do swojego łona. Wszystko w wojskowo-wojennej konwencji. Nagle muzyka cichnie, zasuwa się kurtyna, a zza niej dobiegają odgłosy strzałów oddawanych na froncie, regularnej wymiany ognia. Po chwili kurtyna znowu się rozsuwa i Betty Q po raz drugi pokazuje się widowni. Z pióropuszami w dłoniach, którymi z wdziękiem zakrywa prawie nagie ciało. Zamiast amerykańskiego szlagieru o wojnie towarzyszy jej „What a Wonderful World” Louisa Armstronga. Po kilkudziesięciu sekundach pokazu ściąga stanik i okazuje się, że jej piersi zakrywają już tylko czerwone nasutniki w kształcie serc, jeden z burleskowych atrybutów. Chwilę później z majtek wyciąga czerwoną szminkę. Poprawia nią usta i na brzuchu pisze słowo „make”. Finał pokazu jest równie zaskakujący. Gdy stringi spadają na ziemię, okazuje się, że czerwone, połyskujące serce przykrywa także wzgórek łonowy.

PAPIEŻYCA BURLESKI

Numer pt. „Make Love”, który warszawianka Betty Q zaprezentowała w ubiegłym roku na festiwalu burleski w Rzymie, przyniósł jej wygraną i tytuł papieżycy burleski. Za miesiąc w Berlinie chce go pokazać ponownie. W stolicy Niemiec odbywać się będzie cykliczna burleskowa impreza poświęcona tematyce rosyjskiej. Betty Q wymyśliła ten numerek, bo jest Żydówką-aktywistką i chciała się odnieść do sytuacji Izraela. „Numerek” – właśnie tak nazywa swoje występy najbardziej znana polska performerka burleski. Przekonuje, że można go też użyć w odniesieniu do Rosji. – Jego przesłanie jest ponadczasowe – podkreśla. Artystka nie boi się prowokacji. Nawet tych uchodzących za polityczne. – Samo pokazanie cycków jest politycznie zaangażowane. Bo pokazujemy coś, co jest tabu. Tyle że piersi stają się środkiem, a nie celem – wyjaśnia propagatorka burleski zaangażowanej. Polska burleska już jakiś czas temu przestała być alternatywą dla zajęć fitness, eleganckim striptizem czy pokazem tańca. Przynajmniej performerki i performerzy skupieni wokół Betty Q manifestują swój feminizm i wspierają środowiska LGBT, nie bojąc się wykorzystywać na scenie symbolu tęczy czy w charakterystyczny dla burleski ironiczny sposób odnajdując się w sytuacji politycznej. I tak w polskiej burlesce zaczyna dominować nurt zaangażowany.

SZTUKA NIEDOPOWIEDZEŃ

– Do niedawna, kiedy w Polsce padało hasło „burleska”, najczęściej mieliśmy na myśli filmy Charliego Chaplina. Bo w Europie kontynentalnej sztuka ta nie wiązała się z kobietami w trykotach, a później w negliżu, tylko z gatunkiem komicznym parodiującym kulturę wysoką i wypełnionym absurdalnymi gagami – tłumaczy Agata Łuksza, kulturoznawczyni i doktorantka w Instytucie Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego, która naukowo zajmuje się burleską.

