Jarosław Kaczyński – kingmaker

Jarosław Kaczyński – kingmaker

Prezes Prawa i Sprawiedliwości rozbił w tym roku polityczny bank. Jego partia zdobyła urząd prezydenta i bezwzględną większość w parlamencie.

Po latach politycznej posuchy, serii przegranych wyborów i upokorzeń ze strony Platformy Obywatelskiej, Prawo i Sprawiedliwość odnosiło w tym roku sukces za sukcesem. Najpierw popierany przez Jarosława Kaczyńskiego kandydat wygrał wybory prezydenckie, a potem jego formacja zdobyła bezwzględną większość mandatów w obu izbach parlamentu. W przyszłym roku jego obóz polityczny obsadzi jeszcze fotel prezesa Narodowego Banku Polskiego, szefa Komisji Nadzoru Finansowego i prokuratora generalnego, którego urząd wkrótce zresztą zlikwiduje, przywracając tę funkcję ministrowi sprawiedliwości. Kaczyński, choć nie ma żadnej formalnej władzy, jest w rzeczywistości kimś na kształt naczelnika państwa, który może potrząsnąć rządem i prezydentem. Liderowi Prawa i Sprawiedliwości do pełni szczęścia brakuje tylko większości konstytucyjnej, ale i bez tego może przeprowadzić swoje plany polityczne. I tu powstaje najbardziej zasadnicze pytanie – o jakie plany chodzi? W polityce zagranicznej sprawa jest dość prosta – uzyskanie większej podmiotowości w relacjach z Niemcami, zacieśnienie współpracy z państwami Europy Środkowej oraz krajami skandynawskimi.


Więcej znaków zapytania pozostaje w polityce wewnętrznej. Dokończenie lustracji wydaje się zbyt banalne, by Kaczyńskiprzykładał do tego wielką wagę. Oczywiście będzie miał sporo uciechy, gdy legnie w gruzach kilka karier jego najzagorzalszych krytyków, ale to za mało. Ideą, którą prezes PiS powtarza od kilkunastu lat, jest podniesienie dochodu Polaków, by zmniejszała się dysproporcja majątkowa wobec Niemców. To najtrudniejsze zadanie, zwłaszcza że nie osiąga się go spektakularnymi posunięciami, ale mozolną mało widoczną na co dzień pracą. W tej beczce miodu Kaczyńskiego jest łyżka dziegciu. Powyborcze działania PiS można by opisać w sposób rodem z amerykańskich poradników – jak zdobyć i utracić sympatię społeczną w trzy tygodnie. Jednak bank nadal jest w rękach Kaczyńskiego.

Ryszard Petru idzie w górę

Założyciel Nowoczesnej pewnie sam jest zaskoczony swoim sukcesem politycznym. Ten były asystent Leszka Balcerowicza, na starcie zaliczony do „banksterów”, a więc grupy niecieszącej się powszechną sympatią społeczeństwa, okazał się nadspodziewanie sprawnym politykiem. Jego partia kończy rok z ogromnymi wzrostami w sondażach. A w jednym z badań nawet wysunęła się na pierwsze miejsce, wyprzedzając rządzący PiS. Jeden sondaż nie czyni, co prawda, z Nowoczesnej najsilniejszej formacji na scenie politycznej, ale z całą pewnością Petru idzie w górę.

Dariusz Orłowski, czekoladowy książę na Wawelu

Prezes Wawel SA z bankrutującej firmy

zrobił giganta branży wycenianego na warszawskiej giełdzie na ponad 1,5 mld zł. Spółka jest oceniana jako jedna z najstabilniejszych w sektorze spożywczym. Analitycy spodziewają się, że w 2015 r. jej zyski przekroczą 100 mln zł. Gdy kilkanaście lat temu Dariusz Orłowski jako 28-latek został prezesem, zastał w firmie sodomę i gomorę. Produkcja słodkości była porozrzucana po trzech krakowskich zakładach. Sprzedaż nastawiona była głównie na klientów zza wschodniej granicy. Gdy eksport tam przestał się opłacać, Wawel zaczął tonąć w długach, jego wartość topniała, a banki chciały wypowiadać umowy kredytowe. Orłowski od razu zaczął ciąć w firmie zbyteczne wydatki. Wyrzucił niepotrzebnych pracowników, zamknął nierentowne zakłady. Sprowadził produkcję w jedno miejsce – do podkrakowskich Dobczyc. Za 100 mln zł postawił tam jedną znajnowocześniejszych fabryk czekolady w Polsce. Rozruszał też marketing. Polskę zalały reklamy Malagi, Tiki-Taków i Kasztanków – trzech czołowych produktów Wawelu. Kiedy kraj ogarnęło spowolnienie gospodarcze, Wawel wypuścił na rynek tzw. kryzysowe czekolady, czyli minitabliczki o wadze 20 g.

Najwięcej jednak dały spółce dyskonty, dla których zaczął produkować dobre jakościowo słodycze w niskich cenach. Eksperci obawiali się, że wraz z taką współpracą krakowska marka straci na wartości. Nic takiego się nie stało. Dzisiaj współpraca z Biedronką generuje dla Wawelu jedną czwartą przychodów. Ten sukces może jednak przerodzić się w jeden z największych koszmarów Orłowskiego. Pod koniec roku media donosiły o tym, że Wawel z Biedronką nie mogą się dogadać co do dalszej współpracy. Brak umowy na kolejne lata mógłby porządnie zachwiać cukierniczym gigantem. No chyba że Orłowski znów coś wymyśli.

Okładka tygodnika WPROST: 52/2015
Więcej możesz przeczytać w 52/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także