Polski syf i folklor

Polski syf i folklor

Rozmowa Pawła Grasia z Jackiem Krawcem.

6 lutego w restauracji Sowa & Przyjaciele odbywa się głośna impreza urodzinowa wicepremier Elżbiety Bieńkowskiej. Dwa dni później w tym samym miejscu jeden z uczestników imprezy minister Paweł Graś spotka się z prezesem Orlenu Jackiem Krawcem. Kelner wspomina, że przed restauracją ekipa Superstacji kręci materiał: „Wspomnienia imprezy przedwczorajszej”. – Ja pierdolę! – wyrywa się najbliższemu współpracownikowi premiera.

Z nagrania wynika, że rozmowa Grasia z Krawcem ma charakter rutynowo-towarzyski. Taka wzajemna wymiana poglądów na aktualne tematy. Panowie są w bardzo dobrych relacjach. Prezes Orlenu ma konkretną sprawę: na 12 września planuje koncert z udziałem U2 i wystąpił do premiera o patronat. Interesuje go też aktualna sytuacja polityczna w Platformie. Graś opowiada mu, jakie są polityczne cele Tuska. Krawiec sonduje, czy możliwy jest scenariusz, że Tusk obejmie wysokie stanowisko w Komisji Europejskiej. Minister nie zaprzecza, choć przyznaje, że premier się opiera. I dodaje, że teoretycznie, gdyby premier objął tekę wysokiego komisarza albo szefa Rady Europejskiej, mógłby dalej kierować partią. – Tylko jak by to wyglądało! – martwi się. Krawiec jest przekonany, że Platforma nie wygra wyborów w 2015 r. Graś liczy, że się to uda. To zresztą główny cel Tuska. Tymczasem, zdaniem Grasia, pozytywny dla PO wynik wyborów może zależeć właśnie od tego, czy Tusk zdecyduje się na europejski awans. Przyznaje, że rozmawiał już nawet z premierem o ewentualnych następcach Tuska, którzy mogliby go zastąpić w kraju.

JK: Te wybory w europarlamencie są teraz 25 maja? A potem wybierają tych szefów komisji? Czy jak to jest? Kiedy się kończy kadencja Barroso itd.? PG: Chyba formalnie na jesieni, ale to de facto powinno się wszystko rozstrzygać w czerwcu. JK: I Donald nie chce? PG: Nie chce bardzo, ale wszyscy mu tłuką, żeby, wiesz, albo na szefa komisji, albo na Van Rompuya, szefa Rady Europejskiej. JK: Jest to kuszące, ale ryzykowne chyba trochę, bo po czterech latach tam to już chyba (odejdzie – red.) na zawsze z polskiej polityki. Bo co on tu może jeszcze więcej zrobić? PG: Chyba, że wiesz, wraca na prezydenta. JK: No to też jest jakaś opcja fajna. PG: Przy jego sposobie funkcjonowania […]. JK: Jeżeli jest taka opcja pogodzenia tego i trzymania tutaj cały czas partii i spraw wszystkich w ręku to tak, chyba że pójdziesz tam i tu się to wszystko rozjebie, to wtedy się trzeba zastanowić. PG: Nie widzę, kim by to można było utrzymać, bo już Grzegorz [Schetyna – red.] to na pewno nie, w ogóle na to nie ma szans.

Zresztą to widać po tym Dolnym Ślasku, jak tam, kurwa, ludzie odetchnęli stary, jakby się z kolan podnieśli, jakby ich z jakiejś, kurwa, niewoli egipskiej wyprowadzić, tak ich wszystkich tam terroryzował, za mordę trzymał, że teraz nawet jego zwolennicy oddychają z ulgą, że się skończyło, jak się skończyło.