Burleska, którą znamy dzisiaj, ma korzenie brytyjskie. W XIX w. zaczęła zyskiwać popularność w Anglii. Kobiety występowały jako bohaterowie męscy, bo dzięki temu mogły pokazywać nogi. Taka burleska została wyeksportowana do Stanów Zjednoczonych w latach 60. XIX w. Tam ciało kobiece coraz silniej eksponowano na scenie, aż w początkach XX w. półnagie kobiety stały się główną atrakcją teatrów burleskowych, które kwitły do lat 30. XX w., gdy ta gałąź sztuki została uznana za nieobyczajną i zesłana do podziemia. Czyli do nocnych klubów. Agata Łuksza zauważa jednak, że dziś mamy do czynienia z nową burleską. – Ten hybrydowy gatunek teatralny wyłonił się w latach 90. XX w. w nowojorskich i londyńskich klubach nocnych, zwłaszcza w lokalach o profilu fetyszystycznym, gejowskim, lesbijskim i transseksualnym. Znawcy tematu uważają jednak, że nowa burleska być może nie wyszłaby z kulturowego podziemia, gdyby nie sukces filmu „Moulin Rouge” z 2001 r., który zapoczątkował modę na burleskę w kinie, w muzyce i na wybiegach – mówi. Ekspertka podkreśla, że i burleskę z początku XX w., i tę nam współczesną cechują ironia, parodia i pastisz.

Do Polski dotarła zaledwie cztery lata temu. Jej pierwszy kurs odbył się 22 listopada 2010 r. Poprowadziła go Betty Q, dziś nazywana matką polskiej burleski. – Jestem instruktorką teatralną i instruktorką tańca. Do tego pedagożką. Po prostu metodycznie i pedagogicznie przygotowałam scenariusz zajęć i starałam się wcielać go w życie. Na pierwsze zajęcia przyszło kilka dziewczyn. Były przekonane, że to będzie kurs tańca. Faktycznie, pokazywałam im kroki, ale przemycałam też zadania aktorskie. Po miesiącu ukonstytuowała się pierwsza grupa, zaczęłyśmy myśleć o występach – wspomina.

COCO, CANDY, JUICY

Zorganizowanie show nie było wtedy proste. Polacy stawiali znak równości między burleską a tańcem na rurze, co dla kobiet parających się tą pierwszą było nie do zaakceptowania. Przełom nastąpił w 2012 r., gdy Betty Q zaproszono do TVN-owskiego show „Mam talent”. W programie burleskę pokazano jako dziedzinę sztuki, która pozwala kobietom na akceptację swojego ciała i swojej kobiecości. – Nowa burleska kwestionuje hegemonię kobiety manekina, czyli szczupłej, młodej, proporcjonalnie zbudowanej. Ciało normatywne okazuje się w nowej burlesce podejrzane – przyznaje Agata Łuksza.

Betty Q podkreśla dziś, że dzięki programowi dostała finansowego kopa. Pojawiło się wiele komercyjnych zleceń, dzięki którym zaczęła się utrzymywać już tylko z tego. – Mentalnego kopa dostało także całe środowisko, które wtedy w Polsce raczkowało. Dziś profesjonalnych performerek w Polsce jest kilka. W środowisku, oprócz najbardziej doświadczonej Betty Q, która występowała już m.in. w Berlinie, Londynie, Toronto, Amsterdamie, Rzymie, Sztokholmie, Pradze i Paryżu, liczą się Juicy Jane i Red Juliette. Ta ostatnia kilka dni temu wygrała londyński festiwal World Burlesque Games. Wśród najlepszych są też Pin Up Candy i Coco de Chocolat, która występuje sporo, ale nie komercjalizuje występów, burleska jest jedynie jej hobby. Poza nimi jest kilkanaście pretendentek, kobiet, które chciałyby móc pokazywać się szerszej publiczności. I cała masa kursantek, dla których burleska stała się sposobem na walkę z kompleksami. Bez wątpienia można mówić o prawdziwym boomie. Z roku na rok rośnie w Polsce liczba szkół tańca, które w swojej ofercie mają ten rodzaj sztuki.

– Kobiety, które przychodzą do mnie na zajęcia, najczęściej mają więcej niż 26 lat. Większość jest starsza ode mnie – mówi Betty Q, która swoim podopiecznym chce przede wszystkim pokazać, że mogą być kobiece i silne jednocześnie. – Bo dziewczyny są przekonywane o tym, że będą uchodziły za silne, jeśli będą męskie. A to błąd! – dodaje. Agata Łuksza podkreśla zaś, że ten rodzaj tańca świetnie nadaje się do poruszania problematyki płci. Dlaczego? Bo operuje ciałem na scenie, koncentruje się na nim i pozwala stawiać pytania o rolę ciała w definiowaniu płci.

