"W środę o godz. 13 pracownik mennicy włożył platynę do pieca. W czwartek o godz. 6 rano stwierdził jej brak" - powiedział prezes Mennicy Metale Szlachetne Ireneusz Marciniak. "Nie sądzę, aby to była kradzież. Podejrzewam, że platyna nadal znajduje się na terenie mennicy".
Według Marciniaka, platyny nie wyniesiono z budynku, ponieważ dla złodzieja nie miałaby żadnej wartości - nie sprzedałby jej ani nie przetopił w warunkach domowych. Zaginiona platyna zawiera bowiem domieszki rodu (trudnotopliwy metal szlachetny), co powoduje, że nie można wytwarzać z niej wyrobów jubilerskich. Może być wykorzystywana jedynie w produkcji przemysłowej.
Prezes zwrócił uwagę, że piec, w którym został umieszczony metal szlachetny, był zabezpieczony kłódką i plombą. Nie zostały one uszkodzone. Przyznał jednak, że istnieje możliwość rozmontowania niektórych części pieca i wyjęcia z niego metalu bez naruszenia zabezpieczeń.
"Trwa sprawdzanie zapisu kamer. Nagrania przeglądane są w czasie rzeczywistym, aby nie przeoczyć któregoś ze zjawisk, które mogą zadecydować o odnalezieniu metalu" - powiedział Marciniak.
Według niego, sprawa powinna wyjaśnić się po przejrzeniu nagrań. "Nasz system zabezpieczenia jest jednym z najlepszych. Monitorowane są wszystkie pomieszczenia, okna, ruch na zewnątrz budynku. Wewnątrz budynku są strefy dostępu. Pomiędzy nimi pracownicy poruszają się, używając specjalnych kart. Wiemy kto, gdzie i o której godzinie wchodzi" - dodał.
Zdaniem prezesa, zniknięcie platyny nie wpłynęło na funkcjonowanie wytwarzającej monety Mennicy Państwowej,. "Dla mojej spółki zdarzenie to jest przykre i bardzo kosztowne. Jednak jesteśmy ubezpieczeni na wypadek zaistnienia takich okoliczności" - podkreślił prezes.
Według niego, całą sprawę raczej można potraktować w kategoriach ludzkiej złośliwości niż próby kradzieży.
Mennica Metale Szlachetne jest spółką zależną Mennicy Państwowej.
em, pap