PO bez uzgodnionej płci

PO bez uzgodnionej płci

Platforma przegrała pierwsze starcie z prezydentem Andrzejem Dudą. Poddała się zresztą, nie wychodząc na pole bitwy – nie próbowała nawet odrzucić weta do ustawy o uzgodnieniu płci. Porażka jest tym dotkliwsza, że po stronie PiS opowiedział się PSL. Politycy PO odbierają to jako sygnał do nowej koalicji po wyborach.

Mieliśmy wizerunek partii europejskiej, a PiS antyeuropejskiej. Tylko tym odróżnialiśmy się od prawicy. Nie głosując nad wetem prezydenta dotyczącym ustawy światopoglądowej, tracimy kolejne kilka procent – mówi członek sztabu wyborczego PO. I drwi: – Na jakim polu teraz będziemy konkurować z PiS? Na tym dotyczącym gospodarki?

Kalkulacja polityczna

Politycy Platformy wycofali się z pomysłu głosowania nad wetem prezydenta Andrzeja Dudy do ustawy o uzgodnieniu płci, bo wiedzieli, że nie zbiorą wystarczającej liczby głosów. Nie mogli liczyć na wsparcie PSL. Plan był prosty: trzeba było zablokować ustawę w komisji. – Po rozmowie z Piechocińskim na dwa dni przed głosowaniem było jasne, że PSL nas wykiwa. Specyfika Platformy polega na tym, że jest u nas wielu liberałów i mała grupa konserwatystów, których można przekonać do głosowania. W PSL jest odwrotnie. Tam jest kilku liberałów i reszta konserwatystów – wyjaśnia polityk PO.

Ale nie chodzi tylko o poglądy ludowców, ale i o pragmatykę. PSL tuż przed wyborami chce wyraźnie zdystansować się od Platformy Obywatelskiej. Dlatego też podczas posiedzeń Komisji Zdrowia oraz Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, które miały poprzedzić sejmowe głosowanie w sprawie weta do ustawy o uzgodnieniu płci, ludowcy zgłosili wnioski o ekspertyzy dotyczące projektu, by nie wszedł pod obrady Sejmu. To jednak się nie powiodło, bo wnioski zostały odrzucone. – Politycy Platformy nie wiedzieli, jak głosować. Nie zostali poinformowani, że nam też zależy na tym, żeby ustawa utknęła w komisjach – słyszymy w Sejmie.

Na odrzuceniu wniosków o ekspertyzy się jednak nie skończyło. Krystyna Skowrońska z Komisji Zdrowia zgłosiła wniosek o przerwę do następnego dnia, a ten został przegłosowany. W nocy zaś Ewa Kopacz spotkała się z klubem PO. Wszystko po to, by ustalić nową taktykę dotyczącą głosowania w sprawie weta prezydenta. Następnego dnia na komisjach zdrowia i sprawiedliwości zabrakło posła sprawozdawcy. I ostatecznie szefowa Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka Stanisława Prządka poinformowała, że Sejm nie zajmie się wetem prezydenta. – Zadziałała czysta kalkulacja polityczna. Platforma przestraszyła się spadku poparcia i pewnie przegranego głosowania w Sejmie – mówi Halina Szymiec-Raczyńska z PSL. Co prawda poseł Artur Dunin, który w PO zajmuje się kwestiami światopoglądowymi, zapowiada bój o ustawę w następnej kadencji Sejmu, ale to brzmi jak przyznanie się do porażki.

Ustawa ze szkodą dla PO?

Zresztą część polityków Platformy sądzi, że ustawa o ustaleniu płci w trakcie kampanii wyborczej mogła zaszkodzić nie tylko PSL, ale także im. – Ta ustawa jest zbyt skomplikowana. Do ludzi dotarłby przekaz, że Platforma jest za zmianą płci na życzenie. A tego ustawa wcale nie dotyczy. O ile in vitro czy konwencja antyprzemocowa dotyczyła pewnej grupy społecznej, o tyle ustawa o uzgodnieniu płci dotyczy niewielkiego procenta – mówi nam jeden z polityków. Jan Dziedziczak z PiS przekonuje, że PO wiedziała, iż skompromituje się ustawą o ustaleniu płci. – Była kluczem do tego, żeby pary homoseksualne mogły adoptować dzieci. Wystarczyło, że jeden z partnerów zmieniłby płeć. Dzięki temu mógł wziąć ślub cywilny i małżeństwo mogło ubiegać się o adopcję – twierdzi Dziedziczak.

