Sikorski: Wyciek miał na celu sparaliżowanie śledztwa w sprawie nagrań

Sikorski: Wyciek miał na celu sparaliżowanie śledztwa w sprawie nagrań

Dodano:   /  Zmieniono: 29
Radosław Sikorski (fot. Wprost) / Źródło: Wprost
Radosław Sikorski pojawił się na krótkim briefingu prasowym przed posiedzeniem Sejmu, podczas którego miało nastąpić między innymi wystąpienie prokuratora generalnego, Andrzeja Seremeta. - Prokurator generalny nie ma obowiązku stawiania się przed Sejmem i to, że robi to na moją prośbę to szacunek do Sejmu. Mam nadzieję, że jego informacja odpowie na pytania m.in. o stanowisko generalnego inspektora danych osobowych, który już wczoraj powiedział, że ewidentnie doszło do naruszenia ustawy poprzez wyciek danych osobowych - powiedział marszałek sejmu, odnosząc się do ujawnienia przez Zbigniewa Stonogę akt prokuratorskiego śledztwa. ws. afery podsłuchowej.
- Dajmy szansę prokuratorowi generalnemu przywrócenia zaufania do prokuratury. Pracy prokuratury nie ułatwia to, że wszystkie osoby, czy podmioty współpracujące z prokuraturą, muszą domniemywać, że przed zakończeniem śledztwa wszystko może wyciec do wiadomości publicznej. Przestrzegałem, kiedy ta sprawa zaczynała się rok temu, że jądrem tego problemu jest to, czy mamy żyć w społeczeństwie jawności totalnej, inwigilacji. Chyba wszyscy z nas w niepublicznych sytuacjach stawiamy różne tezy, czasami przesadzamy, czasami żartujemy, czasami plotkujemy. I pytanie jako społeczeństwo, które musimy sobie zadać to czy chcemy, aby nagrywanie tego typu rozmów i publikowanie ich urbi et orbi było bezkarne. Dzisiaj kodeks karny takie zachowania piętnuje i ja się zastanawiam, czy też przed prawem odpowiadamy wszyscy równo niezależnie od wykonywanego zawodu. Zobaczymy jak skuteczna okaże się prokuratura w egzekwowaniu istniejącego prawa. Po tym wycieku sądzę, że państwo już zaczynacie dostrzegać, że nie chodzi o to, co ktoś powiedział, tylko czy każda rodzina, firma czy instytucja może być niszczona inwigilacją totalną - dodał Sikorski.

Marszałek podkreślił też, że prokuratura działa, więc nie widzi on potrzeb dla komisji śledczej. Stwierdził, że "powinny one działać tam, gdzie jest podejrzenie złamania prawa, a nie służyć czyjemuś interesowi politycznemu". Sikorski odniósł się też do tego, że rzekomo unia energetyczna wymyślona przez Donalda Tuska ma służyć interesom Jana Kulczyka i aby tę sytuację kontrolować Radosław Sikorski miał zabiegać o funkcję komisarza do spraw energetyki. - Przede wszystkim radziłbym zachować sceptycyzm wobec zeznań podejrzanych w sprawie, którzy mogą też nie rozumieć na czym polega rola ministra spraw zagranicznych, czy też komisarza unijnego do spraw różnych. Zawalczenie o komisarza do spraw energetyki było jedną z opcji, którą mieliśmy półtora roku temu. Na to stanowisko premier Tusk rozważał różnych kandydatów - wiemy, że to nie nastąpiło. Natomiast energicznie ekonomizowałem polską politykę zagraniczną, cała służba zagraniczna pracowała na rzecz polskiego biznesu i inwestycji - powiedział.

Sikorski zaznaczył też, że jego pełnomocnicy nie zwracali się o kopie akt sprawy. Jego zdaniem "wyciek miał na celu sparaliżowanie śledztwa w sprawie przestępczych nagrań". - Jeśli nagrania wyciekają na tydzień przed wyborami, a teraz znowu występują wycieki w okresie w okresie kampanii wyborczej, to trzeba zadać sobie rzymskie pytanie - Cui bono? - dodał.

Odpowiadają na pytanie, jak afera taśmowa wpłynęła na jego karierę zawodową marszałek podkreślił, że "dziś to jest coś, co może dotknąć każdego z nas" i że "nie jest to przyjemne". - W rozmowach prywatnych rozmawiamy trochę inaczej niż na forum publicznym - stwierdził. - Żadne z nas nie chciałoby, żeby wszystko co kiedykolwiek robiliśmy było w domenie publicznej - podsumował.

Wprost.pl
+
 29

Czytaj także