Rozpędzić smog nad Wrocławiem

Rozpędzić smog nad Wrocławiem

Do miast, które chcą ograniczyć szkodliwe pyły w powietrzu, dołączyła stolica Dolnego Śląska.

Problem smogu nad dużymi miastami znany jest od dawna. W Londynie, po tym jak w latach 60. XX w. na skutek szkodliwego działania smogu zmarło około 4 tys. mieszkańców, wprowadzono zakaz palenia węglem. W Paryżu stosowana jest profilaktyka sezonowa i w okresie, gdy smog staje się najbardziej dokuczliwy, wprowadzane są ograniczenia w ruchu samochodowym, a przejazd komunikacją publiczną jest darmowy. Natomiast w większości niemieckich miast do centrum mogą wjeżdżać jedynie pojazdy spełniające wyśrubowane normy ekologiczne. Duży problem ze smogiem mieli też do niedawna w Skandynawii. Zielony obecnie Sztokholm w latach 80. ub. wieku na skutek dużej emisji spalin (samochodowych i z instalacji grzewczych) miał bardzo zanieczyszczone powietrze. Problem rozwiązano stopniowo, podłączając mieszkańców do centralnej sieci ciepłowniczej i ograniczając liczbę aut emitujących szkodliwe substancje. Władzom miasta udało się spopularyzować komunikację miejską, którą do pracy dojeżdża już 75 proc. mieszkańców miasta.


W Polsce o takich wskaźnikach możemy tylko pomarzyć – bliżej nam niestety do europejskich standardów sprzed 40 lat. Za ochronę środowiska (w tym za jakość powietrza) odpowiada u nas samorząd wojewódzki. Inaczej niż np. we Francji, gdzie odpowiedzialność za to samo spoczywa na władzach miejskich. Duże polskie miasta, choć ich możliwości są mocno ograniczone, działają jednak coraz aktywniej, bo stawką w grze jest zdrowie i życie ich mieszkańców. Jednym z głównych problemów jest tzw. niska emisja. Termin ten wziął się od stosunkowo niewielkiej wysokości kominów w mieszkalnictwie (do ok. 30 m). W połączeniu z gęstą zabudową prowadzi to do wysokich stężeń zanieczyszczeń powietrza. Pochodzą one przede wszystkim z pieców i małych kotłowni, które zawierają do 90 proc. rakotwórczego benzo(a)pirenu (BaP) oraz pyły zawieszone PM 10 i 2,5, będące częstą przyczyną chorób układu krwionośnego i oddechowego.

Nie tylko węgiel

Specjaliści od ochrony środowiska alarmują: z powodu zatrucia szkodliwymi substancjami trafiającymi do powietrza co roku przedwcześnie umiera na świecie ponad dwa miliony ludzi. W samej Europie – ponad 350 tys. W Polsce nawet 45 tys. To bardzo zły wynik i szybko się nie poprawi, skoro w raporcie Europejskiej Agencji Środowiska (2012) znalazła się informacja, że w 2010 r. aż 21 proc. ludności miast europejskich było narażone na nadmierne stężenia pyłu zawieszonego PM10, a ok. 30 proc. – na nadmierne stężenie pyłu PM2,5 i benzo(a)pirenu.

W Polsce mamy wciąż zbyt niską świadomość szkodliwości tych pyłów, tymczasemsmog dokucza mieszkańcom wielu miast. Wiele z nich aktywnie z nim walczy, jak na przykład Wrocław, który w 2014 r. zakupił za kwotę 100 tys. zł mobilne urządzenie do pomiaru zanieczyszczenia pyłami i przekazał je wojewódzkiemu inspektorowi ochrony środowiska. Władze tego miasta wciąż główkują nad tym, jak skutecznie przegonić smog. Na przykład kilka dni temu Rafał Dutkiewicz, prezydent Wrocławia, zwrócił się do Cezarego Przybylskiego, Marszałka Województwa Dolnośląskiego, z prośbą o podjęcie przez sejmik uchwały określającej wymagania emisyjne wobec instalacji domowych na terenie aglomeracji wrocławskiej, w których spalane są paliwa stałe. – Rosnąca świadomość społeczna dotycząca zagrożeń tzw. niskiej emisji sprawia, że mieszkańcy oczekują od nas radykalnych działań – tłumaczy swoją inicjatywę prezydent Wrocławia. Jego zdaniem opracowanie uchwały uzasadniają wysokie poziomy stężeń zanieczyszczeń w powietrzu. Chodzi o zanieczyszczenia pochodzące z pieców i małych kotłowni, których we Wrocławiu jest ok. 40 tys. Najgorzej jest w okresie zimowym, kiedy do powietrza non stop trafia szkodliwy dym. Sytuację pogarsza fakt, że do starych pieców mieszkańcy wrzucają odpady, np.: płyty meblowe, gumę, plastik, styropian czy olej z warsztatów samochodowych. W ten sposób do powietrza dostają się najbardziej toksyczne substancje. Ponieważ do Urzędu Miasta Wrocław w okresie zimowym bardzo często trafiają skargi na osoby palące w swoich piecach czymkolwiek, na przełomie 2014 i 2015 r. funkcjonariusze z oddziału ochrony środowiska straży miejskiej we Wrocławiu przeprowadzili blisko 400 kontroli. Skończyło się to 50 mandatami lub skierowaniem sprawy do sądu.

KAWKA to za mało

Rafał Dutkiewicz, prezydent Wrocławia, wystosował także pismo do Jana Szyszki, ministra środowiska, prosząc o podjęcie inicjatywy ustawodawczej w zakresie zmian przepisów prawa, które mają wpływ na jakość powietrza. Wszystkie te działania mają wspomóc działający od 2014 r. projekt antysmogowy KAWKA, finansowany przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej oraz Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Celem projektu jest ograniczenie niskiej emisji głównie przez zlikwidowanie pieców i małych kotłowni. Program wspiera też termomodernizację budynków wielorodzinnych. Wnioskodawcy mogą liczyć na dofinansowanie 70 proc. wartości inwestycji, w kwocie maksymalnie 12 tys. zł. W 2014 r. wrocławianie złożyli 441 wniosków o udzielenie dotacji. Wypłacono 279 dotacji na łączną kwotę prawie 3 mln zł. Rok później było to już 796 przyznanych dotacji (na 1169 wniosków). W bieżącym roku wnioski składać można do 30 września. Do rozdania jest 12,5 mln zł. W latach 2014-2018 Wrocław planuje przeznaczyć aż 40 mln zł na dotacje wspierające wymianę pieców węglowych na inne proekologiczne źródła ciepła (z czego 36 mln zł pochodzi z Wojewódzkiego oraz Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska). Jak zapowiadają wrocławscy urzędnicy, jeśli właściciele mieszkań złożą więcej wniosków o dofinansowanie wymiany trującego powietrze systemu ogrzewania, władze miasta postarają się o pieniądze, aby je zrealizować. W końcu najważniejsze, aby trujący smog zniknął znad Wrocławia. �

Okładka tygodnika WPROST: 9/2016
Więcej możesz przeczytać w 9/2016 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0