JK: Wiesz, takich chętnych, żeby to wszystko wziąć, to by się pewnie znalazło, tylko pytanie, czy on by chciał, kurwa. PG: Tylko żaden nie ma na to papierów, więc na razie, wiesz, mieliśmy długą rozmowę na ten temat. JK: Ciężka decyzja, mówię, bardzo kusząca, bo to jednak idziesz w zupełnie inną orbitę, odseparowujesz się od tego wszystkiego, od tego syfu, kurwa, jesteś dużym misiem, odseparowujesz się od tego folkloru, od tego syfu. Tak naprawdę pytanie jest o motywację, można mieć w życiu różne motywacje, można trzy kadencję premierem [być – red.]. PG: On ma motywację najważniejszą, czyli wygrać wybory w 2015. JK: To jest nie do zrobienia. PG: Pytanie, czy taka decyzja zaszkodzi, czy pomoże? JK: A to by mogło pomóc mu? PG: Różnie, wiesz, to jest Polska, nigdy nie wiesz, jak ludzie co ocenią, czy powiedzą dobra, super, kurde, świetnie dla Polski, rewelacja, dobrze się stało, niech pan dzielnie walczy o Polskę, czy powiedzą zdradził, uciekł, poszedł na kasę. Z drugiej strony, jak nie będzie, a będzie wiadomo, że była szansa, to powiedzą, że skandal, bo taką szansę Polska miała i jak mogliście dopuścić, żeby ją stracić?

JK: A jakby tam poszedł, to musi się zrzec szefostwa partii formalnie? Musi, tak? PG: Niby faktycznie nie, bo jak go docisnąłem, kurde, akurat przedwczoraj mieliśmy taką długą rozmowę. Gdzie jest to napisane, że nie może być? Chyba nie jest to nigdzie zapisane, napisane, ale jakby to wyglądało? […] JK: To się nie da podjąć takiej decyzji, trzeba się przygotować na rożne warianty. [...] JK: Oczywiście, wolałbym, żeby nie poszedł ze swoich osobistych pobudek, ale jakbym był nim, to tak 60/40, żebym chciał pójść. To jest jednak duża rzecz, inna liga. PG: Ta, inna liga. JK: Ryzyko jest takie, że przepierdoli Platforma wybory, przyjdą te oszołomy, kurwa, i zrobią tu, kurwa, kocioł taki, że wszyscy będą mieli… wiesz.

Cameron i Tusk

Panowie kontynuują rozmowy na tematy międzynarodowe. Schodzi na Davida Camerona, premiera Wielkiej Brytanii. W czasie kampanii wyborczej na Wyspach szef rządu ogłosił propozycję zaostrzenia polityki imigracyjnej wobec nowych emigrantów z Unii. Utrudniałyby one dostęp do świadczeń i ułatwiały deportację.

JK: Co oni pierdolą z tymi Polakami, z tymi zasiłkami? On mi się wydaje taki rozsądny gość, ja jestem w tej europejskiej radzie [prawdopodobnie chodzi o Europejskie Forum Nowych Idei, w którego radzie zasiada Krawiec – red.] […] jak była sesja w Londynie, to się z nim spotkałem, sensownie gada. PG: Bezmyślne, pewnie podsunięte, gdzieś tam przez ichniego Igora [Ostachowicza, spin doktora rządu – red.], pewnie z jakichś badań gdzieś tam ich wynikało, nie przemyślał konsekwencji, głupie to było, wiesz, Donald z nim od razu rozmawiał przez telefon, więc go opierdolił tak, kurwa, że szkoda, że tej rozmowy nie nagraliśmy, kurwa, go tak zjebał. JK: No i słusznie.

Bartłomiej uczy się życia

Następnie rozmowa schodzi na temat Bartłomieja Sienkiewicza, ministra spraw wewnętrznych.

JK: A jak tam Bartłomiej, jeszcze cię zapytam? PG: Uczy się życia, wiesz. Myślał, że, jak to Donald mówi, sobie przyjdzie i stanie, kurwa, w tej apaszce z papieroskiem i będzie

OK. I będzie nam mówił, jak ma być, bo on wie najlepiej, to teraz, kurwa, się i skończyło.

JK: [żartobliwie] Mówię tam kiedyś do niego, kurwa, Bartek, co z tym Trynkiewiczem? Mówię, że najlepiej, to by było go zabić, kurwa, tylko się nie da, ale chyba go tam sąd przyskrzyni? PG: No mam nadzieję, tak, zresztą tam jakiś wniosek wpłynął, żeby go w ogóle nie wypuszczać z wiezienia. […] Formalnie powinien się stać wolnym człowiekiem, wiesz, odsiedział karę za przestępstwo, ale no jest naciągana ta cała ustawa. JK: Ale wiesz, obrońcy, kurwa, praw człowieka mogą się w dupę pocałować, bo naród jest generalnie za tym, żeby bestia siedziała. PG: Zwłaszcza że on mówi wprost, że wróci z powrotem. Że ma jedną możliwość na 50 lat, żeby się zaspokoić i pójść w pierwszą bramę i pierdolnąć dziecko. JK: Żadnej jednostki chorobowej nie ma? PG: No więc dokładnie tak, to jest też problem, jest w tym wąskim niebezpiecznym gardle, że nie wiadomo, co z gościem zrobić… JK: No mam nadzieję, że się Bartkowi uda, bo jak on wyjdzie, to będziecie mieli przejebane, a on najbardziej. PG: Myślę, że nie ma takiej możliwości, żeby w ogóle wyszedł.