MĘSKA KOŃCÓWKA

Właśnie dlatego Betty Q – poza tym, że uczy Polki akceptacji siebie – ma także inne misje. Ostatnio postanowiła przygotować pierwszy w Polsce pokaz boyleski, czyli burleski w wykonaniu mężczyzn. Po co? By zacząć oswajać ludzi także z widokiem męskiego ciała. – W czasie przedstawienia proszę widzów, by wyobrazili sobie, że wchodzą do kiosku z gazetami. Po jednej stronie jest ściana z magazynami dla pań. Po drugiej – z pismami dla panów. Po jednej stronie na okładkach są panie. A co jest na okładkach pism męskich? Też kobiety – mówi. Jej zdaniem kobiece ciało jest dla Polaków łatwiejsze do przełknięcia. Jesteśmy do niego przyzwyczajeni, nawet jeśli jest to ciało niezgodne ze współczesnymi ideałami piękna.

– Dziewczynie łatwiej jest zrobić dobry numer burleskowy, bo z założenia jest słodka, a dla widowni to normalne, że ona może być sexy. Nawet jeśli jest trochę wyższa czy za niska, czy ma biust, czy go nie ma. Mężczyzna musi wyszukać powód, dla którego ma się znaleźć na scenie. Bo w burlesce nie o samo pokazywanie nagiego ciała chodzi – dodaje. Betty Q przyznaje, że granica nagości jest bardzo umowna i zależy od artysty. Ale zasada jest jedna: nie pokazuje się genitaliów. – Na świecie jest sporo performerów, którzy rozbierają się do naga, ale sedna widz i tak nie zobaczy – mówi. Żądni męskich ciał widzowie mogą iść na pokaz chippendalesów czy po prostu striptizerów. Bo oni wpisują się w założenia idealnego ciała i dążą do tego, by ich seksualność nie podlegała dyskusjom. – I dlatego kiedy oglądasz numer striptizera, prawdopodobnie nic cię nie zaskoczy. A w burlesce liczy się fabuła, zaskakująca pointa. Dreszczyk emocji towarzyszący zastanawianiu się nad tym, dlaczego to nas pociąga.

Powód, by pojawić się na boyleskowej scenie, na razie znalazło pięciu mężczyzn. Wśród nich jest performer, który poszukiwał nowych możliwości zaistnienia, drag queen chcąca wystąpić w męskiej roli i aktor. Jest też Gladky Adaś, kulturoznawca, który pracuje w warszawskim Teatrze Druga Strefa i określa siebie jako feministę i fana burleski. Gdy w teatrze zrodził się pomysł, by w burleskę zaangażować mężczyzn, jego udział w show był oczywisty. – Miałem numerek solowy, traktujący o micie cudownej atletycznej sylwetki, której nigdy nie osiągnę, bo jestem bardzo szczupły. Na scenie wykonywałem ćwiczenia, wysiłek fizyczny sprawiał, że robiło mi się coraz cieplej. W końcu musiałem zrzucić ubrania. Wtedy zgasły reflektory, zapalono jedynie lampę ultrafioletową, a ta swym światłem wyeksponowała namalowane na moim ciele mięśnie – opowiada performer, który uważa, że dzięki pokazaniu nagiego męskiego ciała nadawana jest podmiotowość ciału kobiecemu . – Jeszcze siedem lat temu w recenzenzji sztuk teatralnych po premierach próbowano dociec, czy nagość męska w danym przedstawieniu była uzasadniona, czy nie. Nad nagością kobiecą nikt się nie zastanawiał – mówi.