Platforma stanęła więc przed trudnym rozwiązaniem. Z jednej strony mogła obawiać się konsekwencji wykorzystania szczegółów tej ustawy w ostatnich dwóch tygodniach kampanii. Gdyby zaciekle broniła ustawy, mogłaby stracić poparcie konserwatywnej części wyborców. Z drugiej strony porażka w starciu z prezydentem z PiS pokazuje słabość i bezradność partii rządzącej. Ostatecznie władze PO wybrały mniejsze zło. Jednak coraz większa grupa polityków Platformy nie rozumie, po co Ewa Kopacz zaczęła zajmować się kwestiami światopoglądowymi po przegraniu głosowania w sprawie związków partnerskich. – Tusk nie chciał wprowadzać ani związków partnerskich, ani konwencji antyprzemocowej. Uważał, że z takimi tematami jest więcej szkody niż pożytku. I jak się okazuje, miał rację – mówi jeden z platformerskich konserwatystów.

Nie oznacza to jednak, że wszyscy politycy PO są z takiego rozwiązania zadowoleni. Część z nich jest rozczarowana brakiem głosowania nad wetem prezydenckim. – Myśleliśmy, że jesteśmy dogadani z PSL. Ale wszyscy znają historię ludowców. Oni zawsze są czyimś koalicjantem. Teraz już nie naszym – słyszymy w PO. Zresztą jeszcze na początku poprzedniego tygodnia marszałek Sejmu Małgorzata Kidawa- -Błońska mówiła, że weto prezydenta uda się odrzucić jeszcze w tej kadencji. Tak się jednak nie stało.

Strata na rzecz lewicy

Porażka w starciu z prezydentem może oznaczać, że PO straci poparcie nie tylko na rzecz PiS, ale również na rzecz Zjednoczonej Lewicy. – Na ostatnim skręcie w lewo udało nam się zabrać lewicy 3-4 proc. Przynajmniej tak pokazywały badania sprzed trzech tygodni – zapewnia poseł Platformy. Dodaje, że PO obawia się, iż brak zdecydowania w sprawie ustawy o uzgodnieniu płci spowoduje, że wiatr w żagle złapie Barbara Nowacka. – O ile Leszek Miller razem z elektoratem postkomunistycznym broniący ustawy o uzgodnieniu płci nie wydaje się wiarygodny, to już Barbara Nowacka dociera z przekazem do młodego pokolenia. Szkoda, że nie zdecydowała się na Platformę – słyszymy w PO. ■

©℗ Wszelkie prAWA ZASTrzeżone

Co było w ustawie

Ustawa o uzgodnieniu płci miała dotyczyć wyłącznie procedur prawnych. Według jej zapisów wniosek o uzgodnienie płci mogłaby złożyć osoba, która ma pełną zdolność do czynności prawnych i nie pozostaje w związku małżeńskim. Sprawy dotyczące uzgodnienia płci miały być rozpatrywane w trybie nieprocesowym przez Sąd Okręgowy w Łodzi. Został on wybrany ze względu na fakt, że rozpatruje podobne sprawy od lat. Potem prawomocne postanowienie sądu o uzgodnieniu płci miałoby być podstawą do wydania nowego aktu urodzenia oraz zmiany imion i nazwiska, wydania nowego numeru PESEL, dowodu osobistego. Wątpliwości wielu środowisk budzi fakt, że ustawa umożliwiała tzw. uzgodnienie płci, nie tylko – jak deklarują jej promotorzy – osobom cierpiącym na transseksualizm, ale każdemu, kto uzna, że „tożsamość płciowa” różni się od tożsamości poświadczonej wpisem do aktu urodzenia. Ustawa miała też wprowadzić do polskiego prawa pojęcie „tożsamości płciowej”, tłumacząc w ten sposób anglojęzyczne „gender identity” oznaczające „tożsamość rodzajową”. To pojęcie ustawa określa jako: „utrwalone, intensywne odczuwane doświadczenie i przeżywanie własnej płciowości, która odpowiada lub nie płci wpisanej do aktu urodzenia”. Te odczucia miałyby być podstawą do zmiany płci. Według części prawników oznaczałoby to w rzeczywistości modyfikowanie płci na życzenie. Ustawa na plan dalszy odsuwała obiektywne cechy płciowe wynikające z anatomii czy genetyki.

Skąd wzięło się weto

Prezydent Andrzej Duda kilka dni temu dostrzegł w ustawie luki prawne i ją zawetował. Uzasadnienie Kancelarii Prezydenta było następujące: „W opinii prezydenta RP ustawa jest pełna luk i nieścisłości, a także stoi w sprzeczności z dotychczasową praktyką orzeczniczą. Rozwiązania przyjęte przez parlament dopuszczają m.in. wielokrotną zmianę płci metrykalnej na podstawie uproszczonych procedur oraz nie wymagają wykazania trwałości poczucia przynależności do określonej płci. Ustawa dopuszcza także zawarcie małżeństwa przez osoby tej samej płci biologicznej oraz adopcję przez takie pary dzieci”.

Okładka tygodnika WPROST: 42/2015
Więcej możesz przeczytać w 42/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także