Dziwne werdykty prokuratury

Po chwili panowie rozmawiają o planowanym koncercie U2 na Stadionie Narodowym, a także o tygodniku „W Sieci”.

JK: Mówił ci Igor o takim pomyśle, co mamy na 12 września? PG: 12 września? JK: Ta, bo 4 czerwca to obsadza rozumiem Bronek, te wszystkie obchody, jakichś tam koncert Rolling Stonesów chce według najnowszych moich informacji. Tylko kasy szukają, oczywiście. To Owsiak organizuje, chce ściągnąć kasę od spółek […], 30 baniek, nie? Więc [jest – red.] taki pomysł, żeby zrobić taką konferencję połączoną jakby z programem artystycznym. Zasięgnęliśmy języka, myśleliśmy o tym, żeby wyjść z tym za granicę, ale rozmawiałem z Igorem i Bartkiem, U2 chciało zagrać bez honorarium, tylko za pokrycie kosztów, ale w Berlinie. Myśleliśmy, żeby zrobić to pod patronatem Donalda i Merkel, ale chłopaki mówią, że to się będzie kojarzyło z murem berlińskim i chujowo znowu wyjdzie itd. Więc teraz nie 4 czerwca, żeby nie robić tłoku, tylko 12 września, bo podobno wtedy Donald rozda nagrody rocznicowe. No i pytamy się tych z U2, czy by nie przyjechali do Warszawy zagrać.

PG: Oż, kurwa. JK: Też bez honorarium, ale za pokrycie kosztów. To też będzie z 1 mln dolarów, ale byśmy to wzięli na klatę. Dzisiaj wysłałem do Donalda list w tej sprawie. Nigdy nie było U2 w Polsce, ten Bono jest taki bardzo społecznik, więc może chcieć uczestniczyć w czymś takim. Ciekawe, co nam odpowiedzą, bo oni mieli Berlin w trasie, a nie Warszawę. Żeby to nie był sam koncert, jakąś konferencję [zrobimy – red.], taką ku czci, że to 25 lat i co dalej, Europo czy Polsko. I tam proszę go o patronat nad tym przedsięwzięciem. Więc jakbyś mu powiedział, bo tam nie jest napisane, że to chodzi o U2, bo nie chciałem, żeby się to rozlało. A czekamy na odpowiedź od U2. Jakby to wypaliło, to byłaby fajna impreza, koncert niekomercyjny, niebiletowany, dla narodu, jakby się zgodzili, to zajebiście, nie? PG: Na Narodowym? JK: No, to do ustalenia jeszcze, też z nimi trzeba by ustalać, najlepiej na Narodowym, tylko Narodowy mały, idealnie byłoby na Bemowie zrobić. Trzeba by to też z rangą uroczystości zgrać, nie na polu, kurwa, no wiec kombinujemy. PG: No, to by było genialnie, jakby się udało. JK: Druga rzecz, to już gadałem z Cichym [Jacek Cichocki, szef Kancelarii Premiera – red.] i z Włodkiem [Karpińskim, szef MSP – red.] też wczoraj. […] Pytanie, no bo to jest też taki okres, wrzesień, trzy tygodnie września tuż przed wyborami samorządowymi, że to, moim zdaniem, powinno dobrze wyglądać. Najlepiej jakby był sukces sportowy przy okazji. [W tym czasie w Polsce mają się odbywać mistrzostwa świata w siatkówce – red.] […] Cichy miał rozmawiać z Karpińskim i z Donaldem też, bo rozumiem, że ta impreza musi wyglądać, musi być godna. PG: Tak! Jak już jest, to Polacy lubią takie rzeczy. […] JK: Dobra, to jakbyś to pismo tam gdzieś widział w sprawie tej konferencji, to możesz szefowi podpowiedzieć, o co chodzi, żeby wiedział. Jakbyś słyszał, że mi ktoś chce coś zabrać albo nie dać, to też możesz tam powiedzieć, jakby konkurencja coś wyśledziła. PG: Kto by się odważył? JK: Chłopaki są sprytne, kurwa, albo mają więcej czasu, albo mniej przyzwoitości, mi nie wpadło do głowy przez sześć lat, a tu kurwa widzisz, jebani, jeszcze Klesyk [prezes PZU] skurwiel, wiesz, że on „W sieci” ogłoszenia daje? PG: No, widziałem właśnie.