W czasie premiery boyleski na widowni warszawskiego Teatru Druga Strefa zasiadł komplet. Już planowane są kolejne przedstawienia, bo o show dopytują się także inne miasta. – Po premierze poprosiłam widownię, by zawiadomiła prawicowe media o tym, co się wydarzyło na scenie – żartuje Betty Q. Swój efekt osiągnęła, bo już mówi się o homolobby, które opanowało burleskę. Gladky Adaś nie ma nic przeciwko temu, że boyleska kojarzy się ludziom z homoerotyzmem. – Biały orzeł, który w czasie występu dyrektora teatru Mastera Bee, czyli Sylwestra Biragi, zmienia się w tęczowego, jest wyrazem tych powiązań – podkreśla.

GEJE KOCHAJĄ BURLESKĘ

Prekursorka polskiej burleski swój sukces tłumaczy tym, że pokazuje ciała, które uważa za fajne, które mają w sobie jakąś siłę. – Pokazuję ludzi, którzy akceptują siebie i epatują tym. Najważniejsza jest osobowość sceniczna. Ja sama mam 150 cm wzrostu, mam brzuch, moje ciało może uchodzić za grube. Ale to właśnie dlatego po spektaklach ludzie często podchodzą do mnie i mówią, że są oszukiwani, omamiani narzucanym odgórnie pojęciem atrakcyjności, a tak naprawdę kręci ich coś innego. To, co ja im pokazuję – mówi. I z tego samego powodu na burleskę przychodzą głównie kobiety. – Panie stanowią zazwyczaj około 70 proc. oglądających – dorzuca Agata Łuksza. I zauważa, że najbardziejzaangażowane widzki przebierają się na spektakle zgodnie z obowiązującą na każdym burleskowym wydarzeniu zasadą: dress to impress, czyli ubierz się tak, aby zrobić wrażenie – wyjaśnia ekspertka. Dominację kobiet na widowni Betty Q tłumaczy tak: – U facetów rodzi się dysonans poznawczy, gdy widzą dziewczynę, która nie wygląda jak wygładzona pani z okładki, a mimo wszystko im się podoba.

A że geje takiego dysonansu mieć nie mogą, jest ich na przedstawieniach sporo. Zdaniem Betty Q wynika to z faktu, że w burlesce jest dużo refleksji nad ciałem. – Oglądając burleskę, uświadamiają sobie, że rozmyślania na tematy seksualne dotyczą nie tylko ich. Że jeszcze gdzieś w sztuce ktoś poświęca im uwagę – tłumaczy. I dorzuca, że jest jeszcze jeden argument za gejowską publicznością w czasie burleskowych show. – Burleska daje im możliwość cieszenia się brokatem i glamem.

BURLESKA JEST POLITYCZNA

Kilka tygodni temu Betty Q zorganizowała Festiwal Polskiej Piosenki Burleskowej. I właśnie na festiwalu jej uczennica i zarazem jedna z najlepszych performerek w PolsceJuicy Jane pokazała numer poświęcony Władimirowi Putinowi. Oprawiony w ramkę portret prezydenta Rosji postawiono na scenie. A półnaga artystka tańczyła do piosenki Violetty Villas pt. „Dla ciebie, miły”. Jako rekwizyty posłużyły jej jabłka i papryki. Publiczność szalała, choć dziś artystki przyznają, że przed premierą bały się negatywnych reakcji. Dzięki scenicznej bezkompromisowości Betty Q znalazła się wśród twórców warszawskiej grupy kabaretowo-teatralnej Pożar w Burdelu i regularnie pokazuje swoje show. Za kilka tygodni będzie się starała podbić Paris Burlesque Festival. Tym bardziej że paryskiej imprezie przyświeca w tym roku hasło „Burlesque is politic”. A Betty Q wie o tym doskonale. �

Okładka tygodnika WPROST: 45/2014
Więcej możesz przeczytać w 45/2014 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0