JK: Ja mówię, co ty, kurwa, odpierdalasz? A on, że to klienci potencjalni. Wiesz, już się ustawiają, kurwa, media, już widać. PG: Tak, tak, prokuratura też już widać, coraz dziwniejsze te werdykty wydaje, już czeka, patrzy na sondaże.

Szkoda Nowaka. Ładnie rósł

Wdzięcznym tematem stają się problemy z prawem Sławomira Nowaka. Obydwaj ostro krytykują byłego ministra transportu za mętne tłumaczenia w sprawie tzw. afery zegarkowej ujawnionej przez „Wprost”. W czasie gdy Nowak był członkiem rządu, nosił na ręku szereg zegarków znanych marek. Potem starał się wyjaśniać, że niektóre z nich były podróbkami, a pozostałe pożyczył. Ostatecznie Nowak za niewpisanie drogiego zegarka do oświadczeń majątkowych w styczniu 2014 r. (miesiąc przed wspomnianym spotkaniem) usłyszał prokuratorskie zarzuty (obecnie sprawa toczy się w sądzie). Zarówno Krawiec, jak i Graś dziwią się, że wiele miesięcy przed wybuchem całej afery, gdy o zegarki pytał go „Super Express”, ten nie uzupełnił oświadczeń. Zrobił to dopiero po pytaniach „Wprost”.

JK: A czemu, jak oni już mu napisali [„Super Express” – red.], czy tam on z nimi korespondował, że nie ma tego, czemu on tego nie wpisał, kurwa? PG: To jest pytanie, na które nie udało nam się od niego uzyskać odpowiedzi. JK: A już to jego, kurwa, wypisywanie na tych twitterach czy fejsbukach? Nie wiem, bo nie używam żadnego, gdzieś tam wypisywał, a to, kurwa, kupił, a to mu rodzina kupiła, a to pożyczył. Tysiąc wersji, kurwa, i to niepytany. Zamknąłby ryja po tym, co „Wprost” napisało. PG: Tak, ale to chodziło o kilka zegarków, a przez te tłumaczenia ludziom się już kompletnie popierdoliło, a tu się okazało że jeden, dobra, pożyczony, drugi podróba, wiec się bronił przed tym, żeby się przyznać, że to podróba, więc coś… […]. A czemu on tego po prostu wtedy tego po prostu nie wpisał? Jak by to wpisał, już by było, kurwa, po sprawie. Może się bał? Może liczył, że przyschnie? Że zapomną? JK: Tak. PG: Tak, to go położyło. To był koronny dowód. Są maile, redaktor naczelny [„Super Expressu” – red.] zeznał, że z nim rozmawiał, że go prosił, żeby nie zamieszczał i oni powiedzieli: „OK.”. Że poczekają aż wpisze i poczekali, kurde. JK: Ja nie jestem prawnikiem, ale z punktu widzenia procesowego to ja jestem ciekawy jaką on teraz linię obrony przyjmie? Jak są zeznania naczelnego,SMS-y, maile, to bardzo ciężko jest coś wymyślić, kurde, zapomniał może powiedzieć, kurwa, najwyżej, przynieść zaświadczenie lekarskie, że cierpi na ataki […].

PG: Przypomniał sobie po dwóch latach, tylko już powinien konsekwentnie nie wpisywać. Znaleźć jakiś powód, dla którego nie wpisuje. A on, jak się tylko ukazało we „Wprost”, to on od razu wpisał, to czemu, kurwa, tyle czasu nie wpisywał? Przez tyle lat zegarek, kurwa, na urodziny, pół roku później Wawrzyn [Piotr Wawrzynowicz, który miał kupić zegarek nie wpisany do oświadczenia – red.] kupujący, coraz wychodziły nowe rzeczy.

Mimo tych słów krytyki obydwaj panowie bardzo żałują, że afera zegarkowa wymiotła Nowaka z ministerstwa transportu.

PG: Szkoda, kurde, bo straciliśmy ważnego zawodnika na jakiś czas przynajmniej. JK: No to wersja pozytywna, że na jakiś czas. PG: Młody jest, to jest jakiś plus. JK: On głupi nie jest. Sobie jakoś w życiu poradzi. Szkoda. PG: Szkoda. Ładnie rósł. […] Tak, z drugiej strony dobrze mu grzało to ministerstwo. Przegryzł się dobrze. Zaczął funkcjonować nadspodziewanie. JK: Szkoda. W takim momencie, miał już wszystko poukładane, nie?

Jacek Krawiec ma też swoją hipotezę, co doprowadziło Nowaka do katastrofy. Twierdzi, że kontrowersyjne – na co dzień – zachowanie byłego ministra.

JK: Za dużo było tego lansiarstwa, to jednak kłuje w oczy. […] Jak szczerze rozmawiamy, to, wiesz, to towarzystwo, z którym on się prowadzał po mieście… kurwa. Kiedyś dzwoni do mnie: „Co robisz?”. Ja kończę spotkania, dziesiąta wieczorem. „To wpadaj do nas, w Charlotcie”. Co to, kurwa, jest Charlotte’a? Pytam kogoś potem i się okazuje, że to taki klub hipsterski dla 17-, 18-latków na placu Zbawiciela. Pytam go: „A z kim ty tam jesteś?”. „A z Wawrzynem [Piotrem Wawrzynowiczem – red.], Siwym i trenerem z siłowni”. Ja pierdolę, co to za, kurwa, towarzystwo? I on się prowadzał, wiesz, po takich klubach.

Pisogród, kurwa, totalny

Obydwaj rozmówcy narzekają na prokuraturę. Sugerują, że działa ona na zlecenie PiS. Na dowód Jacek Krawiec przypomina sprawę Marka Serafina, byłego wiceprezesa Orlenu. Został on w grudniu 2011 r.zatrzymany przez ABW pod zarzutem korupcji. W efekcie musiał odejść z zarządu koncernu. Jednocześnie chwalą funkcjonowanie ABW.

PG: Tak, tak, prokuratura też już widać coraz dziwniejsze te werdykty wydaje. Już czeka, patrzy na sondaże. JK: No, ale ten Seremet [Andrzej Seretem, prokurator generalny – red.] to był tak wybrany. Tutaj cała przecież ta apelacyjna warszawska [Prokuratura Apelacyjna w Warszawie – red.] to przecież jest pisogród, kurwa, totalny. Zamknęła mi tego, kurwa, mojego zastępcę po damski chuj się okazuje, kurwa. Facet 40 dni siedział i za chwilę ma mieć umorzoną sprawę. Gdzieś tam sobie poradził zawodowo, no ale u nas był taki kryzys, kurwa […]. Tam jest zastępca Tyl [Waldemar Tyl, zastępca prokuratura apelacyjnego w Warszawie – red.] od Ziobry [Zbigniew Ziobro, były minister sprawiedliwości – red.] i wszystko jest ekipa, wiesz. No, ale niestety w prokuraturze mają swoje siedlisko. PG: Jeszcze tym oddzieleniem [funkcji ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego – red.] dopomogliśmy. Także właściwie wiesz, żadnych środków sobie państwo nie zostawiło, żeby oddziaływać. JK: Ja ci powiem też, po zmianach dużo lepiej się współpracuje z ABW, zupełnie inny klimat. Już nie ma szukania, chodzenia, knucia, szczucia. Tylko jest normalna współpraca, jak coś potrzebują. PG: [ABW – red.] To taka solidna firma.

Potrzebny nowy lokal

Zbliża się koniec spotkania, panowie mają problem, jak wyjść z restauracji.

Kelner: Samochód jest tutaj? PG: Z tamtej strony. Kelner: To ja może powiem, żeby tutaj podjechał. Bo tam Superstacja jest i kręcą wspomnienia imprezy przedwczorajszej. PG: Ja pierdolę. JK: Kurwa mać, po prostu, spalą panu lokal zaraz.

I żartują, że może lepiej poszukać sobie nowego lokum, jak na dalej, na przykład na Bemowie. ■

Okładka tygodnika WPROST: 9/2015
Więcej możesz przeczytać w 9/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0